Głos niedzielny – Takatuka bez cenzury

Głos niedzielny - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki
Rys. www.freedigitalphotos.net

Kolejny długi weekend za nami. Wieczorne serwisy informacyjne uprzejmie doniosły, że przez jakiś czas na ulicach będzie luźniej o prawie dwa tysiące kierujących. Już nie skacowanych, bo chyba trzeźwa analiza weekendowych aktywności była dla nich jak kubeł zimnej wody. Południowych sąsiadów zalewa żywioł, nas lekkomyślność. W obu sytuacjach słońce, woda i przygoda, z tragicznym finałem

Autor: Artur Sawicki – http://takatuka.blog.pl/

Miłościwie nam decydujący, w mieście przy Wiejskiej, knują kolejny plan, żeby niedzielę zrobić dniem dla rodziny, bez natarczywego handlu, szału zakupów, nabijania kabzy zagranicznym koncernom.  Pragną lasem uniesionych dłoni nakazać społeczeństwu siedzieć z familią. Najlepiej byłoby wziąć się za ręce i wespół spacerować bez względu na porę roku czy sytuację na Bliskim Wschodzie. Zastępy spacerujących roześmianych rodzin wypełniłyby wszystkie polskie miasta. O braku chęci na ten rodzaj kolaboracji, nie ma mowy. Odpust mają rzekomo otrzymać osiedlowe sklepy. Przed telewizorem może skończyć się piwo, jedzenie dla kota, a ekspedient w kiosku to stary kawaler bez hobby, któremu i tak wisi, co będzie robił.

I znowu dostajemy złotą receptę, nie mylić z piwem, jak powinniśmy żyć, żeby było nam lepiej. Nie ma znaczenia, że w ciągu tygodnia pracujemy nawet po kilkanaście godzin. Dzieci mają się uczyć, żeby być mądrzejszymi od swoich rodziców, a rodzice pracować, żeby na tę mądrość była kasa. Nie ma czasu na sentymenty. Daleko posunięta sprawiedliwość społeczna, w innych tylko ustach, śmiało może wykrzyczeć, że i lekarz, i policjant w mundurze chcą mieć wolną niedzielę. Wspólnie poszliby z rodziną do kościoła albo na łąkę. Mogliby też spotkać towarzyszy przy osiedlowym murku, popatrzeć jak rośnie koniczyna i wypić zachomikowane piwo. To również nie jest możliwe, bo przecież spożywanie w miejscach publicznych jest surowo karane, a kodeks odstępstw nie przewiduje.

Jak sięgnę pamięcią nieco dalej niż ostatnie ciepłe przedpołudnia, sklepy zdaje się były zamknięte w niedzielę. Wszystkie, bez wyjątków. Niedziela, mimo wybitnie niesprzyjających warunków dla rozwoju wiary, była dniem wolnym od pracy, namacalnie. W poniedziałek nie było świeżego pieczywa rano, bo w niedzielę piekarze również odpoczywali. Dyżurujące obiekty w postaci aptek i rzeczonych już punktów zakupu paliw, ku widocznemu niezadowoleniu personelu, wypełniały lukę w polu: Dziś pracują. Niedziela dniem handlowego niebytu dawno już być przestała. Niezmiernie jestem ciekaw, w jakie sposób zostanie to rozwiązane. Kto i jakie kuśtykające przepisy wprowadzi, żeby zafundować nam niedzielę wolną od diabelskich transakcji. Pomysł na przekazanie części planowanych wydatków na niedzielną tacę będzie kwestią kolejnych wystąpień na sejmowej mównicy. A skoro w niedziela dniem wolnym od pracy zostanie, nie będzie można fiskalizować wpływów z tacy, bo ktoś musiałby siedzieć na kasie, zatem status quo i o!

Dziś rano widziałem uśmiechnięte – jeszcze – od ucha do ucha twarze. Twarze i zęby już odmyte od węgla i resztek sałatki warzywnej. Przez parę dni będą z nami przypalone podpałką palce. W domu zostały pachnące dymem ubrania i dziesiątki nowych zdjęć w komputerze. Kolekcja aluminiowych medali i szklanych szyjek już prawie uprzątnięta, brakujące elementy z życia, sprzed, wkrótce się znajdą. Niedomówienia i nadinterpretacje przeminą wraz z kapryśną pogodą. Wierzę głęboko, że sroczka białoboczka zwróci to, co udało się jej upolować, bo takie cztery wspaniałe dni musza mieć swój szczęśliwy finał.

1 KOMENTARZ

  1. Jakoś uparcie wracają znane z dawniejszych czasów jedynie słuszne idee. Sejm powinien też przegłosować, żeby w niedzielę zawsze świeciło słońce, deszcz padał tylko w środy, a szaleni niedzielni kierowcy nie zabijali ludzi na drogach. Nie przestrzeganie postu w piątek powinno być karane z urzędu – to też obywatelom wyszłoby tylko na zdrowie, tylu mamy z nadwagą. Przydałby się jakiś nowy urząd, żeby tego pilnować.

Dodaj komentarz