Wielka ucieczka – Takatuka bez cenzury

Rys. www.freedigitalphotos.net

Wyszło szydło z worka. Najlepsze jest to, że wiadomo, kto je kupił i gdzie, czym zapłacił, czy dał napiwek oraz czy grzecznie podziękował sprzedawcy. Przy odrobinie dobrej woli udałoby się sprawdzić, czy do szydła dokupiono napój gazowany, trotyl czy skarpety frotte, trzy pary.

Autor: Artur Sawicki – http://takatuka.blog.pl/

Zupełnie jasne stało się też, czy bohaterskie szydło pojawiło się na wallu, może stało się powodem zmiany statusu na: w związku, otagowania, przygotowania serii memów o szewcach, a może tylko opowiedzenia prostej historii. Strach pomyśleć, czy nie przyczyniło się do odebrania kolejnych istnień ludzkich, wszak napad szału i niebezpieczne narzędzie w rękach oszalałego, może zrobić nie lada spustoszenie. I nie ważne, czy jest to karabin AK-47, pałka typu tonfa, grabki plastikowe koloru fioletowego, czy wreszcie szewskie szydło.

Rząd mocarstwa podpartego wszechobecną wielkością i nadmiernością widocznie potrzebował real stories. Poranna kawa nie smakuje tak dobrze ze zwykłym dziennikiem, wszak dziennikarze siedzą w kieszeniach polityków, nieraz przeciwstawnych ugrupowań, a surówka rodem z peceta przeciętnego Kowalskiego, to jest dopiero hit. Nie będzie już opowiadania tych samych historii podczas lunchów, czwartego tego samego dowcipu z ostatniej strony, czy wciąż tej samej gołej baby, którą widzieli już wszyscy.

Specjaliści z przeróżnych dziedzin postanowili zrobić serwis informacyjny open source, no i zasadniczo nieograniczony żadnymi regułami. Kramik odbiorców był tylko bardzo ograniczony. Wystarczyło skomentować durne zdjęcie znajomego lub nie, żeby prędziutko wyskoczyć w generowanych na jednej nodze raportach. Ciekawe, w jaki sposób klasyfikowano podglądane treści: polityka, terroryzm, sport, hobby, inne? Jeśli pojawiają się u was jakiekolwiek wątpliwości, czy ten kraj ogranicza obywateli w jakikolwiek sposób, to odpowiedź jest dziecinnie prosta. Nie. Można wszystko, no może oprócz chodzenia do teatru przed godziną szesnastą, po zjedzeniu czosnku. Taki przepis podobno panuje w mieście Gary (Indiana). Choć godzi to wyraźnie w ludzkie prawo do szamania płodów rolnych bez ograniczeń. Bo ani rytualny mord czosnku nie jest potrzebny, ani badania weterynaryjne. Tak czy inaczej społeczeństwo oburzyło się za rządowe podglądactwo. Strach teraz pojechać w kierunku Doliny Krzemowej, bo za krzakiem pewno czeka przyczajony koleżka z mikrofonem pojemnościowym. To na oldschoolowców, którzy nie używają komórek. Każdy głos się liczy!

Niejeden obywatel już rytualnie sfajczył swój komputer na przydomowym barbecue, bo stracił rachubę, które filmy są dozwolone, ile lat mają mieć aktorzy, czy fotografie własnego psa będą dewiacją czy dewocją. Wolność otrzepała się z resztek wypłowiałych skrawków papieru z zapisanych kodeksem etycznym. Dobre jest w tym wszystkim to, że kolejne doniesienia przeniosły się do zupełnie odmiennej sfery życia człowieka. Oto rzekomo odnotowano bardzo wysokie zainteresowanie książką Georga Orwella, 1984. Czyżby lobby księgarzy i kałamarzy wykonało zdecydowany ruch? Kolejna teoria spiskowa z pewnością spędza sen z powiek niejednemu wizjonerowi. A wielka ucieczka solisty została przygotowana nie gorzej niż kinowe arcydzieło.

Dodaj komentarz