Potworne powroty – Takatuka bez cenzury

Ilustr. www.freedigitalphotos.net

Po tabliczce z napisem wakacje nie ma już śladu. Krótkie spodnie ze spokojem odłożone na dno szafy. Prognozy pogodowe, podobnie jak budżetowe i wróżenie z ręki, wolę omijać z daleka. Jakkolwiek wiek by nam nie dokuczał, to wakacje pięcio- i pięćdziesięcioletniego człowieka przypadają na dwa, potencjalnie najlepsze i najcieplejsze miesiące w roku.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Przygotowanie do nich rozpoczyna się wraz z ostatnią opowiedzianą historią z poprzednich wakacji, urlopu, udanego wypoczynku. Przygotowania wywołują dreszczyk emocji, planowanie, obmyślanie, łowienie okazji egzotycznych podróży all inclusive. Wyszukiwanie znajomości sprzed wojny, żeby pożyczyć namiot czy plecak na pieszą wędrówkę. Zakupy w modnych butikach, albo według listy asortymentu pasztetów i szprota w pomidorach. Zakładanie zeszytów, albumów, kiedyś klisz do aparatów. Teraz bywa, że wrzutka na tweeter albo focia na fejsie rozpoczyna nasze wakacje. Stoimy z plecakiem na dworcu, na poboczu z kartką z miejscem docelowym, uwaga – autostop jest znów modny. Możemy też wraz z innymi głowami z wrośniętymi przeciwsłonecznymi okularami sterczeć na lotnisku w oczekiwaniu na odprawę paszportową.

Parę dni temu wracałem wieczorem ze sklepu. Podzwaniałem butelkami, szeleściłem foliową torbą z chlebem. Nie wyróżniałem się niczym szczególnym. Mijałem grupę młodych ludzi. Modne ubiory, świecące prawe dłonie oznaczały jedno: komórka party. Zwolniłem odrobinę, nie zauważyłem złowrogiego machania motylem albo siekierą, że niby bezpieczne osiedle. Incydentalne butelki z piwkiem były jedynie ku higienie narządów mowy, tak bardzo zajętych komentowaniem aktualnej sytuacji na osiedlu. Ej, ja już wpłaciłam zaliczkę na swoje urodziny, no kur*a, ma być balet, nie. Po chwili, głos numer dwa: A utworzyłaś wydarzenie na fejsie? Chyba nie zaprosiłaś tej Pauliny, co? Ona ostatnio tak na maksa cię zlała. Dialog nabrał tempa: Wydarzenie, kur*a, no raczej, jak bez tego. Nie, nie zapraszałam jej, nie chce żeby potem j*bała komentarze, jaki był melanż. O ile słownikowo dość dobrze poradziłem sobie z rozmową, o tyle logistyka wydarzenia, jakim są urodziny dość mocno mnie zastanowiła. Ile to sam zainteresowany musiał się narobić, kiedyś urodziny ograniczały się do wyżebrania u rodziców hurtowej ilości słodyczy i bąbelkowej oranżady, uciułaniu paru złotych na flaszkę i zorganizowaniu wolnej chaty.

Nasze wakacje, oprócz hucznych urodzin, ślubów i rozwodów, dodatkowo niosą ze sobą ten wspaniały stan rozluźnienia. Porzucenia, tymczasowego rzecz jasna, dotychczasowych uniformów, tych obleczonych i mentalnych, wyrzucenia z głowy statystyk, planów, wyników, zysków i strat. Liczymy jedynie kalorie pochłaniane z grilla, sumę wysokich temperatur w tygodniu, liczbę skoków na główkę z pomostu i par porwanych gumowych klapek. Tworzymy piękne plenery dla operatorów wiadomości, na Mazurach tłumy, nad Bałtykiem nie ma gdzie ręcznika rozłożyć. Z przekonaniem wydajemy nagromadzone oszczędności. Pozwalamy lokalnym biznesom trwać, rozwijać się, a może i upadać. Wyjeżdżamy w nieznane, choćby nawet mimo zaawansowanych technologii geolokacyjnych, opis dotarcia do miejsca wywczasu zapisany na ostatniej stronie zeszytu, to przeżycie niezapomniane. Takie są prawa wakacji. Dreszczyk emocji związany z dopytywaniem: To tu, już niedaleko? A skąd ja mogę wiedzieć, nigdy tu nie byłem. Kulminacja bardzo szybko przeradza się w radość: Jesteśmy, to tu. Gdzieś z tyłu głowy analizujemy przez chwilę opis, wskazówki dotarcia do tajemnego miejsca, też dobre. Tereny dalekie i te zupełnie bliskie, znane, oklepane, widziane po tysiąckroć, wciąż cieszą. Wymiana ludzi na turnusach, równowaga przyrody i cyrkulacji myśli, tych poznających i tych żegnających.

O ile wyjazdy przeżywamy indywidualnie, te całe przygotowania, planowanie, o tyle powroty są wspólne. Odczucia wracających, zdaje się, proste. Gdybyśmy na przygotowania mogli wyodrębnić setki strumieni myślowych, powroty można by zawrzeć w zaledwie kilku: ale dół, trzeba wracać, było dobrze, było jak zwykle, ale i tak dół, że trzeba wracać.

Kategoryzacja emocji towarzyszących powrotom ma również odzwierciedlenie w kulturze masowej i tak, jeśli przyjrzymy się filmom, mieliśmy powrót: trzykrotny do przyszłości, powrót króla, batmana, supermana, przypadkowo – do Garden State. Powrócimy i my do miejsca wypoczynku, urlopu. Powrócimy tu za rok, jak tylko zaplanujemy wszystko dokładnie i co do miesiąca. Póki co, wracamy do pracy, do szkoły, wracamy do codzienności. Szok dnia pierwszego po urlopie bywa respektowany przez współpracowników. Tego dnia wiele może nam nie wychodzić, kondycja psychofizyczna na poziomie zero. Wszędzie jeszcze czujemy zapachy wakacji, wagonu klasy drugiej, albo ogrodniczej działki szwagierki. Z czasem wszystko minie, zostaną nam jedynie fotografie w galeriach i niekończące się opowieści. Póki co, polecam film na wczesną jesień: Powrót żywych trupów.

Dodaj komentarz