Maleńczuk w Suwałkach

Maciej Malenczuk & Psychodancing, SOK Suwalki, 26.10.2013Na początek krótki rys historyczny. Mało kto pamięta, iż Maciej – tak naprawdę Mirosław – Maleńczuk po raz pierwszy w grodzie nad Czarną Hańczą wystąpił już… na początku lat 90. Koncert odbył się w ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury na Noniewicza. Nieliczna – góra osiemdziesięcioosobowa publiczność – mogła wysłuchać tzw. ulicznych piosenek artysty, któremu towarzyszył jeno basista. Był to zalążek wspaniałego zespołu „Homo Twist”.

Autor: Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

Cholernie żałuję, iż przeoczyłem jakoś ten koncert, a mógłbym go wspominać tak, jak występ „Miłości” w PTTK-u z 1994 roku (tak, tak, to wtedy po raz pierwszy zagrali u nas: Ryszard „Tymon” Tymański, Leszek Możdżer, Mikołaj Trzaska czy śp. Jacek Olter). Do wczesnych piosenek Maleńczuka czuję ogromny sentyment, zwłaszcza tych nagranych w bluesowych aranżacjach na debiutanckim albumie „Homo Twist” – „Cały ten seks” (94). W tym miejscu pozwolę sobie na jeszcze jedną, przedostatnią dygresję. Jakoś wśród współczesnych bluesmanów – przynajmniej tych, których słyszałem na Suwałki Blues Festival – nie dane mi było poznać dobrych tekściarzy piszących po polsku. Dlatego śmiem wyrazić opinię – będącą jedynie swoistą sugestią – że ciekawe efekty mogłoby dać zaproszenie Maleńczuka na suwalskie bluesowisko. Pozostaje pytanie, czy artysta chciałby wracać do tego starego repertuaru w bluesowych aranżacjach? Oczywiście nie zapominam o drugiej stronie. Przyznaję, iż próbowałem zarazić tym pomysłem kogoś ważnego w suwalskiej kulturze, ale odpowiedzią było li tylko coś w rodzaju znaczącego popukania się w czoło.

Kończąc przydługi wstęp zaznaczę, iż redagując – w nieistniejącym już od dwunastu lat tygodniku „Krajobrazy” – rubrykę „Mój rock” nie raz, nie dwa przybliżałem twórczość Maleńczuka – i tę solową, i w „Homo Twist” czy wreszcie „Püdelsach”. Tak więc z niecierpliwością czekałem na sobotni koncert.

Co ciekawe, Maleńczuk pamiętał swój poprzedni pobyt w Suwałkach, podał nawet rok – 1992. Przy tej okazji wspomniał nazwisko Gałązki i jego licznego potomstwa (wiadomo, też muzykują). Co prawda Marek Gałązka szefował wówczas kulturze w Olecku, ale i do niego rozpoczynające swą działalność „Homo Twist” trafiło. W konferansjerce Maleńczuk czuje się jak ryba w wodzie. Aczkolwiek nie wszystkim przypad(ł)a ona do gustu – tak pod względem formy, jak i treści. A trzeba przyznać, że zdarzają się ciekawe paralele nawiązujące do tekstów następujących po nich piosenek.

Jako równie kontrowersyjna jawi się sama formuła projektu „Psychodancing”, czyli czegoś w rodzaju zwariowanej klezmerki. Nie ma co kryć: słowo klezmer samo przez się ma w sobie coś ambiwalentnego. A przecież niejednokrotnie chałturnicy dysponują bardzo przyzwoitym warsztatem wykonawczym. Skład „Psychodancing” również dysponuje doskonałymi muzykami. Maleńczuk pozwala im czasami „pobrykać”, a najbardziej chyba w „Dawnej dziewczynie”. Najbardziej hołubiony jest klawiszowiec, który trafił nawet do opowiastki o babci Maleńczuka – jako zapowiedzi do „Cichej wody”. W aranżacje utworów z dużą swadą wplątywane są motywy ze standardów. I tak na przykład w „Pracy na saksach” dało się zauważyć cytaty z Hendriksa i Hancocka. Jakby tego było mało, podstawowy koncert zakończył „Medley” złożony z kilkunastu szlagierów sprzed lat. Ale i w nim pojawiło się wplecenie instrumentalne – minisolówka perkusisty, która jako żywo przypominała bębnienie Jerzego Piotrowskiego w „Słodkiego, miłego życia”.

Na program sobotniego koncertu złożyły się przede wszystkim piosenki autorstwa samego Maleńczuka – między innymi: „Duety”, „Emeryten Party”, „Praca na saksach”, „Dawno dziewczyno”, „Tango Libido” czy zagrane na bis „Uważaj na niego”. Do tego dwa utwory „jugosłowiańskie” – „Gdzie są przyjaciele moi” oraz „Ostatnia nocka”. Oprócz tego można było także usłyszeć polskie evergreeny: „Nigdy więcej”, „Cichą wodę”, „Płonie stodoła”. Bardzo ciekawie wypadły piosenki Johna Casha.

Tak się „ślizgam”, a przecież wypadałoby ocenić suwalski koncert. Cóż, niewątpliwie było to interesujące doświadczenie. Choćby ze względu na granie frontmana na instrumentach dętych (na zdjęciach uwidoczniłem tylko saksofon) Z drugiej strony nie było to to, co tygrysy lubią najbardziej. Cóż, najbardziej cenię Maleńczuka z czasów, kiedy obok swoich porażających tekstów, śpiewał też wiersze Dickinson, „Kamana”. Rozumiem, że koncepcja „Homo Twist” i „Püdelsów” mogła się wyczerpać, ale czy akurat artysta musiał podążyć drogą „Psychodancing”? Zdaję sobie sprawę, iż zadałem pytanie retoryczne.

Tak na marginesie – to ciekawe, że kariery polskich wokalistów dysponujących przejmującym, pełnym nerwu głosem tak się dziwnie układają. Edyta Bartosiewicz na wiele, wiele lat zamilkła. Gawliński poszedł w takie klimaty, ze straciłem jakiekolwiek zainteresowanie jego twórczością. No i Maleńczuk…

Na koniec muszę, niestety, o czymś napisać. Po raz kolejny – wcześniej na „Lao Che” i Lipnickiej – w sali SOK zaistniał problem z nagłośnieniem, zwłaszcza wokalu. To nie tylko moje zdanie. Bo i moja mama narzekała. Ba, niechcący – słowo honoru daję! – podsłuchałem rozmowę znanej osoby w mieście – zresztą pośrednio związanej z organizacją koncertu – która także poruszyła temat niewyraźnego wokalu. Szkoda, bo pomimo kontrowersyjnej formuły „Psychodancing” Maleńczuk to wciąż wielki wokalista.

W poniedziałek, 28 października 2013, o godz. 19:00 Maleńczuk wystąpi w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Bilety: I i II strefa: 90 zł; III strefa: 75 zł.

Fot. Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

2 KOMENTARZE

Dodaj komentarz