Po(d)stęp – Takatuka bez cenzury

Parafrazując  Mistrza  Bareję: To ja, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Nie miałem zwolnienia... Wznieśmy  ręce!  Nie  w  geście  roszczenia  a  przytrzymania  beretu,  który  może  nam  zerwać  nadchodzący  wiatr  zmian.  Prawdę  mówiąc,  ciekawe  czy  choć  antenka odrobinę  zafurkocze.  Warto  zamaszyście  zacząć,  tak  jak  zapowiadane  przemiany  w  naszym  ukochanym  kraju  następują.  Bezpieczniej  jest  mówić,  że  nam  to  się wszystko podoba.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Nauczeni doświadczeniem, że zawsze może być gorzej, bywamy niechętni zmianom. I tyczy się to prawie wszystkich dziedzin życia. Dobrze widziana jest stabilizacja uczuciowa, partnerska. Choć w polityce zwykło mówić się o uczuciach, kieruję się tu relacją na poziomie zwykłych zjadaczy chleba.

Przeciwnie, wyjątkowo niebezpieczny bywa brak zmiany bielizny, nawyków śniadaniowych czy brzydkich nałogów. Współistnienie, zwłaszcza w komunikacji miejskiej, niejednokrotnie dało temu dowód. Niechętnie zmieniamy pracę, w obawie o nowe środowisko, poziom akceptacji zawodowego wydymania, a także reakcję naszego portfela. Nawet telewizyjne kampanie reklamowe słabo motywują Polaków do zawodowej migracji w inne obszary. No chyba, że to obszary nad Tamizą, tam więcej tolerujemy.

Mędrcy mawiają, że przykład idzie z góry. A tam? Zmiany, zmiany zmiany! Naprawdę, nie wiem dlaczego nie idziemy w ślad za tymi, których zgodnie z wywalczoną demokracją, wybraliśmy! Nie tak znów dawno zmieniliśmy trenera narodowego tuzina, który wciąż próbuje nas przekonać, że potrafi grać w piłkę nożną. Nowy selekcjoner, bardzo ładne słowo, przekonywał, zapowiadał zmiany. Nowatorskie metody szkolenia i traktowania, zmiany w podstawowych składach. Tu i ówdzie dało się słyszeć świst bata, trzask kieratu. Poczuliśmy nawet lekkie spocenie związane z narodowym podekscytowaniem: może tym razem?! Spotkanie ze Słowakami przegraliśmy, chcemy jeździć Skodami. Meczu z Irlandią wygrać nie mogliśmy. Nie wypadało w obawie, że przestaną nas zatrudniać! Jesteśmy zbyt dobroduszni, żeby z kimkolwiek się pojedynkować.

Sytuacja przypomina trochę klasyczny polski trik ekonomiczny. Mam samochód, który pali dużo benzyny, to jest jego wada. Baczę przecież na ekonomię domowego budżetu. Radzą mi koledzy, których średnio lubię, żeby kupić diesla, bo mało pali. Sprzedaję benzyniaka, kupuję turbo diesla i po tygodniu rozsypuje mi się turbina. Potem tylko kilka wymian elementów zasilających, sterujących i wkurwiających. Czterdzieści procent wartości pojazdu dokładam, jeżdżę autobusem, ale mam z kim pogadać o dieslu.

Nie mam nic do obu rodzajów zasilania, to nie jest antyreklama. Nomenklatura użyta wyłącznie dla potrzeb właściwej egzemplifikacji. Samochodziarze – odpuście.  Zmienia się też w stolicy. Podejrzewamy już, że to najpewniej bałtycki sztorm zawędrował przez Kaszuby i część Mazowsza, wprost na Wiejską. Dymisje i powołania w rządzie, w perspektywie pikujących wyników sondażowych partii rządzącej. Na horyzoncie pojawił się prezent z wielką kokardą od ciotki Unii. Dużo nie swoich pieniędzy do wydania, trzeba trzymać się wstążeczki! Zmienimy cokolwiek, co nie zmieni naszej pozycji. Ta polityczna strategia jest niczym, cytując klasyka – pomnik trwalszy niż ze spiżu. A może w ogóle na tym polega polityka. Szanse na rozwój są ogromne, znów. Czy coś się zmieni przy programie rozwoju na lata 2014-2020, zobaczymy?

Głos z tłumu odwróconych głów mówi: Każde miasteczko, czy wioska będą miały nie to, co jest im naprawdę potrzebne, a to, do czego jest największe dofinansowanie! Orlik dla każdej gminy. Choć ani śladu w nich rozwrzeszczanych dziatek. Bzdura, narodowy program aktywności fizycznej seniorów się zarządzi, przyda się. Pomysły równie dobre, co węzły komunikacyjne w Beskidzie Niskim. Choć, skoro napływowa mniejszość artystyczna, ma utrudniony dojazd swoimi jaguarami, to i z programu spójności pewnie znajdzie się kasa i na Burger Kinga, i na Starbucksa. Pomoże jak umarłemu kadzidło. W miastach – bez zmian. Ciągle będziemy urywali wahacze w naszych podreperowanych samochodach.

Niezmiennie jest tylko w nas. Doświadczamy, obserwujemy i nadstawiamy się, żeby przetestować zmiany. Sprawdzić, jak nowa siatka rządzących zrealizuje swoje priorytety, jak sukcesem obwieszczą kolejny niepotrzebny projekt w gminie. Spróbują przekonać nas, że niezbędny jest letni basen pośrodku krainy tysiąca jezior. Chcemy zmienić się w europejski kraj. Zamienimy cały nasz zaścianek, Polskę B i C, i D – jeśli trzeba będzie na model zachodni, prawdziwie i jedynie europejski. Tylko co to znaczy? Mam wrażenie, że definicja nie jest nikomu znana. A na zachodzie? Na zachodzie bez zmian.

Dodaj komentarz