Środowiskowe herezje

To początek kosmicznego biznesu Niebywałe Suwałki
Fot. NASA

Czasami lubię marzyć… Ostatnio o przestrzeni, która będzie wspólnie tworzona przez społeczność i architekta. Iwona Sak w cyklu „Od zrównoważonego rozwoju do społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR)”.

Autor: Iwona Sak, www.sztukarozwoju.pl

Szukamy swojego miejsca na świecie. Szukamy piękna, smaków, zapachów, bo większość z nas miejsce zapamiętuje zmysłami. Są takie, które nas do siebie wręcz zapraszają – konstrukcją przestrzeni, budynków, zielenią. Są też takie, które omijamy z daleka, gdyż rażą nas swoim brakiem estetyki, chaosem architektonicznym. Do jednych wracamy chętnie i z rozmarzeniem. O zaniedbanych ogrodach, zniszczonych budynkach – przestrzeni niczyjej, chcemy jak najszybciej zapomnieć.

Współczesne nurty w architekturze respektują zasadę zrównoważonego rozwoju. Zwartą, bezpieczną i przyjazną dla pieszych zabudową przywracają osiedlom i dzielnicom tradycyjny charakter miasta, integrują mieszkańców w każdym wieku, tworzą taką przestrzeń, którą lokalna społeczność uznaje za swoje terytorium. Tworzą przestrzeń mniej uciążliwą dla środowiska i ludzi, przyjazną społeczności, jako zbiorowości i jednocześnie jednostce, integrującą i respektującą lokalną historię, prywatność mieszkańców.

„Każda społeczność potrzebuje miejsc, w których toczy się publiczne życie. Miejsc, do których chodzi się oglądać i spotykać ludzi. Dobrze jest tam bywać, aby być widzianym”.

Christopher Aleksander, architekt, psycholog architektury

Mamy rozwiązania prawne dotyczące ochrony środowiska naturalnego, dbania o bioróżnorodność, ratowania ginących gatunków flory i fauny, dziedzictwa kulturowego etc. etc. Nie mamy natomiast żadnych formalnych norm, które chroniłyby naszą przestrzeń życiową, ład przestrzenny.

Jak czujemy się w publicznej przestrzeni, gdzie brakuje zieleni kojącej wzrok i przynoszącej chłód latem, przestrzeni wypełnionej reklamą, hałasem komunikacyjnym, spalinami, gdzie musimy nieustannie trzymać dzieci za rękę w trosce o ich bezpieczeństwo?

Co sprawia, że dane miejsce jest nasze, dobrze nas nastraja i ułatwia nawiązanie dobrych relacji z sąsiadami?

Sposób kształtowania przestrzeni ma za zadanie budować przyjazną przestrzeń, jak najlepszą jakość życia w niej i kreować poczucie tożsamości mieszkańców. Ma integrować ich potrzeby z możliwościami ich zaspakajania na terenie całego obszaru i jednocześnie efektywnie oddzielać te działania i wpływy, które potencjalnie mogą wywoływać konflikty. Ma umożliwiać przemieszczanie się uwzględniając potrzeby bliskiego i dalszego otoczenia, korzystanie z różnorodności usług, miejsc do wypoczynku, zieleni, otwartych przestrzeni.

Tyle teorii. W praktyce obserwujemy zalew reklamy w przestrzeni publicznej, co sprawia, że czujemy się zniewoleni, traktowani przez takie miasta nie jak obywatele, ale jak konsumenci; dotyka nas wzmożony ruch samochodów i spaliny w powietrzu. A przecież ograniczenie liczby pojazdów przyczynia się do rozwoju miast. Można też powiedzieć, że dzięki mniejszej ilości spalin i niskim poziomie hałasu komunikacyjnego, pojawiają się ludzie, a wraz z nimi nowe kawiarnie, sklepy. Korzyść jest obopólna.

Rys. www.freedigitalphotos.net

Przestrzeń publiczną można postrzegać jak Le Corbousier (architekt tworzący w pierwszej połowie XX wieku) – jako gigantyczną maszynę. Jego wizja nowoczesnego miasta była skrajnie przedmiotowa. Z budynkami na wysokich słupach, z przestrzenią dla zieleni na najniższej kondygnacji. Miasto podzielone na pionowe ciągi dla pieszych – ponad ulicami. Każdy z tych ciągów odpowiadał różnym rodzajom aktywności: mieszkalnej, przemysłowej, komunikacyjnej, zdrowotnej oraz sportowej. W jego koncepcjach urbanistycznych dotyczących zbiorowości nie było miejsca na prywatność.

Bardzo popularne modernistyczne osiedla, które powstały w oparciu o koncepcję Le Corbousiera sprzyjały wzrostowi anonimowości ich mieszkańców. Rozległe blokowiska masowo występują w Europie, rzadziej w USA i Kanadzie; suburbia – osiedla jednakowych domków jednorodzinnych czyli sypialnie wielkich miast najczęściej w USA i Kanadzie, rzadziej w Europie; dzielnice biurowe, przemysłowe, handlowo-usługowe, przez swoją funkcjonalność i powtarzalność nie zachęcały do utożsamiania się z tą przestrzenią.

Zlokalizowanie, czy tez wręcz wyrzucenie dzielnic mieszkalnych poza obręb miast zwiększyło liczbę samochodów, jak i zagęściło ruch z miasta na przedmieścia i z powrotem. Jednocześnie utrudniło dostęp do kultury i sztuki, czasem nawet do nauki. Wielogodzinne dojazdy związane z przemieszczaniem się z miejsca aktywności życiowej do zawodowej, i z powrotem, sprawiły, że jakość życia ludzi pogorszyła się. Nastąpiła marginalizacja, czy wręcz wykluczenie części społeczności.

Przestrzeń publiczną można postrzegać też zupełnie inaczej – jako miejsce rozwoju. Christopher Alexander, architekt i psycholog architektury, uważał, że osobowość człowieka rozwija się prawidłowo tylko w przestrzeni która jest jego własnością. W takich warunkach ludzie wzrastają, rozwijają się. To są naturalne procesy, które determinują kondycję psychiczną społeczności: zdrowie, stabilność emocjonalną czy też społeczną samoświadomość. O swoją własność dbamy, czujemy się za nią odpowiedzialni. Pod koniec lat 70-tych XX w. zaproponował wizję architektury partycypacyjnej, w której to użytkownicy wspólnie biorą udział w kształtowaniu przestrzeni, a na koniec tego twórczego procesu razem sadzą kwiaty, drzewa, krzewy. Rozwiązania zaproponowane przez Alexandra stanowią konkretne „przepisy” pozwalające kształtować przestrzeń z uwzględnieniem, jakże złożonego kontekstu psychologicznego, społecznego, kulturowego, przyrodniczego, gospodarczego. To trwale integruje młodych i starych, nowych i już obecnych mieszkańców terenu, przełamuje wzajemną nieufność.

Miasta, a zwłaszcza metropolie, zawsze przyciągają swoją magią i atrakcyjnymi możliwościami. Jednakże nie każdy może sobie pozwolić na zamieszkanie w ich centrum. Większość zamieszkuje peryferia, skąd dojazd do centrum jest trudny i uciążliwy, jego koszty duże, a dostęp do usług, ich zakres, jak i jakość – są na niskim poziomie. Zazwyczaj. Zastosowanie modelu Alexandra polega na dekoncentracji tzw. usług wyższego rzędu (jak np. kultura, sztuka, szkolnictwo) skupionych w centrum i stworzeniu możliwości dostępu do nich w większej liczby miejsc, poza centrum. Najlepiej przynajmniej po jednym dla każdego skupiska wokół miasta. Tak, aby każde takie osiedle – satelita miało te same funkcje i zaspakajało na wysokim poziomie te same potrzeby lokalnej społeczności.

Otoczenie ma wpływa na nas tak samo, jak każde nasze działanie ma wpływ na otoczenie. Pamiętajmy o tym w trosce o lepszą jakość naszego życia. Korzystajmy z każdej możliwości wpływania na kształt i kompozycję przestrzeni, w której mieszkamy, pracujemy, bawimy się.

Magdalena Staniszkis, architekt, opowiada o problemach miast i współczesnej architekturze.

Magdalena Staniszkis z cyklu WNĘTRZE ARCHITEKTA from Centrum ŁOWICKA on Vimeo.

Dodaj komentarz