Daj mu popalić! – Takatuka bez cenzury

Rzuciłem palenie ze trzy lata temu. Niespecjalnie mam do tego pamięć, bo i po co. Przepaliłem dekadę, zapewne równowartość kiepskiego przyrdzewiałego auta, złotej podróbki gibsona albo podróży do egzotycznego kraju. Może to i lepiej, w wypadku można zginąć, dzięki gitarze stać się gwiazdą rocka albo zgubić gdzieś w dżungli.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Czytam najnowszego Stasiuka, który już parę ładnych lat temu rzucił fajki. Nie porównuję tu nałogów, ani żywych, póki co, zakończeń papierosa. Książka spowodowała, że i ja przefrunąłem przez czas, kiedy oprócz kluczy i portfela równie ważną rzeczą w podręcznym ekwipunku były fajki. Dlaczego akurat Stasiuk przypomniał mi o paleniu i niepaleniu. Skoro to wciąż dość popularna metoda spędzania wolnego czasu, łatania frustracji, podpierania zszarganych nerwów, uzupełniania diety o gorący deser. Wielu pielęgnujących ten plebejski i arystokracki nałóg wciąż kusi, zachęca i wydmuchuje opary swoich tajemnic. Bo z paleniem jest trochę, jak z czytaniem książek.

Wylądowałem tu i teraz. Miejska legenda mówi, że palacz pozostanie nim do śmierci. To przylga, która nie ujdzie w zapomnienie. Nie damy rady jej odpokutować, przemodlić, przećwiczyć ani przewietrzyć. Uśpiony w nas kocioł kiedyś rozgorzeje, pewnie w najmniej spodziewanej sytuacji. Zaiskrzy w pamięci, jak dawno przeczytany akapit. Do dziś żółta paczka z egzotycznym zwierzęciem powoduje, że chwila wahania kończy się różnie. Choć dziś nie o tym.

Podczas jednego i drugiego fundujemy sobie krótki pustelniczy turnus. Porzucamy dotychczasowe odzienie, zamykamy się z myślami i rozdziałami w niewielkiej komórce. Czas odmierzają nam przeczytane strony albo wypalone niebieskie prążki na papierosowej bibułce. Wchodzimy do dziupli, do której nikt nigdy sie już nie zmieści. Czasem obcy próbują wedrzeć się do nas. W autobusie, przez ramię zaglądają nam do książki, jakby nie mogli wziąć swojej. Tylko na krzywy ryj, bez zaproszenia, ładują się do nas. Podobnie jak wzrok człowieka, który chce, żeby podzielić się z nim papierosem. Zostawisz popalić, pojarać? Zostawisz odrobinę siebie, żebym mógł nieco ukraść twojej intymności. Żebym doczytał z filtra myśli i pragnienia? Żebym na chwilę przestał być bezdomnym pijakiem, a stał się tobą? Samotność palacza jest bardzo egoistyczna. Nawet towarzyskie wyjście na dymka takie jest, bo oto moment zaciągania wystarcza na złożenie pokaźnej myśli wbrew albo za interlokutorem.

Kiedy żar niebezpiecznie zbliży się już do złożonych w przyjemnej dowolności palców, wyrzucamy. Na ziemię,  żeby – wbrew ekologii i kulturze – wdeptać w ziemię przekazane do ustnika myśli. Do śmietnika, żeby skumulowane myśli spotkały się tam z innymi. Żeby dać człowiekowi, który z gazetowym rożkiem spaceruje po okolicy i wygrzebuje pozostałości trwogi, szczęścia i miłości.

Brudne palce skręcą potem swojego papierosa. Pełnego cudzych trosk i uniesień, mocnego różnorodnością tytoniów, pachnących szminką albo krwią. Wypełni jałowe życie czyimiś wspomnieniami. Stanie przed wnętrzem zespolonym z fragmentów, wycinanek. Część z palaczy wróci do sklepu po kolejną paczkę, inni skorzystają na nowych skrawkach. Prawie tak samo, jak czytelnik, który uszczęśliwiony, albo załamany przeczytaną historią sięga po książkę. I następną i jeszcze jedną.

Dodaj komentarz