Głuchy stryj – Takatuka bez cenzury

Już pod koniec grudnia wesoło bekniemy sylwestrowym szampanem. Parę dni wcześniej brzuchaty staruszek zostawi pyzatym dziatkom upominki pod świerkowym symbolem narodowego obżarstwa. Nagromadzenie dni urlopowych, przejechanych kilometrów oraz wykupionych flaszek na stacjach benzynowych spowoduje pewno mikrodrgnięcie PKB.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Może to i dobrze. Znalazło się jednak coś, co w wielu domach spowoduje, że śledzik nie będzie tak samo smakował a pierogi wydadzą się jakieś mdłe. Oto postanowieniem odzianych w błyszczące zestawy z krawatem, specjalistów od mediów i muzyki ogólnopolska stacja radiowa znów stała się lokalnym nadawcą. Na pewno kolorowa prezentacja multimedialna oddała w pełni poziom oczekiwań słuchaczy. Słupki nigdy nie kłamią, bo przecież metody, trend i wizja…

Stołeczni fani spod znaku rockowych brzmień w dalszym ciągu będą mogli słuchać. Cała reszta w ramach dobrze pojętej polskiej wymiany barterowej dostała kolejny kanał z muzyką taneczną. Część na pewno się ucieszy. Poniedziałkowy poranek dziwnie wybrzmiał, kiedy rds jeszcze pokazywał starą nazwę, a z głośników młodzieniec przekonywał mnie, że ona tańczy dla mnie. No dla mnie na pewno nie. Coś mi się wydaje, że coraz częściej polska zmiana przypomina taką, jak na podwórku. Jedna moja naklejka za twoich sześć.

Publiczne i prywatne media szafują wyświechtanym manifestem misji społecznej. Kiedyś zdaje się już wylewałem się na temat oferty kulturalnej w mediach. Jest jeszcze ktoś kto w to wierzy? O, naiwności. Programy kulturalne są dla tych cierpiących na bezsenność. Albo inaczej, jakiś super-kreatywny gość stwierdził, że takie programy oglądają artyści, więc na pewno są bezrobotni. A co robi bezrobotny Polak? Wrzuca kąśliwe komentarze do wszystkich artykułów w Internecie i gapi się w telewizor. Więc jeśli się chce tak ukulturalniać, to w nocy. Nikt nie może zarzucić, że programów kulturalnych nie ma. Tak samo, jak dobrego kina! Po dwudziestej filmy o bohaterach sprzed pięćdziesięciu lat, szarmanckich twardzielach w zwężanych portkach i świecących kamaszach.

Nie wiem jak wygląda zakup praw do emisji filmów. Ale jak patrzę na wybór w telewizji publicznej, to chyba nigdy nie opuściliśmy działu: ostatnie wyprzedaże. Pasma popołudniowe zarezerwowane są dla głupkowatych seriali, w których ‘ona kocha, a on nie i wszystko się je’. Najważniejsza jest dobra zabawa i żeby pisali w Internecie. Normalny film zaczyna się przed północą, zatem albo oglądamy, myjemy zęby i idziemy do roboty, albo śpimy.

Zawstydzające jest to, że kulturalny mainstream nosi plastikowe kozaczki, niewiele wspólnego ma z poprawnością językową. Sławny reżyser onanizuje się nad swoją wielkością we wszystkich kolorowych pismach. Deklaruje, że nowy film tym razem znów będzie o miłości w Warszawie. Mieszczą się tam przecież potrzeby i marzenia przeszło czterdziestomilionowego społeczeństwa.

Producent odtwarzacza samochodowego każe mi ustawić sześć ulubionych stacji radiowych! Mam kłopot ze znalezieniem jednej. Kiedyś ustawiało się w telewizorze na przemian jedynkę i dwójkę, żeby na ośmiu guzikach zawsze było co oglądać. Wracamy do korzeni.

Kultura polska zapleczem stoi, prawdziwy off jest tak głęboko, że trudno do tego dotrzeć. Hermetyzuje się automatycznie. Zrywy festiwalowe odbywają się na tyle rzadko, że nawet połowa zainteresowanych nie widzi ćwierci tego, co menu festiwalowe pokazuje. I znów, off nie może liczyć na subwencje państwowe, festiwale zamykają się w domach kultury. Wrocław pokazuje, Suwałki chcą oglądać, a w Krakowie wrzeszczy się „Hańba”. Nie chodzi tu o kino, to samo dotyczy książek, prasy, radia. Podstawowym wyznacznikiem jest potencjał sprzedażowy, a naczelną zasadą stopień znajomości albo moc „pleców”. Kolejny raz wyłączamy zupełnie dobre żarówki, tylko po to, by śmierdzące i dymiące ogarki parzyły w ręce, dając złudę jasności.

Dodaj komentarz