„Hobbit. Pustkowie Smauga” w cyklu „Przedpremierowo”

 

Peter Jackson powraca w widowiskowym stylu. – Zapnijcie pasy i przygotujcie się na szybką jazdę – twierdzi Artur Cichmiński, dziennikarz, który już widział film. Jaki jest nowy „Hobbit”?

Niesamowite wrażenia wizualne – to chyba obowiązkowy aspekt produkcji Petera Jacksona, do którego reżyser przyzwyczaił widzów („Martwicy mózgu” w tej grupie nie umieszczamy). Nie inaczej jest i tym razem. – Fantastyczny – tak „Hobbita” ocenia Artur Cichmiński. Nie tylko ze względu na klimat filmowego Śródziemia. Uwagę widza od razu zwraca też tempo filmu. – Jackson przyspieszył – tłumaczy dziennikarz, dodając, że być może jest to odpowiedź na krytykę i uwagi dotyczące pierwszej części. – Nie podzielam tej opinii. Uważam, że tamten film był bardzo dobry, choć wiem, że niektórym bardzo się dłużył – dodaje.

Tu „grzech nudy” nie występuje. „Hobbit. Pustkowie Smauga” to „czysta akcja”, która prowadzi film. Walki z orkami, spływ w beczkach, czy bliski pojedynek ze smokiem zostały zrobione po mistrzowsku. Film nie tylko dla fanów gatunku powinni docenić widzowie, którym nie jest obca radość życia. Dobra zabawa w kinie gwarantowana, choć zapewne malkontenci i w przy tej części „będą mieli używanie”.

Materiały promocyjne.

„Hobbit” jest krótką książką, która w wersji filmowej rozrosła się do trzech części. Jackson na jej podstawie stworzył film będący autorską adaptacją historii. – W „Pustkowiu Smauga” znów zobaczymy masę bohaterów nie występujących w książce. Na ekranie pojawi się nowa elficka postać kobieca, z którą wiąże się niespodziewany wątek miłosny – zapowiada Artur Cichmiński, dodając, że będzie to niespodzianka dla widzów.

Mniej miejsca (i czasu) reżyser poświęcił w drugiej części psychologicznym aspektom postaci. Temat rozterek i determinacji Thorina (Richard Armitage) został już wyczerpany – przyszedł czas na działanie. Na ekranie zobaczymy więc „ludzi czynu”. Nie umniejsza to w żadnym razie wartości filmu. Jako że idea produkcji filmowych oparta jest na obrazie i ruchu, Peter Jackson w „Pustkowiu Smauga” eksploatuje maksymalnie te dwa założenia. – Można dostać oczopląsu, ale w tym pozytywnym znaczeniu – podkreśla Artur Cichmiński.

Geniusz Jacksona wydaje się być niewyczerpany aż do finałowej sceny. Po raz pierwszy – na co zwraca uwagę dziennikarz – film tego reżysera kończy się urwaną sceną, a na rozwój wydarzeń trzeba będzie poczekać rok.

Materiały promocyjne.

Zachwyt, gorące przyjęcie pełne pozytywnych emocji – takie reakcje nie były rzadkością na przedpremierowym pokazie „Hobbita”.

„Hobbit. Pustkowie Smauga” w polskich kinach od 27 grudnia.

Dodaj komentarz