Początek końca – Takatuka bez cenzury

Marek Niedźwiedzki zaprosił już na antenie na TOP wszech czasów. Dla zainteresowanych, audycja w Programie Trzecim Polskiego Radia, 1 stycznia dwa tysiące, pewnie lepszego tym razem, czternastego roku.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Pomyślałem o końcu roku. W pracy wypełniliśmy formularze dotyczące rozwoju własnego, stopnia zrośnięcia z regulaminami oraz jakości pracy własnej. Zawodowy rachunek sumienia skończy się pokutą albo pochwałą. We wszystkich mediach gadające głowy będą gadały jeszcze więcej i jeszcze mniej mądrze, o ile tamto wzrosło, a siamto spadło. Dniami i nocami w dusznych biurach powstaje morze zestawień. Kserokopiarki grzeją się od nakładu pracy a stażyści planują, jak to oni rozbłysną w styczniu, już na etacie.

W niektórych kręgach zwykło się mówić o pisaniu ‚samochwałek’. Przypominamy sobie tego dnia zwrotki Brzechwy i tworzymy obraz własny. Taki jakim jest, jakim chcielibyśmy żeby był, albo po prostu był, dla potrzeb działania machiny.

Ile normalny człowiek może wytrzymać przez cały rok? Morderczych poranków, słabych dni, poniedziałków i piątków. Nowocześniej byłoby pewnie, w ślad za falą portali społecznościowych zrobić dwie fotki, pieszczotliwie nazywane ‚samojebkami’. Wyjściową, z 1 stycznia – ze sznytem szumiącego jeszcze nocnego szaleństwa i kolejną 31 grudnia, kiedy wyszykowani jak cielaki na jarmark stoimy u progu zapomnienia całego zła z mijającego roku. Myślę sobie, że to zdjęcie finałowe, umownie postawmy je po prawej stronie, może wyglądać różnie. Z jednej strony tapir na głowie, klacie, cokolwiek, święcące makijaże, koszule i złote zęby. Zabawa będzie do białego rana, oj dana dana.

Bywa również, że ostatniego dnia roku jesteśmy zmęczeni, jak koń po westernie. Najchętniej po ostatnim zmytym talerzu z wigilijnej wieczerzy zaszylibyśmy się z nowymi bateriami w pilocie na kanapie. Ciepły koc, herbata, festiwal resztek z lodówki i święty spokój. O ile nie ubrano nas w sylwestrowe home party, te kilka dni schowanych między świętami i sylwestrem są doskonała okazją do odpoczynku. Żadnych ukrytych celów, żadnych sprawunków do przygotowania, przy odrobinie dobrej woli pracodawców, nawet brak obowiązku chodzenia na zakład. Rzeczywiście w głowie kotłuje się remanent. Oczy patrzą po raz wtóry na ekran i dzieciaka samego w domu, który co roku okalecza niezmiennie nieporadnych włamywaczy.

Jesteśmy chronicznie zmęczeni, bo jest zima. Tradycja polska mówi, że pierogi winny być z kapustą i grzybami, sianko pod obrusem i śnieg na wigilię. Mikołaj brzuchaty, a rózgi spalone w piecu. Nie ma śniegu, jest źle, jeśli nasypie go zbyt wiele, pomstujemy, że nie da się nigdzie pojechać. Pozostaje nam zakopać się we własnej złości, albo w zaspie. Czujemy spracowane ręce i zmęczone nogi, od chodzenia, od przesuwania stopami kończącego się roku. Od przedświątecznej bieganiny, w końcu i tak nie do końca uzasadnionej.

W telewizji obserwujemy zmęczonych życiem polityków, którym nie wystarcza już siły na skrywanie różnych grzeszków. Może to magia świąt powoduje, że wysypują się, popełniają błędy. Mediator też zmęczony śpi albo gdzieś poszedł, bo nie usłyszymy wystrzału kapiszona i wezwania: Idźcie do domu! Wróćcie po nowym roku. Szczęśliwie będziecie mieli mnóstwo czasu, żeby znów wszystko popsuć.

Zmęczeni obietnicami plączą się w zeznaniach, zapominają o obietnicach sprzed kilkunastu miesięcy i naprędce szyją inne, pewnie odpowiedniejsze. Internauci zmęczeni śledzeniem deklaracji, z pewnym opóźnieniem zamieszczają kompromitujące konfrontacje. Dzieci nie mogą się już doczekać Mikołaja, zmęczeni rodzice starają się trzymać język za zębami, żeby prawda o gościu w czerwonej czapce nie wyszła na jaw zbyt gładko.

Dookoła szepcze się o duchowości, miłości i świątecznym pojednaniu. Stacje radiowe lada chwila zaczną obsesyjnie grać Last Christmas. Listy prezentów zostaną zamknięte i skompletowane. A kto powie, że nie jest zmęczony i nie czeka Bożego Narodzenia – tego w tym roku Mikołaj ominie, za kłamstwo!

Dodaj komentarz