Naprawdę nie ma się już czego bać? – Takatuka bez cenzury

Rys. www.freedigitalphotos.net

Strach postrzegam jako pojęcie, które rośnie razem ze mną. Ze skarlałej obawy o spójność zabawek, deficyt słodyczy pod choinką, chodzenia po ciemku do zaszczanej piwnicy, wykiełkowało do lęków młodości i wieku, powiedzmy, dojrzałego. Dziś trwogę kieruję w stronę świata współczesnego. I nie tylko w tym elementarnym aspekcie, środowiska, równowagi militarnej, politycznej i gospodarczej, ale również jako neutralizację czy przewartościowanie samego terminu „strach”.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Trudno znaleźć te dobre wzorce, kiedy to szlachetność, czy odwaga pozwala zniwelować strach. Pozbyć się ciemnej strony życia, która niepotrzebnie reguluje poziom adrenaliny. Przezwyciężyć drzemiące w nas obawy i pokazać jaśniejszą jego stronę.

Wiadomości z pierwszych stron gazet, oprócz jasnego przekazu, zastanowiły mnie właśnie pod kątem strachu. Kościół katolicki boryka się z wewnętrzną rewolucją seksualną. Pech chciał, że oskarżeni – jako sprzymierzeńców do tejże – wybrali sobie młodzież i dzieci, co zwyczajnie uchodzi za świństwo. Część spraw ląduje na wokandzie, bo garbaty już dywan nie chce przyjmować kolejnych zamiocin. Wychowywano mnie w wierze i tradycji katolickiej. Od początku, kiedy maszerowaliśmy w tych ciasnawych garniturkach do pierwszej komunii, nasze wyczesane i wymyte głowy nosiły mnóstwo religijnych sloganów. A bogobojnym być, a ksiądz to przedstawicielem na ziemi jest boskim, a sakramenty, a nie zabijaj, a nie cudzołóż, nie kradnij. Katechizm z jednym dniem stał się dla niektórych lekką lekturą, która wydaje się być lekturą jedynie uzupełniającą.

Nie generalizuję tu powszechności sodomii w kościele, acz sygnalizuję o przypadkach, które wypływają niczym ugotowane pyzy w garnku studenta teologii. Najbardziej zaskakujące jest to, że przedstawiciele episkopatu zdecydowanie odrzucają cywilne wtykanie nosa w sprawy kościelne. Nie życzą sobie zainteresowania sprawami, prawie już boskimi, bo kimże są dziennikarze i opinia publiczna? Skoro księża nie czują strachu przed nauką Pisma, absolutem, który reprezentują, moralnością, którą ślubowali przekazywać maluczkim, to jakże zwykły grzesznik powinien na to baczyć? Jeśli konferencje prasowe bagatelizują doniesienia, oskarżenia, a czasem i wyroki, jakimże państwem prawa jesteśmy?

Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie? Mam wrażenie, że kościół uzurpuje sobie prawo bycia nieomylnym,  niepodważalnym i absolutnym źródłem prawdy. Prawdy użytecznej dla własnych jedynie potrzeb.

Jako państwo ustawiamy pręgierz dla słabych i tych bez znajomości? Nazywamy siebie chartami gończymi ładu i porządku, a na ofiary wybieramy kulawych, albo nieporadnych? To nie przystoi. Politycy są wyjęci spod prawa. Przedsiębiorcy branż różnych z odpowiednimi koneksjami nie czują strachu. Za nic mają sobie prawo karne, cywilne i moralne. Wychowują już pewnie pokolenia w świetle „wszystko mi wolno”. Wystarczy znać wujka, sąsiada, albo księdza.

Ciekawe, czy za dwadzieścia lat ludzie będą się jeszcze czegoś bali. Może utraty zdrowia, choć niedługo – mam nadzieję – medycyna wyeliminuje te obawy. Utraty kogoś bliskiego? Dziś śmieszą „tragedie” opisywane gdzieś w sieci, kiedy to usuwane osoby z grona listy znajomych na portalu społecznościowych popadają w depresję.

Nie boimy się coraz częściej podejmować decyzji, bo w dzisiejszym zwariowanym świecie wszystko jest możliwe. Potencjalnie wariacka decyzja biznesowa przeobraża się w sukces dekady. A niewielkie potknięcie na zwyczajnym życiowym gruncie powoduje lawinę nieszczęść.

Bać się jeszcze chyba można samotności, śmierci i głupoty. Wszystko to może zabić.

Dodaj komentarz