Normalny świat wariatów – Takatuka bez cenzury

Ilustr. www.freedigitalphotos.net

Można pisać różne rzeczy o szaleństwie. Czasem przychodzi nam dość łatwo wyobrażenie rozbieganych oczu, pewnie tak samo nieuporządkowanej fryzury albo poszarpanego życiem szlafroka. Historia kultury i popkultura dostarcza nam cały batalion szaleńców.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Zamknięci w szpitalach, domach, we własnych osobowościach chodzą po świecie nieraz z większym luzem niż ci normalni. Prasa, kino, telewizja to dziś kopalnia, archiwum i czyściec dla zbłąkanych świadomości. Można śmiało w ten gorący wieczór zaproponować studium przypadku.

Medyczne aspekty psychicznej mapy naszego umysłu, w którym nieraz gubią się tropy i szlaki, są mi obce. Jako prosty obserwator pokuszę się o kilka spostrzeżeń. Może w tym prywatnym szaleństwie znajdzie się jakaś metoda na poznanie, polubienie, czy zaplanowanie świadomego oszalenia na starość, młodość czy najnowszy pokaz mody, na który przyjdzie wam pójść.

Przeznaczenie. Zakładam, że wszyscy nosimy w sobie gen, pierwiastek, ślad, jakkolwiek to nazwiemy, niestandardowego pojmowania świata. Hamowanie odczuć jest jedynie wyborem nas, albo tych co za nas decydują. Nie jesteśmy chyba na tyle walnięci, że powiemy o sobie „jestem tym, co sam decyduje o swoim losie”. Wielokrotnie rozprawialiśmy z kolegami na temat „wolności jednostki”, czy w ujęciu przynależności do penitencjarnego klubu dyskusyjnego „każdy zawias kiedyś puści”, czy funkcjonowania w dzisiejszym świecie.

Uzależnieni jesteśmy od społeczno-gospodarczych relacji, emocjonalnych związków, nawyków, czy nałogów. Choć nasze spotkania są już coraz rzadsze, temat wciąż pozostaje niezamknięty. Pojawiała się w tychże dyskusjach, oprócz zmieniającej się geografii, postawa wariata. Czy człowiek, uznany za niepoczytalnego – względem obowiązujących norm, może być wolny. A może to właśnie on jest prawdziwie wolny, bo często skonfliktowany ze zwyczajnym światem, więc może częściowo uniezależnionym od niego.

Podobnie bywa z kategorią kłamstwa. Czy istota niepoczytalna, z punktu widzenia etycznego, kłamie? Na pewno można by przywołać wyroki sądów przeróżnych instancji. Choć to również nie jest teraz przedmiotem rozważań. Czy jeśli wariat mówi, że jego ręka jest bananem, albo częścią statku kosmicznego, to kłamie? Odpowiedzielibyście, że nie – bo w końcu to wariat.

Czy semantyczne labirynty zakwalifikowane zostałyby jako kłamstwa? Mówi się o ludziach, którzy wierzą w UFO, że są nienormalni. Choć UFO to dziś pewnie słaby przykład. Latający potwór spaghetti, wielogłowe, wygwizdujące odpustowe melodyjki bóstwa, czy w końcu najbardziej zwariowane formacje religijne z punktu widzenia większości świata skupiają wyłącznie wariatów. Z drugiej zaś strony, podpierając się chwiejnym kosturkiem logiki, dla nich to My, jeśli wolno mnie dla tejże egzemplifikacji postawić w grupie MY, jesteśmy wariatami.

Tak, czy siak, kwestia określenia, kto jest wariat i czyja wiara niesie za sobą więcej niedorzeczności, wciąż wymaga uszczegółowienia. Jedni dyskutują a drudzy strzelają rakietami, wariaci.

Świadomość człowieka postrzeganego jako wariata, podejrzewam, że zostanie dla nas nieodkryta. Nie sądzę, że ludzie funkcjonujący w skomplikowanym świecie nie będą go przeinaczać, pisząc albo mówiąc. Poza tym moi koledzy wciąż dopominają się gratyfikacji za swoje opowieści, a koloryzowane historyjki nijak mają się do takiego poważnego tematu.

Swoją drogą, czy wariat rozlicza się jakoś z własnym sumieniem? A może to właśnie ono jest źródłem powszechnie nazywanej inności. Skoro w świetle prawa ludzkiego niepoczytalność jest droga do złagodzenia kary za przestępstwa. Te najcięższe jednak bywają niestety osądzane przez wariatów, więc nie wiadomo do końca kto kogo osądza. W świetle religii katolickiej, biorąc pod rozwagę Miłosierdzie Boże, jeśli prawdziwie zbłąkana owieczka może liczyć na pełnię łask, łatwo wysnuć grubymi nićmi szyte wnioski.

Patrzę na sytuację za oknem. Oglądam z zaciekawieniem i niemałym zaskoczeniem codzienne wiadomości. Słucham wypowiedzi przywódców układów politycznych, działaczy, ludzi wielkich i małych. Wielu z nich zawstydziłoby swoim postępowaniem dadaistów. Jarmark nieprawdopodobności powoduje, że chyba trzeba będzie zwariować, żeby cokolwiek z tego zrozumieć.

Ciekawe, dokąd dojedziemy autobusem świata prowadzonym przez tylu szalonych kierowców?

Dodaj komentarz