W cyklu „Przedpremierowo” – „Love, Rosie” i „John Wick”

Scena z filmu "John Wick".
Scena z filmu "Love, Rosie".
Scena z filmu „Love, Rosie”.

Uroczy film obyczajowy, zrealizowany w duchu komedii romantycznej – „Love, Rosie” i historię samotnego mściciela, w którego wciela się Keanu Reeves – „John Wick”, ocenia dziennikarz Artur Cichmiński.

Artur Cichmiński w piątek, 5 grudnia o godz. 20.20 będzie gościem audycji o tematyce filmowej w Polskim Radiu. W „Magazynie bardzo filmowym” dziennikarz opowie m.in. o „Love, Rosie”, „Johnie Wicku”, „Obcym ciele” Krzysztofa Zanussiego i „Uwolnić Mikołaja!”.

Rosie i Alex znają się od dzieciństwa. Gdy Alex wyjeżdża z Dublina na studia do Ameryki, ich wieloletnią przyjaźń czekają ciężkie chwile. Czy znajomość przetrwa lata rozłąki i tysiące kilometrów? Czy zaryzykują wszystko dla rodzącej się między nimi miłości? (opis dystrybutora)

Niby nic nowego, znany schemat filmu, który można zaliczyć do gatunku komedii romantycznych. „Love, Rosie” nie jest jednak – jak mogłoby się wydawać – do bólu przewidywalny. – Widać tu pomysł i rękę reżysera – podkreśla Artur Cichmiński. Christian Ditter stanął na wysokości zadania, zadbał o to, by znaną i nawet trochę oczywistą historię opowiedzieć w sposób atrakcyjny dla widza. Co do samego scenariusza – to ten niczym nie zaskakuje. „Love, Rosie” to produkcja na podstawie książki Cecelii Ahern pt. „Na końcu tęczy”.

rosie2W czym więc tkwi magia tego obrazu? – To film lekki, ale nie infantylny, podejmujący tematy ważne, ale nie mówiący o nich w sposób przemądrzały i pretensjonalny. Takie kino środka, przystępny koktajl bez skrajności – ocenia dziennikarz.

Historia Rosie (w tej roli Lily Collins – „Dary Anioła: Miasto kości”, „Wielki Mike”) i Aleksa (Sam Claflin – „Igrzyska śmierci”) dzieje się na przestrzeni 10 lat. Aby przedstawić tę opowieść, Ditter musiał wykorzystać skróty. I zrobił to zgrabnie, z pomysłem. Nie ma dłużyzn, sceny łączą się w całość. Film nawiązuje radosną, ciepłą scenerią i kolorami pastelowymi, przebijającymi się przez ekran, do kina lat 60. XX wieku. Nie jest to jednak wyłącznie radosna, barwna opowieść. „Love, Rosie” nie stroni od rzeczy poważnych.

Świetnie radzi sobie na ekranie para głównych bohaterów, ale jak zaznacza Artur Cichmiński – film skradła Lily Collins. – Lily to urocze zjawisko, aktorka z dziewczęcym powabem i radością wewnętrzną. Zdecydowanie to ona jest gwiazdą tego filmu – mówi dziennikarz. Duży sukces „Love, Rosie” zawdzięcza więc również utalentowanej, młodej dziewczynie, która z wdziękiem porusza się w roli „kobiety – anioła”.

Premiera „Love, Rosie” w piątek, 5 grudnia.

Scena z filmu "John Wick".
Scena z filmu „John Wick”.

Aniołów tego rodzaju próżno szukać w drugim filmie, który na ekrany kin wejdzie również w piątek, 5 grudnia. „John Wick” to debiut reżyserski Davida Leitcha i Chada Stahelskiego, do tej pory aktorów występujących w filmach sensacyjnych. Leitch i Stahelski postanowili stanąć po drugiej strony kamery. Do współpracy twórcy zaprosili m.in. Keanu Reevesa, Michaela Nyqvista, Willema Dafoe, Alfiego Allena czy aktorkę polskiego pochodzenia – Adrianne Palicki.

Czy „John Wick” będzie oczekiwanym powrotem Reevesa na wielki ekran? Raczej nie. – Tytułowy John Wick nie jest rolą trudną aktorko, to raczej wyzwanie kaskaderskie, wymagające sprawności fizycznej. I w tym aspekcie Keanu Reeves potwierdza, że jest w formie – twierdzi dziennikarz.

Artur Cichmiński w tym kinie akcji, zrobionym dość zgrabnie, dopatruje się pastiszu tego, co było popularne w latach 80. XX wieku. Film spod znaku „samotnego mściciela w akcji” w przypadku „Johna Wicka” wypada efektownie. Dziennikarz zauważa, że ta realizacja na przyzwoitym poziomie w swoim gatunku charakteryzuje się też trafnym dowcipem, a nawet dawką czarnego humoru. Dzieje się tu dużo, dzieje się atrakcyjnie, czasem jest też zabawnie. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że to wciąż tzw. kino klasy B, w którym superbohater zmierzyć musi się z całym światem. A więc dobrze znany schemat. „John Wick” do kina nie wnosi nic nowego.

Na zdj. Artur Cichmiński (fot. Wojciech Otłowski).
Na zdj. Artur Cichmiński (fot. Wojciech Otłowski).

Artur Cichmiński, ur. 1972 w Suwałkach. Krytyk filmowy, dziennikarz i felietonista, komentator wydarzeń branżowych. Wieloletni dziennikarz portalu Stopklatka.pl. Przeprowadzał wywiady z kluczowymi postaciami rodzimej sceny oraz ekranu, w tym między innymi z: Robertem Więckiewiczem, Maciejem i Jerzym Stuhrem, Andrzejem Sewerynem, Marcinem Dorocińskim, Markiem Kondratem, Andrzejem Chyrą, Tomaszem Kotem czy Wojciechem Pszoniakiem, a także Agnieszką Grochowską, Sonią Bohosiewicz, Stanisławą Celińską, Magdaleną Cielecką, Joanną Kulig i wieloma innymi. Poza tym wywiadu udzielali mu tacy twórcy polskiego kina jak: Agnieszka Holland, Andrzej Wajda, Wojciech Marczewski, Juliusz Machulski, Janusz Majewski, a także Patryk Vega, Wojciech Smarzowski czy Janusz Morgenstern oraz wielu, wielu innych.

Jako ekspert i komentator zapraszany jest regularnie do stacji telewizyjnych: TVP Info, Superstacja, TVP2. Komentuje także premiery filmowe w telewizyjnym magazynie Qadrans Qltury. Również gość specjalny w studiach: radiowej Trójki, radiowej Czwórki czy radia Roxy Fm i Tok Fm, oraz Radia 24.pl. Oprócz portalu Stopklatka.pl, publikował również w takich magazynach, jak Cinema, Machina, ale też Activist oraz Hiro.

Obecnie razem z Michałem Montowskim współtworzy program Magazyn Bardzo Filmowy w Polskim Radiu pr. I. Współpracuje też z TVP2. Prowadzi zajęcia z Edukacji Filmowej dla Fundacji Nowe Horyzonty.

Dodaj komentarz