#PANdaRADE: Dzień nauczyciela w cieniu nowej reformy edukacji

0
191
Ilustr.
#pandarade
#pandarade

#pandarade – rozpoczynamy nowy cykl na portalu „Niebywałe Suwałki” – felietonów, myśli luźnych, komentarzy dotyczących rozmaitych tematów, kwestii aktualnych, wymagających uwagi. Autor tekstów pozostanie anonimowy, ale na pytania i uwagi chętnie odpowie za naszym pośrednictwem: redakcja@niebywalesuwalki.pl

Mroczne widmo reformy?

Kolejny dzień edukacji narodowej za nami. Tradycyjnie nie zabrakło pięknych chwil, życzeń, podziękowań, wspomnień, podsumowań. A jednak tegoroczne obchody dnia nauczyciela nie były idylliczne, jak zazwyczaj; nad polskim szkolnictwem zawisło mroczne widmo — groźba kolejnej reformy edukacji.

W piątkowej (14 października 2016) „Współczesnej” ukazał się wywiad z minister edukacji narodowej, panią Anną Zalewską (polecam tę rozmowę; daje do myślenia). Klamka zapadła; rząd Prawa i Sprawiedliwości jest zdeterminowany, by przeprowadzić nową reformę edukacji. Zdaje się, że ten plan powstrzymać może tylko silny opór społeczny. Pytanie, jak wielu ludzi byłoby gotowych wyjść na ulice, by wyrazić swoją dezaprobatę w ogólnopolskim proteście. Póki co, protestują niektóre środowiska nauczycieli.

W poniedziałek 10 października jeden z takich protestów odbył się w Białymstoku; organizatorem był Związek Nauczycielstwa Polskiego. W tej manifestacji udział mieli wziąć także nauczyciele z Suwałk.

Sprawa jest poważna. Można przypuszczać, że spór zwolenników reformy i jej przeciwników będzie długi i zażarty, bo racja — jak to często bywa — wcale nie leży po tylko jednej stronie.

Gimnazja z perspektywy czasu

Wielu ludzi nie przepada za sporami „na noże”, których ostatnimi czasy jest w polskiej przestrzeni publicznej dużo (spory m.in. o Trybunał Konstytucyjny, o politykę imigracyjną, o aborcję). Ja uważam, że spór nie jest problemem samym w sobie — problemem jest spór niemerytoryczny, nierzeczowy; spór, któremu nie towarzyszy pogłębiona refleksja nad istotą problemu. A mroczne widmo kolejnej reformy edukacji to doskonała okazja, by zastanowić się nad poprzednią reformą, Warto przypomnieć, że reforma systemu oświaty została wprowadzona przez ministra Handkego w 1999 roku (rząd Jerzego Buzka). Kilkanaście lat to dobra perspektywa. Jak tę reformę oceniają specjaliści?

W przestrzeni publicznej temat reformy jest tak gorący, że głosów zabieranych na bieżąco jest bardzo dużo. Proponowałbym dla odmiany sięgnąć po głos z roku 2013, autorstwa prof. Bogusława Śliwerskiego, przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Profesor popełnił świetny tekst dla „Polityki”.

„Nie ma wątpliwości, że zmiana systemowa, wprowadzająca gimnazja, się nie udała. Wydłużenie edukacji ogólnokształcącej o jeden rok (6+3 zamiast ówczesnego cyklu 8 lat szkoły podstawowej) oraz podzielenie budowanych przez sześć lat społeczności uczniowskich na nowe, często lokowane w obcej przestrzeni grupy, zburzyło ich spójność. Pominęło też istniejące różnice w rozwoju dzieci i młodzieży, odmienności rodzinnych środowisk oraz ich aspiracji edukacyjnych. Wprowadzając reformę w 1999 r., zlekceważono wyniki kilkudziesięcioletnich badań psychologów środowiskowych, dydaktyków i pedagogów szkolnych. Decyzja reformatorów zawierała ukryte przeświadczenie, jakoby wszyscy mogli, potrafili i chcieli się dalej uczyć ogólnie oraz mieli takie samo wsparcie w swoich rodzinach. Musiało to skutkować przewagą strat nad zyskami.”

Zdaniem prof. Śliwerskiego reforma ministra Handkego nie udała się. Jednak profesor wcale nie jest zwolennikiem likwidacji gimnazjów. Dlaczego? Ponieważ to nie zlikwiduje źródła problemów.

„Dziś już, uważam, nie należy likwidować gimnazjów, ale skupić w nich uczniów na edukacji ogólnej, w nowych, bardziej elastycznych formach, w zakresie nauk humanistycznych, społecznych i matematyczno-przyrodniczych. Natomiast trzeba powołać obok ogólnokształcącego gimnazjum jeszcze jeden typ szkoły średniej I stopnia o charakterze techniczno-praktycznym (rzemieślniczym), prozawodowym, po którym będzie można kontynuować edukację w szkołach zasadniczych, technikach i dalej – w politechnikach czy akademiach technicznych. Jeśli tego nie uczynimy, a powrócilibyśmy do ośmioletniej szkoły podstawowej, to i tak trzeba będzie uruchamiać w dwóch ostatnich klasach cykl preorientacji zawodowej.

Mechaniczna likwidacja gimnazjów i prosty powrót do stanu poprzedniego byłby jedynie kolejnym z politycznych happeningów. Nawet jeśli są ku tej likwidacji realne przesłanki.”

Dwie zacytowane wypowiedzi profesora dają pewien ogląd sytuacji, ale, oczywiście, polecam przeczytanie całego artykułu. To naprawdę wartościowa lektura. Zachęcam również do przeczytania wywiadu udzielonego przez prof. Śliwerskiego portalowi edukacja.net. Profesor mówi o największym kłamstwie polskiej edukacji.

„– No, ale mówimy o wyrównywaniu szans edukacyjnych. Chcemy tego.
– Bo wywiesiliśmy na sztandarach największe kłamstwo polskiej, ale nie tylko polskiej oświaty – że szkoła może wyrównywać szanse edukacyjne. Żadna szkoła nie wyrównuje, bo nie może wyrównać. Wszystkie dostępne badania z obszaru nauk pedagogicznych mówią jasno, że najważniejsze jest kapitał rodzinny i społeczny. Bez tego żaden system edukacyjny nie zrobi z ucznia orła. Ani ośmioletnia podstawówka, ani sześcioletnia z trzyletnim gimnazjum. To jeszcze jeden powód, dla którego obecne zmiany nie przyniosą skutków. Jakość edukacji nie zależy od organizacji struktury ustroju szkolnego. Jeśli chcemy coś zmienić na lepsze, powinniśmy zmienić jego jakość. A to byłoby przewrócenie do góry nogami wielu mitów.”

Dzieci i młodzież z XXI wieku, a model szkoły z XIX wieku

Podobnie jak prof. Śliwerski nie wierzę w „reformę”, którą zamierza wprowadzić PiS. Cudzysłów został użyty nieprzypadkowo. Trudno jest nazywać reformą coś, co zmienia tylko fasadę, nie tykając konstrukcji — kluczowej dla każdego budynku. „Jakość edukacji nie zależy od organizacji struktury ustroju szkolnego” — raz jeszcze bardzo cenne słowa.

Oczywiście, nie jest tak, że wszystkie autorytety edukacji podzielają zdanie profesora; ale nie ulega najmniejszej wątpliwości, że problem państwowej oświaty istnieje. Najgorsze jest to, że nie brakuje wspaniałych nauczycieli, którzy nie tylko przekazują wiedzę, ale są też wspaniałymi wychowawcami, w pełnym znaczeniu tego słowa. Problem w tym, że polska edukacja jako całość, jako system nie działa prawidłowo.

Żyjemy w „pędzących” czasach. Postęp technologiczny na przestrzeni ostatnich kilku, kilkunastu lat jest niewyobrażalny, a przecież to nie koniec, prawda? Młody człowiek jest dzisiaj stale on-line, a najmłodsze pokolenie nazywane jest wręcz „urodzonym ze smartfonem w ręku”. Czy polska edukacja rozumie te zmiany? A jeśli nie rozumie, to jak chce za nimi nadążyć?

Zdaniem Angeliki Talagi tradycyjny model edukacji, obowiązujący w Polsce, to przepis na to, żeby wyprodukować ludzi upośledzonych życiowo. Pragnę zwrócić uwagę nie tylko na efekt: „ludzie upośledzeni życiowo”, ale również na nazwę procesu: „wyprodukować”. Moim zdaniem Angelika Talaga posłużyła się bardzo adekwatnym słowem. Gorąco zachęcam do obejrzenia krótkiej prezentacji pani Talagi (tylko kilkanaście minut), „Co szkoła robi z mózgami dzieci?” (prezentacja miała miejsce podczas konferencji TEDxKoninED). Warto się zastanowić nad faktycznym źródłem problemu.

Leave a Reply