Reklama

#PANdaRADE: Gdy polityka staje się religią

Data:

- Reklama -

#pandarade – rozpoczynamy nowy cykl na portalu „Niebywałe Suwałki” – felietonów, myśli luźnych, komentarzy dotyczących rozmaitych tematów, kwestii aktualnych, wymagających uwagi. Autor tekstów pozostanie anonimowy, ale na pytania i uwagi chętnie odpowie za naszym pośrednictwem: redakcja@niebywalesuwalki.pl

Wojna z Państwem PiS-lamskim?

„PiS to sekta polityczna!!! J. Kaczyński z o. Rydzykiem wykorzystują u ludzi brak samodzielnego myślenia” – pisze na swoim społecznościowym profilu Krzysztof Masłowski (cytat za: „Nowiny Suwalskie”, nr 45 (93) z wtorku, 8 listopada).

„Za dnia” porządny, spokojny obywatel, nauczyciel języka angielskiego, harcerz; „nocą” superwojownik zaciekle walczący z tzw. Państwem PiS-lamskim – metamorfoza godna samego Owidiusza. Najwyraźniej sprawy naprawdę tak się mają. Wystarczy jeden krótki rzut oka na społecznościowy profil Krzysztofa Masłowskiego, by przekonać się, że – delikatnie mówiąc – za PiS nie przepada.

Nie wiem, czy pan Masłowski nazywa PiS Państwem PiS-lamskim lub PiS-lamistanem, ale po lekturze tekstu redaktora Tomasza Kubaszewskiego w „Nowinach Suwalskich” takie właśnie było moje pierwsze skojarzenie. Zaciekli przeciwnicy PiS w mediach społecznościowym dość często sięgają po te nazwy. Druga strona oczywiście nie pozostaje dłużna. „POpaprańcy” to tylko jeden z przykładów – i wcale nie najbardziej dosadny.

Czy pan Masłowski ma rację, nazywając PiS polityczną sektą? Wbrew pozorom to pytanie nie jest pozbawione sensu. Niestety, nie istnieje jedna poprawna odpowiedź. To nie kwestia faktów, wiedzy, prawdy, ale kwestia WIARY (sic!). Sformułowanie „polityczna sekta” jest zatem jak najbardziej na miejscu. Ale o tym szerzej za chwilę.

Czy nauczyciel powinien politykować?

„Szkoła powinna być jak najdalej od polityki. Szczególnie od tej bieżącej, pełnej nienawiści, kłamstw i zwykłego chamstwa” – pisze Tomasz Kubaszewski (cytuję za ww. artykułem). Redaktor „Nowin Suwalskich” ma rację – nienawiść, kłamstwo i chamstwo z całą pewnością nie są wartościami, które chcielibyśmy przekazać polskiej młodzieży.

Ale co to właściwie znaczy „polityka”? Warto przypomnieć sobie, skąd to słowo pochodzi. „Polityka” wywodzi się ze starożytnej Grecji, od słowa „polis” (starogrecka forma państwowości). „Politikos” (przymiotnik od słowa „polis”) to dosłownie „ten, który dotyczy spraw polis”. A zatem grecki przymiotnik „politikos” jest dużo bliższy naszemu „obywatelski” niż „polityczny”. A to komplikuje sprawę, nieprawdaż? Okazuje się, że niemal każda sprawa w tzw. przestrzeni publicznej jest sprawą polityczną. Czy zaangażowanie obywateli w sprawy państwa (w skali ogólnopolskiej i lokalnej; w sprawy dotyczące edukacji, kultury i innych dziedzin ludzkiej aktywności) jest złe? Czy może wręcz przeciwnie – społeczeństwo obywatelskie to ideał, do którego dążymy?

Ideał, no właśnie. To od niego powinniśmy zacząć. Redaktor Kubaszewski słusznie opowiada się przeciw nienawiści, kłamstwu i chamstwu, ale spogląda na problem z niewłaściwej perspektywy. Punktem wyjścia do tej dyskusji powinno być pytanie, które stawia Jadwiga Szczypiń, Podlaska Kurator Oświaty (cytuję za ww. artykułem): „Jakie wartości chcemy przekazywać uczniom?”. Innymi słowy: jakim powinien być młody człowiek po opuszczeniu szkoły?

Czy samodzielne myślenie i własne poglądy są wartością? Czy wartością jest umiejętność prowadzenia dialogu? A świadomość tego, jak funkcjonuje państwo?

Wiara w niewłaściwy ideał

Wiara w to, że szkoła może być apolityczna, to naiwność granicząca z głupotą. Nie istnieje szkoła apolityczna ani neutralna światopoglądowo; tak samo jak nie istnieje neutralne światopoglądowo państwo. I nie może być inaczej, skoro państwo to nie miejsce, ale ludzie, którzy to miejsce tworzą. Podobnie szkoła – to nie budynek ani instytucja, ale ludzie. A ludzie tak już mają, że posiadają poglądy – jako istoty rozumne mają je niejako z definicji. No chyba, że ktoś jest sapiens tylko z nazwy.

Parę tygodni temu suwalska urzędniczka od kultury uraczyła Jarosław Kaczyńskiego tymi słowami: „Upiór… zamiast mózgu ma chyba k… drut kolczasty” (o czym pisałem TUTAJ). Napisałem wówczas, że problemem nie jest ani soczysta „k…”, ani sam „diss” na Kaczyńskiego – ale prymitywna refleksja urzędniczki odpowiedzialnej za tak ważną sferę ludzkiej aktywności jak kultura.

Podobne spostrzeżenie mam dzisiaj. Problemem nie jest to, że pan Masłowski – delikatnie mówiąc – nie przepada za PiS i daje temu wyraz w mediach społecznościowych. Problemem nie jest też to, że politykuje będąc nauczycielem. To bardzo dobrze, że ma poglądy i nie boi się nimi dzielić. Trudno jest nauczyć uczniów samodzielnego myślenia, jeśli samemu się nie potrafi samodzielnie myśleć.

Problemem jest to, że pan Masłowski WYZNAJE moim zdaniem prymitywny światopogląd. Niestety, to postawa typowa dla naszych czasów. Co nie oznacza, że wszyscy wierzą w to samo. Ba, wierni głównych politycznych „kościołów” stoją po dwóch stronach barykady, zawsze gotowi do walki z „heretykami”. Po czym poznać takiego wyznawcę? Po tym, że nie ocenia słów i czynów, ale ludzi, uznając ich za złych albo dobrych z definicji.

Wyznawca „kościoła” PiS wierzy w Prezesa i jego kapłanów. Co powiedzą – rzecz święta. A więc rację mają zawsze, nawet wówczas, gdy jej nie mają. Każdy, kto ośmieli się choćby nadaremno wypowiedzieć Jego imię, ten bluźni i stosu jest godzien.

Nie inaczej rzecz się ma po drugiej stronie. Oświeceni kapłani nowoczesnego, postępowego „kościoła” niosą wiedzę i prawdę mieszkańcom Ciemnogrodu. Nie wiadomo dokładnie, kto jest bogiem tej religii, ale przecież wiedza tajemna polega na tym, że jest dostępna dla wtajemniczonych – czyli: „Ciemnogrodzianie, wara!”. Co powie oświecony kapłan – jest prawdą i tylko prawdą. A kto się nie zgadza, ten bydło, a bydło głosu nie ma (wzorcowa demokracja, czyli ciemny „demos” za „kratos”).

Przesadzam, wiem. Jednak czasami trzeba sięgnąć po hiperbolę. Ale czy nie mam choć trochę racji? Czyż większość nie zachowuje się jak fanatyczni wyznawcy politycznej religii – ludzie ślepi na fakty i rzeczowe argumenty?

Nawet jeśli PiS, PO, Nowoczesna, Razem czy Kukiz są dobre albo złe same w sobie, nie oznacza to jeszcze, że wszystko, co robią, jest zawsze tego samego rodzaju. Nawet człowiekowi zdeprawowanemu do granic zdarza się zrobić coś pozytywnego – choćby i przez przypadek. I w drugą stronę – nawet dobrzy ludzie czasami robią złe rzeczy, a co ważniejsze – jak wszyscy – popełniają błędy.

Za każdym razem, gdy natrafiam na hejterów tej czy innej partii oraz na bezrefleksyjnych wyznawców którejś z nich, trochę ręce mi opadają. Jak bardzo ograniczony trzeba mieć umysł, by wybrać taki ideał? Kochać PiS, PO, Nowoczesną, Razem albo Kukiza? Serio?! Oto spełnienie naszych marzeń? Na nic lepszego nas nie stać? Uczynienie życiowym celem walki z polityczną partią jest chyba nawet gorsze. Trzeba być bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, by marnować życie na coś takiego.

Pan Masłowski wydaje się być zaangażowanym, charyzmatycznym człowiekiem (wiele bym dał, by wszyscy nauczyciele posiadali te atrybuty). Obawiam się jednak, że choć działa w dobrej wierze, koniec końców wyrządzi młodzieży więcej krzywdy niż pożytku. Zarzuca innym brak samodzielnego myślenia, a sam zdaje się mieć z tym niemałe problemy. Swoją nieugodową postawą nie zachęca do poznawania poglądów, przekonań czy argumentów drugiej strony. A bez tego nie może być mowy o prawdziwym dialogu. Oj tak, dialog, który nie został zbudowany na fundamencie z szacunku, to nie dialog.

Niedawno obchodziliśmy Narodowe Święto Niepodległości. Jak zwykle podzieleni. Szkoda, że zamiast szukać płaszczyzny porozumienia, wolimy szukać różnic. Problem w tym, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Nie da się znaleźć kierunku, który zadowoliłby wszystkich, ale może warto chociaż spróbować?

Rafał Ziemkiewicz w jednej ze swych książek napisał coś bardzo wartościowego odnośnie patriotyzmu. Jego zdaniem istnieje praktyczny wymiar patriotyzmu, który można by zdefiniować jako najlepsze warunki do życia tutaj, w Polsce.

Możemy iść drogą pana Masłowskiego i innych zagorzałych wyznawców politycznych religii albo dla odmiany poszukać wspólnego mianownika. Uda się, jeśli tylko przestaniemy marnować wiarę na takie „ideały” jak PiS, PO, Nowoczesna, Razem czy Kukiz. Żadna partia polityczna ani żaden polityk (ani jakikolwiek inny człowiek, jak moralnie dobry by nie był i jak wielkich by nie miał kwalifikacji) nie zbawią Polski. Dokonać tego możemy tylko my sami; my – obywatele; my – Polacy.

1 KOMENTARZ

Leave a Reply

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Świetlik 2022: Jury wyłoniło 11 wokalnych talentów

20 maja 2022 r. w Suwalskim Ośrodku Kultury gościliśmy...

Rutka-Tartak z pomocą dla Igorka. Tym razem zebrano ponad 7 tys. zł

W środę, 30 marca w Szkole Podstawowej im. Henryka...

#PANdaRADE: Poczta Polska – jakim cudem wciąż istnieje?!

#PANdaRADE – cykl anonimowych felietonów publikowanych na portalu „Niebywałe...

#PANdaRADE: Maluch dla aktora Toma Hanksa już gotowy. Bo pomysł to podstawa każdego działania

#PANdaRADE – cykl anonimowych felietonów publikowanych na portalu „Niebywałe...
%d bloggers like this: