W kwietniu 2018 roku Arkadiusz Makowski spakuje plecak, mapy i przewodniki, zabierze też maskotkę Suwałk – białego niedźwiedzia zwanego Misiem UśMichem i wyruszy na Grenlandię. Po co? A to dobre pytanie…

„Biały Miś w poszukiwaniu korzeni” – pod tym hasłem Arek Makowski wybiera się w kolejną podróż. O miejscach, które odwiedził wcześniej, pisze na swoim blogu: smacznepodroze.comPostanowiliśmy sprawdzić, jak przygotowuje się do osiągnięcia nowego celu i dlaczego postanowił udać się akurat w tym kierunku.

Arkadiusz Makowski od kilku lat żyje podróżami. Pochodzący ze Starego Folwarku, a mieszkający i pracujący obecnie za granicą obieżyświat zew przygody odkrył w dość trudnym dla siebie momencie.

– Na pierwszą wyprawę postanowiłem pojechać po rozstaniu z długoletnią partnerką – chciałem jakoś odreagować. Stwierdziłem, że pojadę sam. Zacząłem szukać kierunku. Najpierw padło na Filipiny (słońce, plaża i palmy), jednak po tygodniu kupiłem bilet do Nepalu (słońce i góry) – wszystko za sprawą ciekawości. Chciałem zobaczyć, jak wygląda kraj moich znajomych z pracy, którzy są właśnie Nepalczykami. I tak mimo obaw przed pierwszym samotnym wyjazdem w 2015 wybrałem się do tego państwa. Tam zakochałem się na nowo, tyle że w podróżach. Od tego momentu wiedziałem, że z tej drogi nie ma już odwrotu – tłumaczy Arkadiusz Makowski.

Później były kolejne destynacje – Filipiny, Kirgistan, Maroko, Słowenia, Nepal. Wreszcie pojawił się pomysł odwiedzenia Grenlandii. To kraina ogromnych przestrzeni, ciszy i natury.

Nie będzie to wyprawa kilkudniowa. Arek Makowski nie jest zwolennikiem „odhaczania” miejsc i atrakcji. Jak podkreśla – podczas urlopu stara się skupić na jednym kraju. – Nie rozumiem ludzi, którzy w dwa lub trzy tygodnie potrafią „odhaczyć” 3 lub 4 piękne miejsca, ale dosłownie jest to „odhaczenie”. Byłem, pochwalę się znajomym, ale co widziałeś? Osobiście staram się spędzić w danym państwie jak najwięcej czasu – przeważnie jest to miesiąc. W tym okresie doświadczam bardzo dużo, ale i tak zwiedzam ułamek danego miejsca. Przykładowo Filipiny składają się z ok. 7107 wysp, a przez miesiąc odwiedziłem tylko 10 z nich – dodaje.

Wyprawę na Grenlandię Arkadiusz Makowski traktuje jak odkrywanie nieznanego, choć przyznaje, że turystów nawet tam można już spotkać. Do wyjazdu przygotowuje się, czytając przewodnik oraz oficjalny portal informacyjny kraju Visit Greenland i blog poznajgrenlandie.pl. – Kupiłem również mapę z Danii i na niej zaznaczam realne cele, które może uda się zobaczyć – podkreśla. Mapy i przewodniki to nadal nie wszystko – jak zdobywać tę krainę bez przygotowania fizycznego? – Nie zamierzam robić nic ekstremalnego, jednak samo chodzenie i noszenie plecaka daje w kość. Dlatego głównie biegam – niestety nie widać efektów na wadze – śmieje się Arek Makowski.

Wyjazd na Grenlandię to nadal nie plan dostępny dla wszystkich. Wyjazd nie jest tani. Trzeba zgromadzić ciepłą odzież – termalną, zadbać o zakup biletów (na bilet lotniczy trzeba wydać około 4000 zł), zgromadzić środki na przeloty na miejscu lub przeprawy promem – na Grenlandii nie ma dróg. – Najdroższe będzie utrzymanie na miejscu. Ceny wszystkich produktów i usług są wysokie. Jeśli przekroczę budżet, „złotaja karteczka kredytowa” pójdzie w ruch – dodaje Makowski, podkreślając jednocześnie, że nie chce podać konkretnej sumy, jaką przeznaczy na wyjazd, ponieważ jego pasja podróżnicza często spotyka się z krytyką… – Niektórzy ludzie mówią, że trwonię tyle pieniędzy na głupoty. Słyszę – zbuduj dom, kup mieszkanie lub samochód itp. Podróże są moim wyborem i w tym momencie jestem ukierunkowany tylko i wyłącznie na nie. Wolę przeżyć życie, niż zbudować sobie złotą klatkę – przekonuje.

Do planu podróży Arkadiusz Makowski dodał już stolicę Grenlandii – Nuuk oraz Sisimitu. Zamierza podróżować psim zaprzęgiem, spać w namiocie, podejrzeć polowanie mieszkańców, odwiedzić tamtejszą garbarnię. – Nie jestem zwolennikiem komercyjnego zabijania, ale chciałbym zobaczyć, jak wygląda życie Grenlandczyków, a polowanie jest częścią nich – tłumaczy ten ostatni wybór.

Arkadiusz Makowski będzie w tej podróży dodawał otuchy towarzysz – pluszowy Miś UśMich. – Dlaczego zabieram maskotkę Pogodnych Suwałk na Grenlandię? Połączyłem fakty: Biegun Północny, prawdziwego misia polarnego – mieszkańca Koła Podbiegunowego, Polski Biegun Zimna i maskotkę pogodnych Suwałk. Dało mi to tytuł wyprawy „Biały Miś w poszukiwaniu korzeni”. Tylko był jeden mały problem, nie miałem misia. Na szczęście zostałem zapewniony przez Wydziału Kultury, Turystyki i Promocji Urzędu Miasta Suwałk, że otrzymam maskotkę – także jestem już spokojny – zapowiada podróżnik.

Arek Makowski nie po raz pierwszy wyruszy na wyprawę z pluszakiem. W trakcie wcześniejszych wypraw – o czym można przeczytać na jego blogu – towarzyszyły mu żyrafy.

O mnie

Dodaj komentarz