Na pewno pamiętamy doskonale z lekcji biologii informacje o tym, że rośliny są producentami tlenu. Jak się okazuje, oprócz tej bardzo pożytecznej funkcji, mogą one także wspierać nasze zdrowie, usuwając z powietrza zanieczyszczenia.

Autor: Katarzyna Otłowska

Śledzenie doniesień ze stron internetowych informujących nas o stanie powietrza w miejscu, gdzie mieszkamy, dla suwalczan może być powodem do optymizmu. Północno-wschodnia Polska opatrywana jest znacznikami „dobry” (stan powietrza), „niski” (poziom zanieczyszczeń). To krzepiące wiadomości, choć gdy wybierzemy się zimą na spacer w okolice osiedli domków jednorodzinnych, wówczas czujemy i niemiły zapach, i odczuwamy problemy z oddychaniem. Z tym poważnym problemem walczą odpowiednie służby, a my sami walczyć możemy ze szkodliwymi substancjami, które przenikają do naszych domów, w sposób bardzo przyjemny i zaskakujący… bo dzięki roślinom.

Trichloroetylen, formaldehydy, benzen, ksyleny i amoniak – już same nazwy brzmią nieprzyjemnie, a jeszcze bardziej niemiły jest ich wpływ na nasze zdrowie. A ustrzec się ich obecności w naszych domach nie jest łatwo. Substancje te znajdują się w farbach, klejach, detergentach, meblach, ba – nawet w wyrobach tekstylnych i papierze! Według badań jedna czwarta zanieczyszczeń w naszych domach pochodzi z zewnątrz, pozostałe siedemdziesiąt pięć procent – z dymu papierosowego i materiałów, przedmiotów, które nabywamy, stosujemy nie mając świadomości ich szkodliwego wpływu na nasze zdrowie.

Trichloroetylen wywołuje zawroty i bóle głowy, mdłości, podenerwowanie, podobnie wpływa na nasz organizm benzen, do tego podrażnia oczy, powoduje zwiększenie tętna i senność. Formaldehyd podrażnia nos, jamę ustną i gardło – tak działają także ksyleny, a prócz tego są przyczyną problemów z sercem i wątrobą, mogą nawet doprowadzić do uszkodzenia nerek. Jeśli zaś narażeni jesteśmy na kontakt z amoniakiem, wówczas nasz organizm reaguje kaszlem, bólem gardła, podrażnieniem oczu. Skutki zetknięcia z tymi szkodliwymi związkami są nieprzyjemnie i groźne dla zdrowia.

Z pomocą śpieszą naukowcy. Specjaliści z NASA przeprowadzili serię badań, rozmaitych testów, których celem było ustalenie czy rośliny mogą wpływać w korzystny sposób na poziom zanieczyszczeń. Przeprowadzane w laboratoryjnych warunkach badania przyniosły krzepiące doniesienia, a choć w naszych domach raczej nie będziemy stosować materiałów i technik przyjętych przez naukowców, to warto zainteresować się tematem i upiększyć nasze wnętrza kwiatami – z korzyścią dla naszego zdrowia.

Z pomiarów i obserwacji naukowców z NASA wynika, iż warto, by na parapetach, półkach i kwietnikach pojawiły się doniczki z bluszczem, zielistką Sternberga (zielistką czubiastą), sansewierią gwinejską, figowcem benjamina (figowcem płaczącym). Korzystny wpływ mają także: daktylowiec niski, nefrolepis wyniosły (popularna paproć), epipremnum złociste, dracena wonna oraz odwrócona, aglaonema, palma Areca, lilia pokojowa (skrzydłokwiat), anturium czy też chryzantema wielkokwiatowa. Piękną i użyteczną ozdobą naszych mieszkań będzie gerbera Jamesona, liriope szafirkowata, rapis wyniosły.

Ile nas będą kosztowały takie naturalne „filtry”? To zależy od naszego gustu, jakie rośliny spodobają się nam, choć też i od asortymentu w kwiaciarniach. Ten niestety nie jest w tej chwili zbyt szeroki. Jak się okazuje, zima to „martwy sezon”, kwiatów doniczkowych jest niewiele, na większy wybór trzeba poczekać do wiosny.

Co w tej chwili oferują suwalskie kwiaciarnie? Możemy nabyć paproć – dość okazałą, za 70 zł, anturium za 54 zł, sansewierię za niemal 100 zł (tu za część ceny odpowiada okazały szklany wazon, w którym umieszczono doniczkę). Popularnym kwiatem jest lilia pokojowa, jej cena w zależności od kwiaciarni to 29-30 zł. Jeśli pragniemy ozdobić mieszkanie palmą, to musimy przygotować się na wydatek 120 zł. Większy wybór i co za tym idzie – niższe ceny – mogą zaoferować markety budowlane, w których znajdują się działy ogrodnicze. Duża powierzchnia i większa sprzedaż to atuty takich sklepów, zatem znajdziemy sansewierę w zależności od wielkości w cenie 17 – 38 zł, skrzydłokwiat już za 8 zł (wersja mini) i większy za 20 -24 zł, paproć za 15 -36 zł i epipremnum złociste od 15 do 42 zł. Figowiec benjamina kosztować nas będzie 14-20 zł. Palma kosztuje o złotówkę mniej niż w kwiaciarni, anturium od 30 do 59 zł. Najmniejszy wydatek czeka nas, jeśli zapragniemy ozdobić dom bluszczem – jedna roślina to wydatek około 6 zł. Nie wszystkie kwiaty są stale dostępne, więc jeśli zależy nam na konkretnym gatunku, być może będziemy musieli zmienić plany lub nieco poczekać na dostawę. Dla niecierpliwych wyjściem może być zakup w sklepie internetowym oferującym dostawę do domu.

Warto dodać, że im większe mamy mieszkanie, tym więcej zielonych filtrów pojawić się w nim powinno – jeden kwiatek wystarcza na dziesięć metrów kwadratowych. Pamiętajmy tylko o tym, że niektóre z roślin są trujące, co może być niebezpieczne, gdy mamy dzieci lub kiedy do kwiatów mają dostęp nasi czworonożni pupile.

 

Dodaj komentarz