We wtorek, 17 września o godz. 18.00 w Cinema Lumiere w Suwałkach będzie można obejrzeć film Mikhaëla Hersa „Na zawsze razem” – historię Davida i Amandy, których życie w ciągu jednego dnia zmienia się diametralnie.

David ma 24 lata, dorywcze prace i młodzieńcze marzenia. W wolnych chwilach pomaga siostrze w opiece nad Amandą – uroczą 7-letnią, dziewczynką. Jeden dzień, jedna chwila zmienia ich dotychczasowe życie. Atak terrorystyczny w Paryżu zabiera Amandzie mamę i Davidowi siostrę. Oboje próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości mając tylko siebie nawzajem.

Spokojny, uzdrawiający film, który świadomie odmawia angażowania się w polityczną złość i odrazę, która mogłaby być przedmiotem filmu o ofiarach terroru. Całkowicie szczery, uczciwy i z głębi serca. GUARDIAN, Peter Bradshaw

WYWIAD Z MIKHAËLEM HERSEM, reżyserem „Na zawsze razem”

Temat żałoby, który pojawił się już w twoim poprzednim filmie „Uczucie lata”, w „Na zawsze razem” odgrywa centralną rolę. Widać to dobrze w postaci Davida, biorącego odpowiedzialność za swoją siostrzenicę po tragicznej śmierci jej matki.

W moich wcześniejszych filmach inspiracje pochodziły z bardziej melancholijnego i retrospektywnego punktu widzenia. W przypadku „Na zawsze razem” punktem wyjścia była potrzeba opowiedzenia o współczesnym Paryżu oraz uchwycenie czegoś, co wiąże się z kruchością, ulotnością, ale i przemocą dzisiejszych czasów. W tym kontekście „Na zawsze razem” jest mocniej zakorzeniony w teraźniejszości niż moje wcześniejsze filmy.

Film otwiera scena, w której widzimy małą dziewczynkę stojącą samą przed szkołą, gdyż jej opiekun najwyraźniej się spóźnia. Ten moment zapowiada jednak dużo poważniejszą absencję.

Pozwoliło mi to określić relację pomiędzy Amandą i Davidem. Mężczyzna nie jest w stanie dostać się do szkoły na czas, by ją odebrać. Później jednak staje się za dziewczynkę odpowiedzialny. To początek ich długiej podróży. David jest takim wyrośniętym dzieckiem, które początkowo nieco lekceważy dziewczynkę. Paradoksalnie to właśnie ona wydaje się lepiej przygotowana, by pomóc mu w trudnej sytuacji. Duet, jaki stworzyli, naprawdę mnie poruszył. To także sposób, by mówić o ojcostwie, nawet tym przypadkowym, jako rodzaju pewnego dziedzictwa.

Nie rezygnując z melancholii występującej w poprzednich filmach, udaje ci się uzyskać w tym przypadku bardziej melodramatyczny ton.

Film jest bardziej angażujący pod względem emocji. Tragedia, o której opowiadamy, ma wymiar zarówno osobisty, jak i zbiorowy. Chciałem zrobić film powściągliwy, jednocześnie podejmując ryzyko i starając się uczynić go możliwe przystępnym, co skutkuje tonem na granicy melodramatu. Kierowali mną moi bohaterowie i dramatyczne chwile, których doświadczyli, w szczególności moment, kiedy David informują Amandę o śmierci jej matki. „Na zawsze razem” to opowieść o dwojgu ludzi, którzy towarzyszą sobie nawzajem w drodze przez pustkę spowodowaną śmiercią Sandrine. Uważam że musiałem pokazać scenę, w której David mówi o tym dziewczynce. Do uchwycenia tego intymnego momentu zachęciło mnie także zaufanie, jakie otrzymałem ze strony aktorów. Ani przez chwilę nie czułem się niezręcznie, gdy wcielający się w role Vincent Lacoste czy Isaure Multrier płakali. Sposób, w jaki to robili, zawsze był odpowiedni.

Pewnie też dlatego, że łączysz ich emocje z codziennym życiem.

Lubię, gdy moje filmy zakorzenione są w życiowych zwrotach. Zawsze staram się trzymać blisko codzienności i tego, co czuję, zaufać sytuacji i zadać sobie szczere pytanie, jak mogłoby to wyglądać w prawdziwym życiu. Chciałem sfilmować bohaterów dotkniętych emocjami, niezamykających się w skorupie związanej z żałobą. Takie osoby doświadczają wielu emocji i zależało mi, żeby przejść przez tę złożoność, oscylując pomiędzy większymi i mniejszymi momentami smutku i szczęścia.

W tym kontekście istotna jest scena na dworcu. Davida dopada załamanie, ale już za chwilę widzimy go z powrotem w pracy.

W tym momencie David kojarzy się ze smutnym, zdruzgotanym człowiekiem stojącym na środku wielkiego dworca. Co ciekawe, tej sceny nie było pierwotnie w scenariuszu. Jako jedna z niewielu pojawiła się spontanicznie. Chciałem uchwycić cierpienie, jakie nagle przytłacza Davida, pośród tego tłumu, próbującego po prostu złapać swój pociąg. François Truffaut powiedział kiedyś, że nie powinniśmy kręcić zatłoczonych miejsc. Uwielbiam Truffauta, ale moja pierwsza myśl była: „Wręcz przeciwnie”. Kino musi znaleźć sposób na włączenie tego elementu i sprawienie, by był piękny bądź poruszający. To część życia.

Czy takie podejście do wydarzeń, emocji odcisnęło swoje piętno na walorach formalnych w filmie?

Czułem, że przybliżyło mnie to do postaci. Jest więcej bliskich ujęć na twarze i pewnie mniej panoram w różnych lokacjach. Pod względem formalnym zależało mi, by ten film był tak czysty i prosty, jak to tylko możliwe.

W twoim filmie Paryż jest bardzo rozświetlony, ale nie powiedziałbym, że turystyczny…

To było dla mnie ważne. Chciałem uniknąć jakiegokolwiek sąsiedztwa zbyt blisko związanego z określoną grupą społeczną. Zależało mi na tym, by uchwycić międzykulturowy, zwykły, codzienny Paryż – miasto, z którym każdy może się utożsamić. Wspaniale jest wpleść fikcyjne postaci w rzeczywistość, zanurzyć tę maleńką bańkę fikcji w codzienności. Chciałbym pójść w tym nawet jeszcze dalej, ale mam świadomość, że niestety coraz trudniej jest filmować w Paryżu i umiejętnie wtapiać się w tłum.

Jednak znalazło się, już po atakach, kilka pocztówkowych ujęć Paryża, jak parowce na Sekwanie czy turyści beztrosko zajmujący się swoimi sprawami.

Nawet kiedy doświadczasz absolutnej tragedii, życie wokół ciebie toczy się dalej. David i Amanda zostają skonfrontowani z turystami machającymi do nich z łodzi. To zarazem brutalne, ale i piękne. Na tym właśnie polega życie, z jego różnymi dziwnymi momentami. W kolejnym ujęciu jesteśmy w pustym Paryżu, zupełnie tak, jak to było w dzień po atakach 13 listopada.

Wynikało to z potrzeby uchwycenia przemocy naszych czasów zakorzenionej do pewnego stopnia w atakach z 2015 roku?

Częściowo wynika to z ataków, które zapaliły lont dzisiejszej przemocy. Pasują one zresztą do znacznie większego obrazu czasu, w którym ludzie dręczeni są brakiem punktów odniesienia i świadomością naszej kruchości. Miałem na myśli kilka rzeczy oraz obrazów: danie świadectwa współczesnemu Paryżowi; dorosłe dziecko i mała dziewczynka, którzy próbują sobie nawzajem pomóc; ataki z 13 listopada. Film składa się z elementów, które pasują do siebie raczej w sposób tajemniczy, nieoczywisty.

Dlaczego zdecydowałeś się, by atak terrorystyczny rozegrał się w innym miejscu, w Lasku Vincennes?

Uznałem, że byłoby nieprzyzwoite, gdybym fikcyjną ofiarę wplótł w miejsce prawdziwej tragedii, gdzie życie straciło tak wiele osób. To niestety uzasadnione, by taki atak wydarzył się podczas pikniku w lesie. Jednocześnie park jest trudniejszy do zidentyfikowania niż główne arterie komunikacyjne w Paryżu lub Luwrze.

Nie unikasz tego tematu.

Na zawsze razem” nie jest opowieścią o atakach ani islamskim terroryzmie, ale unikanie tego tematu byłoby nie do pomyślenia. Chodziło o to, by znaleźć odpowiedni czas i sposób. Po 13 listopada tonęliśmy w pętli tych samych obrazów. Kreowały one pustkę zamiast pomóc wyobraźni poradzić sobie z tym, co się stało. Zachowując pełną pokorę, film musiał to przejąć.

Chętnie filmujesz przejażdżki rowerowe, podróże. Po zamachu terrorystycznym wiele z tych miejsc rządzi się już innymi zasadami.

Ataki miały ogromny wpływ na to, jak ludzie zaczęli postrzegać przestrzeń. W sposób nieświadomy, ale bezdyskusyjny, mimo zachowania wszystkich niezbędnych środków bezpieczeństwa, zawsze, kiedy usłyszysz głośny wystrzał, pojawi się teraz lęk przed strzelaniną. Dopada cię niepewność, gdy znajdujesz się w zatłoczonym miejscu. Oczywiście, możesz też zginąć w wypadku drogowym, ale nową rzeczą w naszym codziennym życiu jest ryzyko, jakie wiąże się z tym, że można stać się przypadkową ofiarą ataku terrorystycznego. W Paryżu, we Francji, gdziekolwiek indziej. Nie chciałem zrobić społecznego filmu o atakach, ale czułem, że muszę zawrzeć w „Na zawsze razem” tę groźbę, która coraz mocniej odnosi się do dzisiejszych realiów.

Sposób portretowania i inscenizowania codziennego życia jest bardzo precyzyjny, ale jednocześnie starasz się uniknąć dokumentalizmu.

To właśnie był mój cel – uchwycenie trywialnych, codziennych rzeczy i pokazanie ich w piękny, liryczny oraz poetycki sposób. Na przykład u siostry David nie śpi w jej pokoju, a na rozkładanej sofie. Pomimo że tam mieszka, nie może zająć jej łóżka. Ta niewinna sofa w salonie też pokazuje, że bohater jest w drodze. To było dla mnie ważne. Taki urywek życia przemawia do każdego. Podobnie jak szczoteczka do zębów Sandrine, którą wyrzuca, a następnie wyjmuje z kosza.

Skąd pomysł, by do roli Davida wybrać Vincenta Lacoste’a?

Pierwszy draft scenariusza zakładał, że ta postać będzie nieco starsza. Rozmawiałem o tym z moim producentem Pierre’em Guyardem i wspólnie uznaliśmy, że prawda tego bohatera związana jest właśnie z jego wiekiem. Zatem będzie bardzo młody, ale jednak dorosły. W tej grupie wiekowej wśród aktorów Vincent był oczywistym wyborem. Z uwagi chociażby na jego twarz, sposób, w jaki mówi, wdzięk i trudne do określenia niezwykłe piękno. To była ogromna przyjemność móc z nim współpracować, cechowała go wysoka etyka pracy i zwracał uwagę na detale.

A jak było w przypadku Isaure Multrier, która wcieliła się w rolę Amandy?

Isaure nigdy wcześniej nie grała. Nasza reżyserka castingu dostrzegła ją na ulicy. Marzyłem o tym, żeby spotkać dziewczynkę, która jednocześnie ma w sobie coś z dorosłego. Żeby potrafiła odbić w sobie zdarzenia z filmu. Uważam też, że dzieci wychowane przez samotnego rodzica mają wyjątkową dojrzałość. Wyobrażałem sobie Amandę jako osobę posiadającą umiejętność autoekspresji, czegoś, czego nie ma typowy siedmiolatek.

Po raz pierwszy w twoim filmie dziecko odgrywa tak ważną rolę. Jakie to było dla ciebie doświadczenie?

Jedyną zmianą były kwestie związane z przepisami. Możliwość kręcenia 3-4 godziny dziennie z dzieckiem miała duży wpływ na dynamikę zdjęć. Poza tym było dokładnie tak samo jak z dorosłymi. W tym przypadku to szczególnie istotne. Nie chciałem niczego uzyskać od Isaure za sprawą manipulacji. Zależało mi na jej śmiechu i łzach jako rezultacie procesu, podróży, a nie psychologicznej presji wywieranej przed kręceniem sceny. Isaure czytała scenariusz. Miała świadomość tego, o czym jest film. Bardzo poważnie i sumiennie podchodziła do swojej pracy. Koncentracja i zaufanie, jakie pokazała, były bardzo wzruszające.

Jak wyglądał proces decyzyjny w przypadku pozostałych aktorek?

Przy wyborze Stacy Martin, która zagrała Lenę, czułem, że muszę wyjść poza swoją strefę komfortu, ponieważ jej technika, przynajmniej na początku, była dla mnie mniej znana. Chciałem jednak skonfrontować się z innym podejściem do dialogu. Bardzo spodobało mi się to, co Stacy wnosi do filmu. W postać Sandrine wcieliła się Ophelia Kolb. Tu wszystko było bardziej naturalne, czułem się bliższy jej warsztatowi. Bardzo szybko zorientowałem się, że porozumiewamy się tym samym językiem. Ona wnosi niesamowitą żywotność, której tak bardzo potrzebowaliśmy. Z kolei postać ciotki była chyba zbyt fantazyjna w scenariuszu. Marianne Basler zamienia jej ekscentryczność w coś prostszego i bardziej ludzkiego. Do postaci Allison, czyli matki Davida i Sandrine, szukaliśmy angielskojęzycznej aktorki, która mogłaby też porozumiewać się po francusku. Podobnie jak Marianne, Greta Scacchi wnosi coś bardzo prawdziwego I poruszającego. Coś, co wykracza poza stereotyp niespokojnej matki żyjącej z wyboru z dala od swych dzieci. Poza tym Greta to ikona filmów z lat 90., na których się wychowałem.

Film kończy scena w londyńskim parku, gdzie David spotyka się z matką. Mam jednak wrażenie, że to mógłby być inny park, zupełnie gdzie indziej…

Czułem, że to ważne, by po obrazie tragedii, do której dochodzi na samym początku, zakończyć przebłyskami życia i świetlistych chwil w parku.

W naszym konkursie można wygrać  pojedyncze bilety do Kina konesera na film „Na zawsze razem”. Wystarczy do 15 września do godz. 20.00 wysłać do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl odpowiedź na pytanie: Jaki tytuł nosi pierwszy pełnometrażowy film Mikhaela Hersa? Zwycięzców wylosujemy. Bilety wygrywają: Małgorzata Czerucka i Emilia Wojsław.

Pokaz filmu „Na zawsze razem” w cyklu Kino konesera w Cinema Lumiere w Suwałkach

Dodaj komentarz