W sobotę, 19 października o godz. 19.00 w „Rozmarino” w Suwałkach zabrzmi jazz. Postanowiliśmy porozmawiać z jednym z muzyków tej formacji – Wojciechem Milewskim.

Znamy się z Wojtkiem od lat osiemdziesiątych.. Razem zaczynaliśmy muzykować w tym samym mieście, w tym samym klimacie… Słuchaliśmy tej samej muzyki z płyt i oglądaliśmy koncerty tych samych wykonawców. Łączyła nas miłość do muzyki i do pięknych dziewczyn, które przychodziły do klubu „Suwalszczyzna” w Suwałkach dawno, dawno temu. Dzisiaj Wojtek Milewski jest jednym z najlepszych harmonijkarzy ustnych w Polsce. Grywa z wybitnymi jazzmanami, a nawet z orkiestrami symfonicznymi. Gdy spotkaliśmy się po latach, opowiedział mi jak, to się stało, że jako muzyk osiągnął poziom, o którym większość osób grających w małych miasteczkach może tylko pomarzyć…

Z Wojtkiem Milewskim rozmawiał Zygmunt Zymek Szulc.

Zymek Szulc: Wojtku, opowiedz o początkach swojego muzykowania. Na jakim instrumencie zaczynałeś grać, kiedy to było i gdzie? Jaka muzyka wówczas była wokół Ciebie?

Wojciech Milewski: Oj, prawie już nie pamiętam (śmiech), ale powinienem się przyznać, że moje muzykowanie zaczęło się dość standardowo od grania na gitarze – wiadomo: „muzyka, kobiety, wino i śpiew”, do tego zestawu gitara była najodpowiedniejsza. Jak lepiej zaskarbić sobie serce nastolatki, będąc uczniem szkoły podstawowej? (śmiech) Z tego wczesnego okresu mojego życia pamiętam mocne uderzenie zespołu Maanam oraz oczarowanie Elżbietą Mielczarek. Może pamiętasz „Hotel Grand”, „Wielkie koło” itp.?

Z. S.: Jasne, słuchałem tych samych kapel…

W.M.: To był właśnie moment mojego pierwszego styku z harmonijką ustną Janka Skrzeka, który towarzyszył Eli Mielczarek i to mi imponowało. W Białymstoku królowała Kasa Chorych i jej leader Ryszard „Skiba” Skibiński. Wtedy kupiłem swoją pierwszą harmonijkę diatoniczną i na zasadzie naśladownictwa próbowałem uzyskać dźwięki moich pierwszych mistrzów.

Z.S.: A jak wspominasz środowisko muzyczne, w którym dorastałeś – tutaj w Suwałkach czy Augustowie?

W.M.: Urodziłem się w Augustowie, ale to w Suwałkach mogłem się realizować muzycznie. Zanim wspomnę o suwalskim klimacie, przywołam mój pierwszy zachwyt jazzem. Przypadkowo, znalazłem się w Warszawskiej „Stodole”, a tam Hudik Big Band i wokalista Georgie Fame (angielski wokalista i klawiszowiec jazzowy i R’n’B, lider bardzo popularnej w latach 60-tych grupy „Georgie Fame and the Blue Flames – przyp.autora) prawie zemdlałem z wrażenia… To było tak silne muzyczne wrażenie, że ze Stodoły wyszedłem z postanowieniem grania jazzu! Ale nie miałem pojęcia jak się do tego zabrać… W tym właśnie czasie bardzo prężnie działał w Suwałkach klub „Suwalszczyzna” pod jazzowym przywództwem Mariana Szaryńskiego (Marian Szaryński – najważniejsza postać suwalskiej sceny jazzowej; trębacz, puzonista, pianista, kompozytor aranżer; twórca legendarnej, kultowej już grupy „North Pole and Jazz Band”, z którą w latach 80-tych koncertował na najważniejszych festiwalach jazzu tradycyjnego w Polsce i za granicą – przyp. autora). To były już lata osiemdziesiąte, a w Suwałkach grał Browar Blues Band, North Pole and Jazz Band, za chwilę pojawił się Night Come – działo się! Zastanawiałem się – jak się wkręcić w to środowisko. Kluczem była osoba Mariana Szaryńskiego, który prowadził w tym czasie klasę trąbki i puzonu w Szkole Muzycznej w Suwałkach. Razem z moim przyjacielem przystąpiliśmy do egzaminu i rozpoczęliśmy tam edukację muzyczną w klasie trąbki. Rzeczywistość była piękniejsza niż moje marzenia. Mój profesor po kilku miesiącach zaproponował mi grę w zespole North Pole and Jazz Band! Ależ to była bajka (śmiech)!

Z.S.: Wyobrażam sobie… A wcześniej, Wojtuś? Jeśli dobrze pamiętam, przed North Pole też miałeś jakiś zespół?

W.M.: Tak… chyba powinienem wymienić taki funkowy suwalski skład pod nazwą Modern Pentalon Septet, który zdobył pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie szkół CZSP, dzisiaj nawet nie pamiętam, co oznacza ten skrót (śmiech). Muzyka w dużej części inspirowana funkowymi kompozycjami Herbiego Hancocka, z sekcją dętą – ja na trąbce i Robert Haraburda na puzonie, Simon na harmonijce (Szymon Balczeniuk -bluesowy harmonijkarz ustny, od lat 80-tych grał w suwalskich zespołach bluesowych „Blue Express”, „Deszcz”, „Kawa z Deszczem”-przyp .autora) i bardzo sprawna sekcja rytmiczna. Fajna szkoła zbiorowego muzykowania.

Z.S.: A co było potem, gdy już dołączyłeś do North Pole Jazz Band?

W.M.: Wielkie znaczenie dla mojego muzycznego rozwoju miały warsztaty pod nazwą „Mała Akademia Jazzu”, firmowane nazwiskiem Henryka Majewskiego (polski trębacz jazzowy ur. 1936 r. – zm. 2005 r.; lider grupy Old Timers, uznawany za najważniejszą postać polskiego jazzu tradycyjnego wszech czasów – przyp. autora). Ta Akademia, dzięki zabiegom Mariana Szaryńskiego, miała swoje zajęcia również w Suwałkach, więc jako uczeń PSM i świeży członek North pole and Jazz Band, miałem otwartą drogę do jazzowej edukacji. Profesorami byli wówczas Jarek Śmietana (wybitny gitarzysta jazzowy ur. 1951 r. – zm. 2013 r.), Kazimierz Jonkisz (perkusista jazzowy – przyp.autora), Henryk Majewski i wielu innych. To doświadczenie pozwoliło mi poznać podstawy improwizacji jazzowej. Po kilku latach wziąłem też udział w warsztatach jazzowych w klasie Piotra Wojtasika (trębacz jazzowy). W czasie moich studiów w Białymstoku realizowałem swoją pasję muzyczną z pomocą gitarzysty – Darka Krzywickiego (Dariusz Krzywicki – suwalski gitarzysta jazzowy, grał m. in. w bardzo popularnej w latach 80-tych suwalskiej grupie „La Baluma” i „Krzysztof Krzesicki trio”, obecnie mieszka, gra i tworzy za granicą), z którym formowaliśmy jakieś tria i kwartety jazzowe.

Z.S.: Gdy wyjechałeś do Warszawy, jak tam funkcjonowałeś jako muzyk? Co się wówczas z Tobą działo?

W.M.: Zanim wyjechałem do Warszawy, to najpierw wróciłem po studiach do Augustowa. Zacząłem tam organizować życie kulturalne w tym obszarze, który najbardziej ukochałem, czyli w bluesie i jazzie. W latach 1996-98 zorganizowałem trzy edycje festiwalu Summer Blues Meeting. Przez kilka lat animowałem działalność Jazz Clubu Long Play w Augustowie, w którym zagrała większość czołówki polskiej sceny jazzowej. W 2001 roku wyjechałem do Warszawy. Tam przyjęto mnie do klubu Starej Stodoły – środowiska związanego z jazzem tradycyjnym, gdzie w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca spotykała się śmietanka warszawskiej sceny jazzu tradycyjnego.

Z.S.: To chyba tam poznałeś skład Blues Fellows? Opowiedz, jak to się stało, że zacząłeś z nimi grać?

W.M.: Z jednej strony było to pokłosie kontaktów ze Starej Stodoły, a z drugiej – rekomendacja Mariana Szaryńskiego – jak mi po pewnym czasie opowiedział Jurek Więckowski – leader Blues Fellows. W latach 80-tych Blues Fellows należał do wąskiej grupy eksportowych jazz bandów, obok takich sław jak Jazz Band Ball czy Gold Washbord. Nowe stulecie, to już inna historia i niestety odpływ części muzyków ze sceny jazzowej. Po odejściu Stefana Woźniakowskiego z Blues Fellows, Jerzy Więckowski zaprosił mnie do grania w tej utytułowanej grupie, wcześniej jednak zasięgnął opinii mojego nauczyciela – Mariana Szaryńskiego. Opinia była pozytywna, więc przez kolejnych osiem lat mogłem uczyć się muzyki swingowej od najlepszych i nagrać z nimi dwie płyt CD: „Caravan” i „Powracająca melodyjka”.

Z.S.: Hm… więc bardzo dużo zawdzięczasz Marianowi Szaryńskiemu?

W.M.: Każdy z nas ma jakiegoś swojego Mistrza – ja mam Mariana Szaryńskiego!

Z.S. Grasz jazz tradycyjny z najlepszą kapelą tego gatunku w Polsce, ale wiem też, że grasz inne jazzowe klimaty niekoniecznie na trąbce. W jaki sposób powstała Twoja kolejna grupa We4?

W.M.: We4 to konsekwencja mojej fascynacji harmonijką chromatyczną i jej wirtuozami: Tootsem Thielemansem, Gregorem Maretem czy Stevie Wonderem. Miałem już podstawy gry na trąbce i grania bluesa na harmonijce diatonicznej, więc pozostało zrobić jeszcze jeden krok i spróbować improwizacji na harmonijce chromatycznej. Kupiłem swego pierwszego Hohnera i błyskawicznie odkryłem moje predyspozycje w tym kierunku. Potwierdził to również mój wieloletni przyjaciel Karol Szymanowski, który zainspirował mnie do połączenia brzmienia harmoniki z wibrafonem, w kwartecie jazzowym… Tak powstał skład We4 (Karol Szymanowski – wibrafon, Grzegorz Nadolny – bass, Piotr Biskupski – perkusja, Wojciech Milewski – harmonijka), z którym nagraliśmy CD pt. „Harmonijnie”.

Z.S.: I właśnie z tym zespołem wystąpisz 19 października w Suwałkach. Zagracie jednak bez perkusji, a grupa nosi nazwę We3. Wracasz na północny wschód Polski jako dojrzały, profesjonalny muzyk, czy towarzyszą Ci jakieś szczególne emocje?

W.M.: We3 jest jazzowym trio zbudowanym w oparciu o skład We4. Jeśli klub jazzowy jest zainteresowany triem, nie pełnym kwartetem, wówczas We3 jest doskonałą propozycją na jazzowy wieczór. Nie ośmieliłbym siebie nazwać profesjonalnym muzykiem, raczej już nieco doświadczonym (śmiech). To, czego doświadczyłem i nauczyłem się, daje mi przyjemność prezentacji najpiękniejszych standardów jazzowych, w niestandardowym zestawieniu brzmieniowym: wibrafonu i harmonijki – bardzo, bardzo rzadkie w muzyce. Emocje zawsze towarzyszą koncertowaniu. Zaś granie w Suwałkach, to granie u siebie, tym bardziej, że kilkoro znajomych z Augustowa już się zapowiedziało na ten wieczór w Rozmarino.

Z.S.: Wojtku, jakie są Twoje plany na przyszłość, marzenia?

W.M.: Swoje wielkie muzyczne marzenie już spełniłem kilka lat temu, tj. granie z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej. Dzięki aranżacjom Karola Szymanowskiego, We4 prezentuje program specjalny na kwartet jazzowy i orkiestrę kameralną. To dla mnie wielkie przeżycie, kiedy staję na scenie w towarzystwie kilkunastu wiolinistów. Mogę się też przyznać, że nie opuszcza mnie myśl, aby stworzyć własny jazz club, na własnych zasadach i z muzyką, która mi najbardziej odpowiada, gdzie również mógłbym się realizować jako muzyk i animator.

Z.S.: Wow, to mam nadzieję, że kiedyś razem sobie pogramy w Twoim klubie?

W.M.: Wiesz dobrze Zymku, że bardzo bym sobie tego życzył, bo niezwykle cienię sobie Twoje mocne, punktualne granie.

Z.S.: Od dzisiaj też sobie tego życzę, dzięki za rozmowę.

W.M.: Dziękuję i do zobaczenia 19 października w Rozmarino. Zespół zagra w składzie: Karol Szymanowski – wibrafon; Wojciech Milewski – harmonijka chromatyczna; Grzegorz Nadolny – kontrabas.

Jazz wieczór w Rozmarino w Suwałkach

Dodaj komentarz