Tegoroczny Suwałki Blues Festival nie odbędzie się, zatem bluesfanom pozostaje wspominanie poprzednich edycji i przeżyć wywołanych występami muzyków – z kraju, z Europy, ale i zza oceanu. Właśnie ze Stanów Zjednoczonych przyjechał artysta, który wystąpił jako gwiazda trzeciego dnia ubiegłorocznego festiwalu. Lucky Peterson zaprezentował się na scenie głównej, pod którą – mimo deszczu – zebrały się tłumy wielbicieli amerykańskiego bluesa.

Koncert zapadł w pamięć, z tym większym żalem słuchacze przyjmą wiadomość o śmierci wielkiego artysty. Lucky Peterson zmarł 17 maja w Dallas, gdzie mieszkał. Odszedł w wieku 55 lat, z czego ponad pół wieku poświęcił muzyce. To wydaje się niewiarygodne, ale rzeczywiście – muzyk swój debiutancki krążek wydał już jako pięciolatek! Zamiast bawić się z rówieśnikami, wolał spędzać czas w klubie muzycznym należącym do jego ojca, Jamesa Petersona, cenionego gitarzysty bluesowego i właściciela „The Governor’s Inn”, popularnego klubu w Buffalo, obowiązkowego przystanku dla najsłynniejszych bluesmanów w owym czasie. Tam właśnie dostrzegł go – a właściwie usłyszał – Willie Dixon, basista, wokalista i producent. Doceniając potencjał i talent małego muzyka otoczył go opieką. Niebawem ukazała się pierwsza płyta „Our Future: 5 Year Old Lucky Peterson”.

Mistrz gitary i instrumentów klawiszowych, wokalista, ale przede wszystkim – niezwykle charyzmatyczny artysta, żywiołowy, zarażający energią, wciąż pełen pomysłów – taki był Lucky Peterson. Czas dzielił między nagrywanie kolejnych płyt, liczne trasy koncertowe i życie rodzinne (miał czworo dzieci). Jego występ podczas Suwałki Blues Festival 2019 został gorąco przyjęty – muzyka łącząca elementy soulu, R&B, gospel i rock and rolla, ekspresyjny, głęboki głos i niezwykła łatwość w nawiązywaniu kontaktu z publicznością – to zapamiętamy. Swoją twórczością wytyczał nowy kierunek, a jego bogaty dorobek płytowy jest pociechą dla wielbicieli jego talentu.

Dodaj komentarz