Reklama

Noc huzarska, służba carska… Co robili żołnierze po służbie? Wywiad z doktorem Krzysztofem Skłodowskim, autorem książki „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939”

Data:

O książce „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939” pisaliśmy w artykule „Z życia żołnierza… Ukazała się monografia suwalskiego garnizonu”. Jest to publikacja zawierająca wiele informacji i ciekawostek – co postanowiliśmy wykorzystać. Tym wywiadem rozpoczynamy cykl rozmów na temat historii garnizonu – przeszłości znanej i tej znanej nieco mniej. Dr Krzysztof Skłodowski opowiada o tym, jak wyglądało życie żołnierza poza służą, jak obecność wojska wpływała na koloryt lokalny, a także życie społeczne i towarzyskie.

Z doktorem Krzysztofem Skłodowskim, kustoszem Muzeum Okręgowego w Suwałkach i autorem książki „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939” rozmawiała Iwona Danilewicz.

Fotografie pochodzą z książki „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939”.

Iwona Danilewicz: Jakie były Suwałki w latach 1921-1939?

Dr Krzysztof Skłodowski: Suwałki przez cały okres międzywojenny były największym ośrodkiem miejskim Suwalszczyzny. Jednocześnie, trzeba pamiętać o tym, że część inteligencji polskiej sprzed okresu I wojny światowej opuściła miasto, które w tamtym czasie tworzyło się na nowo. Po wojnie liczba ludności spadła do niecałych 17 tys., później – aż do wybuchu wojny – liczba ta wahała się w przedziale 18-21 tys. osób. Zmniejszyła się też liczba ludności żydowskiej. W końcu lat 30. Żydzi stanowili 1/3 mieszkańców Suwałk.

W tamtym czasie wojsko liczyło 4,5 tys. żołnierzy. W mieście praktycznie nie było przemysłu. Działały tu 2 browary, kilka większych młynów, spółka „Rola”, produkująca maszyny i narzędzia rolnicze. Były tu małe zakłady ślusarskie i rzemieślnicze, z których usług korzystali wojskowy – myślę np. o garbarniach, pracowniach krawieckich, zakładach szewskich i kaletniczych.

Domyślam się, że obecność garnizonu wpływała również na decyzje młodych suwalczan o podjęciu służby wojskowej?

Służba wojskowa dawała pozycję i zabezpieczenie finansowe. Był to ważny argument. Początkowo pobór rekrutów do służby czynnej prowadzono lokalnie, później w Suwałkach pojawili się również żołnierze z innych części Polski, głównie z Mazowsza.

W książce „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939” znajduje się rozdział dotyczący obecności wojska w życiu miasta, codzienności rodzin wojskowych. O nim porozmawiamy. Zacytuję fragment: Szmer entuzjastyczny wśród zgromadzonych potwierdził domniemanie zbliżania się oddziałów. Jakoż wkrótce w żywy szpaler młodzieży tonącej w morzu kwiecia wjechali w otoczeniu oficerów dowódcy batalionów suwalskiego i sejneńskiego. Posypał się na nich, jak też na kroczące za nimi oddziały, deszcz kwiatów. Ta scena, którą opisuje „Dzień Ziemi Suwalskiej”, porusza wyobraźnię. Defilady, organizowane z takim rozmachem, nie należą obecnie do częstych widoków. Mógł to być nieco przesadzony opis?

Wojskowe defilady odbywały się z okazji świąt państwowych w dniach 11 listopada i 3 maja, wydarzeń miejskich – rocznic, w czasie powrotu wojska z manewrów. I były bardzo widowiskowe. Pułki przemierzały ulicę T. Kościuszki – sznur oddziałów ciągnął się na odległość około 2 km. Defiladom towarzyszyły owacje – relacje prasowe wspominają o deszczu kwiatów, tłumach ludzi, rozentuzjazmowanej publiczności, gromkich okrzykach. Na czele wojska zawsze defilowała orkiestra, zazwyczaj orkiestra 41 pułku, ponieważ był to zespół o największym składzie muzyków. Orkiestra ta nazywana była nawet „orkiestrą symfoniczną”, która odnosiła sukcesy w muzycznych przeglądach wojskowych. Często koncertowała w Druskiennikach. Orkiestry wojskowe grywały także zarobkowo na różnego rodzaju akademiach i podczas uroczystości. Latem w Suwałkach odbywały się koncerty w ogrodzie miejskim. Oprócz orkiestry 41 pułku, będącej orkiestrą etatową, działały też orkiestry w pułkach kawalerii, utrzymywane ze składek oficerów i własnej działalności.

Zbiórka orkiestr Garnizonu Suwałki, ok. 1930 r. Zbiory Krzysztofa Zakrzewskiego

Defilady, o czym wspomniałem wcześniej, odbywały się również z okazji powrotu z manewrów. Była to wielka uroczystość. W powitaniach uczestniczyły szkoły, władze miasta, mieszkańcy. Wtedy ludzie inaczej spędzali czas, a to wydarzenie było dużym widowiskiem. Podobnie jak święta pułków. Pułki ogromną wagę przywiązywały o swojej historii i tradycji – co roku obchodzono święto każdego pułku i organizowana była defilada. Szczególnie uroczyście świętowano okrągłe rocznice.

Przemarsz Batalionu KOP „Suwałki” ulicą T. Kościuszki w czasie uroczystości 10-lecia 41 Suwalskiego Pułku Piechoty, 8 maja 1929 r. Zbiory Krzysztofa Iwińskiego

Gdy dowódcą został generał Adolf Waraksiewicz, nastąpił pewien rozdźwięk między wojskiem a miastem. Tak w prasie o tym pisano. Generał postanowił organizować uroczystości na terenie koszar, gdzie można było przeprowadzić uroczystość w sposób bardziej widowiskowy. Defilada kawalerii mogła odbywać się w galopie, co na ulicach miasta było niemożliwe. Ten pomysł spotkał się jednak z dużym oburzeniem mieszkańców, którzy zmuszeni byli dotrzeć na teren koszar, aby obejrzeć paradę. Interweniowały nawet władze miasta.

Część wojskowych mieszkała nie w koszarach, a w wynajętych mieszkaniach na terenie Suwałk. Gdy oni zajęci byli służbą, zostawiali w domu rodziny. Czym zajmowały się żony oficerów? Jaki był ich udział w życiu społecznym Suwałk?

Tak, oficerowie wynajmowali mieszkania w mieście, choć w koszarach były bloki oficerskie. Większość oficerów, szczególnie tych żonatych, wybierała jednak to pierwsze rozwiązanie. Myślę, że przy tym temacie, warto podkreślić coś jeszcze. Żeby zostać żoną oficera, trzeba było spełnić określone wymagania. Wojskowy, który planował zawrzeć ślub, musiał mieć stopień co najmniej porucznika i móc zapewnić utrzymanie rodzinie. To był warunek. Dodatkowo, kandydatkę na żonę opiniowała Komisja Małżeńska, działająca przy pułku.

Co dokładnie oceniała ta Komisja?

Istniał szczegółowy regulamin dotyczący tego tematu. Pod uwagę brany był m.in.: poziom wykształcenia. Dodatkowe źródło utrzymania przyszłej małżonki stanowiło atut.

Wygląd też?

(Śmiech). Wygląd może nie, ale na pewno ważne było nienaganne prowadzenie się. Od lat 30. komisje zostały zniesione, a zgodę na zawarcie małżeństwa wydawał dowódca pułku. Te zapisy dotyczyły również podoficerów. Zawarcie związku bez takiej zgody groziło poważnymi konsekwencjami dyscyplinarnymi, łącznie z wydaleniem z wojska. I tak się to zwykle kończyło. Często za żony oficerowie brali nauczycielki, choć podobno pasją płk. Edwarda Milewskiego było „wyszukiwanie majątków”.

Żony oficerów i podoficerów 3 pułku szwoleżerów w czasie zawodów konnych podczas obchodów 10-lecia pułku, 1930 r. Zbiory Muzeum Okręgowego w Suwałkach

Czym zajmowały się „zatwierdzone” żony oficerów?

Żony wyższych oficerów często w ogóle nie pracowały, zajmowały się prowadzeniem domu. Żonatym oficerom przysługiwało prawo do ordynansa – oczywiście wojskowego, więc ich małżonki miały zapewnioną pomoc. Wiemy z dokumentów, że ordynansi skarżyli się, że są wykorzystywani między innymi do robienia prania i zajmowania się dziećmi.

W 1926 roku zostało utworzone ogólnopolskie stowarzyszenie Rodzina Wojskowa. Ta organizacja wspierała żony żołnierzy. U nas działały koła pułkowe i garnizonowe, a zrzeszone w nich żony oficerów i podoficerów zajmowały się działalnością dobroczynną i prospołeczną, taką jak np. organizacja zbiórek, przygotowanie paczek dla najuboższych dzieci. Stopniowo panie podejmowały większe inicjatywy – koordynowały działalność przedszkola i przytułku dla dzieci. Wspierały też szkoły, ponieważ każdy pułk sprawował patronat nad wybraną przez siebie szkołą.

Czy wiązały się z tym również wymierne korzyści?

Tak. Dzieci były obdarowywane przez wojskowych i zapraszane na różne uroczystości. Szkołom fundowano biblioteki, radioodbiorniki.

A wracając do działalności żon oficerów, to oprócz wspierania środowiska lokalnego, kobiety skupiały się na samokształceniu – uczestniczyły w kursach językowych, kursach robótek ręcznych, wykładach dotyczących higieny i opieki nad dziećmi. W przededniu wojny, gdy sytuacja stała się napięta, organizowano skierowane do nich kursy obronne w zakresie tzw. służby pomocniczej, np. sanitarne.

Kursy strzelania również?

Raczej nie, ale kobiety potrafiły strzelać. Panie uczestniczyły w zawodach strzeleckich i niektóre osiągały dobre wyniki.

Czy wojsko miało wpływ na obszar kulturalny Suwałk?

Owszem. Powszechne były występy publiczne z udziałem żołnierzy. W większości oddziałów działały amatorskie grupy teatralne, występujące i na terenie koszar, i w mieście, a czasami nawet w innych miastach, choćby w Augustowie czy Grodnie. Czasami oficerowie sami dla siebie organizowali przedstawienia.

W książce można znaleźć wiele informacji na temat innej dziedziny, która pasjonowała wojskowych – sportu. Które dyscypliny były najpopularniejsze?

W garnizonie dominował sport konny i strzelectwo, ponieważ to były dyscypliny związane bezpośrednio ze służbą wojskową. Kawalerzyści uczestniczyli w zawodach „Militari”, organizowanych na różnych szczeblach – pułku, brygady, wreszcie wojska. W 1935 r. mistrzostwa wojska odbyły się w Suwałkach, na placu ćwiczeń Papiernia. Wtedy przyjechały do Suwałk reprezentacje brygad kawalerii z całej Polski. To były trudne zawody, obejmujące różne konkurencje: jazdę konną, skoki, cross, władanie szablą, władanie lancą.

W książce znajdziemy informacje o sukcesach w sporcie konnym żołnierzy z Suwałk – nie tylko w Polsce, czy Europie, ale też np. w Nowym Jorku.

W Suwałkach służyli wybitni jeźdźcy. Trzeba tu wymienić rotmistrza Kazimierza Szoslanda, wielokrotnego zwycięzcę Pucharu Narodów. Mieliśmy też doskonałego trenera i jednego z twórców Polskiej Szkoły Jazdy – rotmistrza Leona Kona. Warto wspomnieć porucznika Jana Mickunasa, którego rodzina nadal związana jest z Suwałkami.

Wśród innych popularnych dyscyplin uprawianych przez wojskowych można wymienić: piłkę nożną, koszykówkę, lekkoatletykę i sporty wodne – członkowie Wojskowego Klubu Żeglarskiego korzystali z własnej przystani w Starym Folwarku, nad jez. Wigry. Mieli własny tabor żeglugowy. Wojskowi, zachęcani przez dowódców, którzy mieli określone pasje sportowe, uprawiali też szermierkę, narciarstwo biegowe, jazdę włókiem – na nartach, za koniem.

Wojsko współpracowało z organizacjami proobronnymi. Wynikiem tej współpracy było założenie szybowiska nad Szelmentem, gdzie powstała szkoła szybowcowa. A skoro mówimy o ltaniu, warto pamiętać o tym, że wojsko uczestniczyło w budowie lotniska na Papierni.

Rotmistrz 2 pułku ułanów Kazimierz Szosland na Redgledzie odbiera puchar po zwycięstwie w międzynarodowym konkursie w Nicei, 1925 r. Zbiory Muzeum Okręgowego w Suwałkach

Strzelali z pistoletów do stojącego w sąsiedztwie koszar nieczynnego wiatraka. Poszły w ruch pięści butelki stołki, nawet szable i wyciągnięte pistolety. Bijatyka była ogólna, wszystko fruwało w powietrzu, omal nie rozwalono całej Resursy. Mój bardzo serdeczny przyjaciel por. Nowak wyciągnął pistolet i strzelał do mnie trzy razy. Suwałki otoczone są złą sławą. Dziś ulica główna jest po prostu zatrzęsiona prostytutkami. To tylko wyjątki z przytoczonych w książce artykułów prasowych i wspomnień. Istniała nawet cała lista lokali zakazanych – sali tanecznych, jadłodajni, piwiarni, domów prywatnych. Żołnierze z suwalskiego garnizonu nie nudzili się w swoim czasie wolnym.

W tamtym czasie służba wojskowa była bardzo wymagająca, trwała kilkanaście godzin dziennie. Po służbie oficerowie często odwiedzali najbardziej renomowane miejsca w Suwałkach – Resursę Obywatelską, restaurację Maszewskiego, cukiernię Ciecierskiego – czas wolny spędzali głównie w kasynach i w restauracjach. To były mekki oficerskie. Bawiono się bardzo hucznie, ale były to zabawy w myśl powiedzenia: Noc huzarska, służba carska. Żołnierz nie przestawał być żołnierzem poza koszarami i odpowiadał za swoje postępowanie dyscyplinarnie. Wojskowi opuszczali koszary głównie w niedzielę i po zakończeniu zajęć. Przepustki wydawane były rzadko. Aby mieszkać poza koszarami, potrzebne było specjalne zezwolenie.

Kto czuje niedosyt, koniecznie powinien sięgnąć po książkę „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939”. Ja tymczasem dziękuję za rozmowę.

Manewry, oficerowie 2 szwadronu w czasie przerwy w ćwiczeniach, ok. 1930 r. Zbiory Mariana Cyngotta

1 KOMENTARZ

Leave a Reply

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Z życia żołnierza… Ukazała się monografia suwalskiego garnizonu

Kto lubi historię, interesuje się dziejami swojego regionu, historią...

Uczcili 159. rocznicę powstania styczniowego (audio, foto)

W niedzielę, 23 stycznia członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Garnizon...
%d bloggers like this: