Reklama

Szpiegostwo, defraudacje, samobójstwa… Jak kiedyś przebiegała służba wojskowa? Wywiad z doktorem Krzysztofem Skłodowskim, autorem książki „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939”

Data:

- Reklama -

Publikujemy kolejną rozmowę o książce „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939” autorstwa doktora Krzysztofa Skłodowskiego, kustosza Muzeum Okręgowego w Suwałkach. W tym wywiadzie sprawdzimy, w jakich warunkach mieszkali żołnierze, za co byli karani, czy radzili sobie ze stresem i nadużywaniem władzy przez przełożonych. Dowiemy się też co nieco o nietypowych wydarzeniach z udziałem wojskowych z suwalskiego garnizonu.

Z doktorem Krzysztofem Skłodowskim, kustoszem Muzeum Okręgowego w Suwałkach i autorem książki „Garnizon Suwałki w latach 1921-1939” rozmawiała Iwona Danilewicz.

Iwona Danilewicz: Podczas naszej pierwszej rozmowy, dotyczącej książki, dowiedzieliśmy się, że suwalski garnizon – budynki i place ćwiczeń – zajmował olbrzymią powierzchnię. W jednym z rozdziałów książki można przeczytać, że wojskowi żyli w trudnych warunkach, brakowało im niemal wszystkiego, pościeli, łóżek, wychodków… Z czym to było związane?

Dr Krzysztof Skłodowski: W początkowym okresie koszary były bardzo zniszczone, a warunki socjalne – bardzo trudne. W budynkach nie było okien, drzwi. Wyposażenie pomieszczeń koszarowych pozostawiało wiele do życzenia. Nam trudno to sobie nawet wyobrazić. Lata 20. XX wieku to były głównie wysiłki związane z odbudową koszar i odbudową bazy wojskowej. Stopniowo sytuacja ulegała poprawie. Nie tylko baza socjalna, ale i szkoleniowa. Budowano strzelnice, gazownie, rzutnie granatów, ujeżdżalnie. W końcu lat 30. garnizon był w stanie bardzo dobrym.

Tuż przed wybuchem kolejnej wojny…

Niestety, II Rzeczpospolita to tylko 20 lat historii. Ja już pracuję ponad 20 lat w muzeum. Mam świadomość tego, jak wielki musiał to być wysiłek, aby odbudować zniszczenia w ciągu dwóch dekad. Była to odbudowa Polski ze zgliszczy, prowadzona w bardzo trudnych warunkach gospodarczych. Wiele z tych prac żołnierze wykonywali samodzielnie i wiele wysiłku włożyli w to oficerowie pełniący funkcje kwatermistrzów.

Skąd pochodziły pieniądze?

Gospodarka finansowa też ulegała zmianie. W początkowym okresie w pułkach działały Komisje Gospodarcze, później część obowiązków przejęła Garnizonowa Administracja Koszar.

Miasto nie wspierało wojska?

Nie, były to pieniądze centralne. We wszystkich jednostkach prowadzono bardzo oszczędną gospodarkę, sprzedawano np. złom, nawóz koński. Oszczędzano na zakupach. Oddziały dostawały ryczałt na zakup furażu i z wygospodarowanych nadwyżek część środków przeznaczano na polepszenie warunków bytowych.

Wojsko prowadziło przykoszarowe warzywniki, z których plony trafiały do żołnierskiego kotła. W garnizonie były hodowane świnie, który przysłużyły się do zwiększenia racji żywnościowych.

Żołnierze 3 pułku szwoleżerów przy odbiorze furażu, 27 lipca 1933 r. Arch. Działu Historii Muzeum Okręgowego w Suwałkach

Garnizon zarabiał też na koniach…

Tak. „Wybrakowane” konie sprzedawano. Wiek służby konia był określony. W wieku 16 lat był brakowany i sprzedawany na publicznych licytacjach. Chętnie te zwierzęta były kupowane przez wozaków i dorożkarzy, również na rolę. To nie były konie sportowe, ale użytkowe.

Na zdjęciach wyglądają bardzo dobrze.

Były zadbane. Zanim żołnierze zjedli śniadanie i mogli zająć się sobą, musieli najpierw zapewnić wszystko swoim koniom. Służba w kawalerii w rozkładzie zimowym trwała od godz. 5.30. Najpierw było pojenie, karmienie i czyszczenie koni. Dopiero później śniadanie i zajęcia. Potem znów obrządek koni. Przerwa godzinna. Obiad. Zajęcia popołudniowe. Znowu czyszczenie i karmienie koni. Kolacja o 18.30. Później był czas wolny, ale i tak wykorzystywany przez żołnierzy do wykonywania czynności służbowych, np. do poprawy umundurowania.

Podczas służby zdarzały się wypadki – z różnych przyczyn. Niekiedy żołnierze nie radzili sobie z zastaną rzeczywistością, popełniali samobójstwa.

Służba była bardzo ciężka.

W książce znajdziemy informację, że żołnierzy uczestniczyli w zajęciach, warsztatach z różnych dziedzin, choćby higieny osobistej. Ale czy mogli liczyć na pomoc psychologiczną?

Kiedyś takich rzeczy nie było. Przełożeni od szeregowych żołnierzy wymagali wiele. Stąd i próby od uchylania się od służby wojskowej, samookaleczenia, które umożliwiały pobyt w izbie chorych i jakąś ulgę. Pojawiały się zbiegostwa, często za granicę. Wynikało to z nadmiernych wymagań oraz z przekroczenia władzy, np. w tej grupie były karne ćwiczenia, niewłaściwie odnoszenie się do szeregowych. Było to bardzo ścigane, ale i bardzo powszechne.

Wypadków podczas służby też było bardzo dużo. Najczęściej wskutek obsługi konia i jazdy konnej, kopnięcia, ugryzienia, zrzucenia z konia. Były i wypadki śmiertelne w czasie ćwiczeń z bronią. W historii garnizonu miały miejsce również dramatyczne wydarzenia, podczas których śmierć poniosło kilku żołnierzy – wybuch działa podczas strzelania 4 DAK-u oraz utonięcie 5 szwoleżerów w trakcie przeprawy przez Niemen. To pociągnęło daleko idące konsekwencje – pozbawienie dowództwa i skazanie wyrokiem sądowym płk. Kwiatkowskiego. Płk. Kwiatkowski broniąc się w sądzie, winą próbował obarczyć swoich oficerów. Został skazany w I instancji na wydalenie z wojska, ale później – w drodze łaski – wyrok został zamieniony na karę twierdzy. Pozostał w służbie. W 1939 roku został wyznaczony dowódcą rezerwowego pułku szwoleżerów, do którego trafiło sporo oficerów z 3 pułku z Suwałk. Żołnierze poprosili o inne przydziały. Uznano, że zachowanie płk. Kwiatkowskiego było niegodne.

Podporucznik Marian Cyngott i ułan Wrotowski z końmi. Zbiory Mariana Cyngotta.

Skoro jesteśmy przy niegodnym zachowaniu, to w książce możemy znaleźć cytat dotyczący tego, że żołnierze trzymający ręce w kieszeniach to widok ordynarny. Wojskowi byli cały czas na cenzurowanym. „Garnizon Suwałki” to skarbnica wiedzy o tym, ze jakie przewinienia żołnierze mogli być ukarani. Na liście jest nie tylko wygląd żołnierza, brak higieny osobistej, ale np. ukrywanie chorób wenerycznych. Lista na tym się nie kończy…

Przestrzeganie zasad wyglądu wojskowego – do tego przywiązywano ogromną wagę i dlatego były to najczęstsze wykroczenia. Do tej listy można dodać, oprócz rąk w kieszeniach, również niezapięte guziki, brak guzików, brak orzełka na czapce. Wojskowi nie mogli śpiewać „nieobyczajnych” piosenek podczas przemarszu przez miasto. Ale nie tylko wygląd był oceniany. Jak już wspomniałem – dość często się zdarzały sytuacje nadużywania władzy przez oficerów i podoficerów, co stanowiło ciężkie przewinienie. Do tej grupy można zaliczyć stosowanie karnych ćwiczeń, wyzwiska, niewłaściwie odzywanie się do podwładnych, ale i kary cielesne. Bicie nie było rzadkością.

Karane były też kradzieże koleżeńskie. A zdarzały się również defraudacje. Kwatermistrz 4 DAK-u został oskarżony o poważne malwersacje sięgające kilku tysięcy złotych. Komendant placu major Gilejko zdefraudował pieniądze przeznaczone na Dom Żołnierza.

Jak karano żołnierzy za przewinienia?

Były nagany i kara aresztu – był areszt lekki, podczas którego żołnierz wykonywał wszystkie obowiązki służbowe, a do aresztu trafiał na noc; był areszt średni i areszt ciężki, w którym był przetrzymywany o chlebie i wodzie, spał bez koca na twardym łożu. W czasie manewrów, gdy nie można było żołnierza osadzić w areszcie, karę tę zamieniano na karę „stójki” – stanie na baczność z bronią, czasami z całym oporządzeniem. Poważniejsze wykroczenia rozpatrywane były przez sądy wojskowe. Karano też za agitację komunistyczną i przewinienia w czasie przepustek.

Niektórzy żołnierze, jak st. sierż. Adolf Matukin, przeżywali zdarzenia nietypowe. On w czasie ćwiczeń oddalił się od swojego oddziału, przekroczył granicę z Litwą i w jednostce pojawił się po kilku miesiącach. Przyznał, że był pod wpływem alkoholu, potem się zgubił, a gdy już był na Litwie, został przez Litwinów zatrzymany i więziony.

To wbrew pozorom poważna historia, dla st. sierż. Matukina skończyła bardzo źle, został on zwolniony z wojska i zachował jedynie prawo do pensji orderowej z tytułu posiadanego krzyża Virtuti Militari. Dzielni w czasie wojny żołnierze, nie zawsze radzili sobie w służbie w czasie pokoju. Matukin nie był wyjątkiem.

Codzienność żołnierską czasem przerywały interesujące wydarzenia. O kilku można przeczytać w książce.

Najbardziej doniosłymi wydarzeniami były dwie wizyty w Suwałkach prezydenta Ignacego Mościckiego, podczas odsłonięcia pomnika płk. Jana Kozietulskiego i gen. Józefa Dwernickiego. Zdarzały się i ciekawostki – żołnierze zagrali w filmie „Udręka wolności”. Przyjechały wtedy do miasta gwiazdy – Olga Czechowa i Wiktor Biegański. Zdjęcia były realizowane na terenie koszar i w plenerze. Żołnierze wzięli udział w scenach bitewnych. Brali też udział w widowiskach – takich dzisiejszych rekonstrukcjach historycznych.

Dziękuję za rozmowę.

Suwałki. Odsłonięcie pomnika gen. Józefa Dwernickiego. Do zebranych gości m.in. prezydenta Ignacego Mościckiego, wojewody Mariana Zyndrama Kościałkowskiego, płk. Jana Głogowskiego przemawia wnuk generała – por. Dwernicki (stoi przed pomnikiem). Fot. Witold Pikiel. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Publikację można kupić w sieci (np. na stronie IPN i na Allegro) i w Suwałkach, w Centrum Informacji Turystycznej lub za pośrednictwem Muzeum Okręgowego – zamawiając ją: telefonicznie – Celina Kalejta tel. 087 566 57 50 lub 500 38 14 68 – pocztą elektroniczną – e-mail: promocja@muzeum.suwalki.pl – listownie – Muzeum Okręgowe w Suwałkach ul. T. Kościuszki 81, 16-400 Suwałki (realizacja zamówień po wpłacie kwoty 60 zł na konto Muzeum Okręgowego w Suwałkach, Bank Pekao S.A. 93 1240 5211 1111 0000 4922 9815).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Ten projekt może zatrzymać dewastację najstarszych nagrobków na suwalskim cmentarzu

Projekt "Suwalski cmentarz – księgi zatrzymanego czasu" to inicjatywa...

Konopnicka święci triumfy

Muzeum Okręgowego w Suwałkach odniosło kolejny sukces - zostało...

Suwalscy muzealnicy odznaczeni

W dniu 23 lipca podczas uroczystych obchodów święta 1...