Dorota i Grzegorz Zawadzcy w książce „Puszcza Augustowska” prowadzą czytelników przez las, który wciąż potrafi zaskoczyć, roślinnością, zwyczajami zwierząt, a nawet… obecnością niedźwiedzia.
Recenzja książki w cyklu „Z półki Paśnego Buriata”. Książka objęta patronatem portalu „Niebywałe Suwałki”.
W czerwcu 2025 roku fotopułapka w Nadleśnictwie Pomorze zarejestrowała to, czego w Puszczy Augustowskiej nikt się już nie spodziewał, najprawdziwszego niedźwiedzia. Ostatnią niedźwiedzicę z młodym zastrzelili tu niemieccy okupanci pod Sajenkiem na początku 1919 roku, drapieżnik nie pokazywał się więc w puszczy od ponad stu lat. Turysta, który spacerując z psami zobaczył go z niedużej odległości, przeżył szok, na szczęście zaskoczony był i sam niedźwiedź, i to on pierwszy rzucił się do ucieczki (prawdopodobnie przywędrował z Białorusi albo z Litwy).
To tylko jedna scena opisana w książce „Puszcza Augustowska”. Moim zdaniem mówi o książce Doroty Zawadzkiej więcej niż rozwlekłe analizy. Puszcza Augustowska to las, w którym wciąż coś się dzieje, a autorka potrafi te zdarzenia opowiedzieć tak, że lektury nie sposób odłożyć.
„Puszcza Augustowska. Opowieść o wyjątkowej przyrodzie na polskim biegunie zimna” to najnowsza książka dr hab. Doroty Zawadzkiej, leśniczki i ornitolożki, wykładowczyni akademickiej — ze zdjęciami Grzegorza Zawadzkiego, wydana przez Paśny Buriat. Autorska para ma na koncie także „Ptaki jeziora Wigry” (2021) i „Werbel, czyli zrozumieć dzięcioły” (2022), więc Suwalszczyznę zna nie z przewodnika, lecz z lat terenowej, dobrze wykonanej pracy. Sama Zawadzka pisze zresztą, że nie pochodzi z tych stron, urodziła się w Warszawie, tam skończyła leśnictwo na SGGW, a puszczę po prostu wybrała. Pierwszy raz przyjechała nad jezioro Pomorze jako dziesięciolatka i zapamiętała monumentalne, ponaddwustuletnie sosny rezerwatu. To jej „miejsce na ziemi nie dlatego, że tu przyszła na świat, ale dlatego, że je wybrała”. Tę deklarację wyboru, poprzez opisy, wspomnienia, przytaczane opowieści, czytelnicy mogą odczuć w każdym rozdziale książki.
Hańcza, która wykańcza
Historia naszej Puszczy (piszę naszej, z mojej własnej perspektywy – autochtonki) zaczyna się od lodu, a dokładnie od cofającego się lądolodu skandynawskiego, który zostawił po sobie „lazurowe oczy” polodowcowych jezior, wydmy i sieć nieujarzmionych rzek. Dorota Zawadzka prowadzi czytelników i czytelniczki przez ten wodny krajobraz z wyczuciem gawędziarki: jest o siei z Wigier, rybie królewskiej, jest o Czarnej Hańczy i o tym, że niemal w każdej nadrzecznej osadzie można wynająć kajaki, bo obsługa turystów to jedno z pewniejszych źródeł dochodu puszczańskich wsi. Jest wreszcie — i to jeden z licznych zabawnych fragmentów — o emocjonalnych napisach, które kajakarze zostawiają na wiatach przy miejscach biwakowych: „Hańcza mnie wykańcza” i „Hańczo, oddaj zegarek”. Trudno o lepszy dowód, że ta rzeka wchodzi ludziom pod skórę.
Osobne miejsce zajmuje Kanał Augustowski, za Maciejem Ambrosiewiczem autorka przypomina, że to najstarszy polski kompleks budowli wodnych wykonany na wysokim poziomie technicznym, arcydzieło inżynierii sprzed dwustu lat. Z 77,5 jego kilometrów w granicach Polski aż 67 biegnie przez puszczę. Kto zna historię tego lasu, wie, że wodą spławiano stąd drewno; Zawadzka pokazuje, jak gospodarka i przyroda splatają się tu od stuleci.
Po paprocie, na kolana!
Botanicznie Puszcza Augustowska jest miejscem osobliwym. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie występują wszystkie współcześnie żyjące gatunki paproci z rodziny nasięźrzałowatych – to maleńkie, jednolistne rośliny, które zdaniem dr. Pawła Pawlikowskiego nie zmieniły się od mezozoiku. Szuka się ich, jak pisze autorka, dosłownie na kolanach.
I tu Zawadzka robi to, co w tej książce wychodzi jej najlepiej — od botaniki zgrabnie przechodzi do kultury. Przypomina, że wedle encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera z 1902 roku kwiatu paproci wypatrywały w noc świętojańską panny; odnalazłszy go o północy, naga dziewczyna musiała odwrócić się do niego tyłem — co miało ją ochronić przed porwaniem przez diabła — i wyrwać go, wypowiadając zaklęcie:
Nasięźrzale, nasięźrzale! Rwę cię śmiale
Pięcią palcy, szóstą dłonią, niech się chłopcy za mną gonią;
Po stodole, po oborze. Dopomagaj, Panie Boże!
Prawdziwym bogactwem puszczy są jednak storczyki. To tu — i tylko tu w Polsce — rośnie miodokwiat krzyżowy. Drugim skrajnie rzadkim gatunkiem jest kukuczka kapturkowata, która współcześnie w kraju występuje wyłącznie w Puszczy Augustowskiej: około trzystu osobników w okolicach Kanału Augustowskiego. Do tego obuwiki, rozkwitające pod koniec maja, i całe połacie sasanek. Jednym słowem – kraina, w której warto patrzeć pod nogi; ale też bacznie wokół siebie i w górę.

Bielak, wilk i niedźwiedź
Ssaki i ptaki to serce książki. Puszcza Augustowska jest jedynym w Polsce miejscem występowania zająca bielaka, borealnego gatunku przystosowanego do długich, śnieżnych zim, którego populację zasilają zapewne osobniki z Litwy. Od listopada do kwietnia bielak jest biały, co dawniej stanowiło doskonały kamuflaż. Zawadzka nie owija w bawełnę: przez ocieplenie klimatu suwalskie zimy są coraz mniej mroźne i śnieżne, a biały zając na bezśnieżnym tle staje się dla drapieżników aż nadto widoczny. Zmiana klimatu nie jest tu abstrakcją z raportu – dotyka tych, którzy mają jasne futro i konkretny problem na karku.
Jest też rozdział o wilkach, w którym autorka sięga po lokalny akcent: Alfreda Wierusza-Kowalskiego, urodzonego w Suwałkach malarza spod znaku szkoły monachijskiej, który wilki rozsławił na swoich płótnach. O Wieruszu mamy na naszym portalu wiele artykułów, polecamy. Są rysie zamieszkujące na rozległych terytoriach, kuny, borsuki i — rzecz jasna — bobry, którym autorka poświęca sporo miejsca i zabawną anegdotę. W 2004 roku podczas warsztatów w Wigierskim Parku Narodowym prelegent, mówiąc o bieliku, machinalnie zapytał, co widnieje w godle Polski, i wskazał ścianę — gdzie zwyczajowo wisi orzeł, w WPN-ie – jako że to znak parku – zamiast orła wisiał bóbr. Sala miała nie lada używanie.
Ptasi las
Dorota Zawadzka jest przede wszystkim ornitolożką i tu czuć w książce najmocniej. Czytamy ciekawostki, informacje o zwyczajach ptactwa; o ich występowaniu. Dowiadujemy się, że bociany białe osiągają w Puszczy Augustowskiej najwyższą w Polsce liczebność; bocian czarny, gnieździ się skrycie w głębi lasu, na grubych konarach starych drzew. Sztandarowym drapieżnikiem pozostaje bielik — ten sam ptak z godła — który w puszczy zakłada gniazda wyłącznie na sędziwych sosnach o średnim wieku 164 lat, a wigierskim osobnikom zdarza się okradać kormorany ze złowionych ryb. Gniazda wyłącznie na sosnach, czasem na słupach energetycznych na obrzeżach lasu, budują też kruki, które autorka słusznie tytułuje najinteligentniejszymi skrzydlatymi mieszkańcami lasu.
Sporo miejsca dostają sowy. Obok puszczyka i puchacza jest tu potwierdzone stanowisko sóweczki — najmniejszej europejskiej sowy, wielkości szpaka. A skoro już puchacz został wspomniany: w latach 80. w rejonie Sobolewa nad Czarną Hańczą — jak wspominał Dorocie Zawadzkiej Tomasz Huszcza, do grudnia 2024 roku dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego — ptak wabiony wabikiem – z głosem kniaziania zająca porwał towarzyszącego myśliwym foksteriera i próbował z nim odlecieć. Psa na szczęście udało się uratować, ale dla puchacza porwanie niewielkiego czworonoga to, jak zauważa autorka, żaden nadzwyczajny wyczyn.
Węże, bogowie i żółw z sieci
Gadom Zawadzka poświęca osobny rozdział — i znów łączy biologię z mitologią pogranicza. Obok padalca i zaskrońca pojawia się legenda o wężu Żaltysie, bogu litewskich jezior, oraz pytanie, czy w puszczańskich wodach wciąż bytuje żółw błotny. Wszystko wskazuje na to, że tak, choć potwierdzić to niezwykle trudno. Autorka przytacza opisaną jeszcze w latach 70. historię rybaków, którzy złowionego żółwia chcieli zabrać do domu — na szczęście udało się jednego z nich od tego pomysłu odwieść.
Las, który trzeba usłyszeć
Dorota Zawadzka nie zamyka opowieści na katalogu gatunków. Jest w książce wspomnianych około 450 gatunków grzybów i o tym, że dochody ze sprzedaży kurek zasilają niejeden domowy budżet; jest o odradzającym się bartnictwie, Augustowskim Bractwie Bartnym i Muzeum Kultury Bartniczej. I jest fragment o zagrożeniach: hałasie, sztucznym świetle i ruchu kołowym, które wdzierają się w las. Po trzydziestu pięciu latach przemierzania puszczańskich ostępów autorka napisała książkę niezwykle ciekawą – „merytoryczną gawędę” o biologii i ekologii lasu, która ani przez chwilę nie brzmi jak wykład. Zdjęcia autorstwa Grzegorza Zawadzkiego dopełniają obraz Puszczy Augustowskiej. Dla każdego, kto mieszka na Suwalszczyźnie albo choć raz dał się Hańczy „wykończyć”, trudno o lepszy pretekst, żeby spojrzeć na ten las jeszcze raz – uważniej i sięgnąć po publikację sygnowaną przez wydawnictwo „Paśny Buriat”.
Liczba stron: 442
Rok wydania: 2026, wydanie I
ISBN: 978-83-976904-4-8
Ilustrowana: TAK (kolorowe fotografie Grzegorza Zawadzkiego)
Jakie jest Wasze najpiękniejsze (albo najbardziej zaskakujące) spotkanie z przyrodą Suwalszczyzny? Opiszcie je w 2–3 zdaniach i wyślijcie do 5 sierpnia do godz. 15:00 do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl. Autorów trzech najciekawszych odpowiedzi nagrodzimy książkami Doroty Zawadzkiej „Puszcza Augustowska”.
Książki wygrywają: Magdalena Krasnodębska, Karolina Stelmaszek, Monika Rudowicz.









