Instalacja „Termin ważności”, dotykająca problemu marnowania żywności, której celem było wywołanie dyskusji na temat tego społecznego problemu, okazała się zbyt śmiała jak na Suwalski Ośrodek Kultury. Została zdemontowana na żądanie urzędników. Oficjalnym powodem miała być promocja nieodpowiednich zachowań, takich jak wyrzucanie chleba do śmieci.
Instalacja związana z taką tematyką powinna szokować. Pomysł Mieczysława Iwaszko, artysty-plastyka, któremu w realizacji projektu pomagał Paweł Bydelski, zrodził się z obserwacji. Instruktor Suwalskiego Ośrodka Kultury zauważył po świętach żywność zalegającą w osiedlowych koszach na śmieci. Był oburzony marnowaniem takiej ilości jedzenia. Postanowił zareagować i zaprosić suwalczan do dyskusji na temat wyrzucania żywności. Nie spodziewał się, że jego instalacja wywoła zgorszenie większe niż realna sytuacja, której był świadkiem.
Instalacja pojawiła się w Suwalskim Ośrodku Kultury pod koniec stycznia. Do jej stworzenia Iwaszko i Bydelski wykorzystali chleb przeznaczony do skompostowania. Bochenki przekazała im jedna z piekarni. Podobno od samego początku wzbudzała mieszane uczucia. Niektórzy nie dopatrzyli się w niej działania o charakterze edukacyjnym. Oliwy do ognia dolała podobno interwencja jednego z „artystów zamiejscowych”. Przedstawiciele Urzędu Miasta na jej podstawie wydali polecenie o wcześniejszym demontażu „Terminu ważności’ – instalacja miała być prezentowana w holu Suwalskiego Ośrodka Kultury do końca lutego.
Głównym powodem usunięcia instalacji miało być „szarganie ideałów”. Niezbyt finezyjne zrealizowanie tematu to sprawa drugorzędna. Jarosław Filipowicz, rzecznik prasowy Urzędu Miasta dodaje do tej listy również… zachętę do wyrzucania chleba do śmieci. – Ktoś mógłby to tak odczytać – tłumaczył w środę rzecznik. Aż strach pomyśleć, jak w kręgach decyzyjnych mógłby zostać zinterpretowany cel wystawy „The Human Body”.
Autorzy „Terminu ważności” nie byli pierwszymi, którzy wykorzystali prawdziwą żywność w ramach akcji edukacyjno-społecznej. W Australii grupa Glue Society stworzyła sklep z produktami spożywczymi – przez szybę można było obserwować, jak jedzenie gnije. Był to przyczynek do dyskusji o problemach społecznych – w tym marnowaniu żywności. Polskie Studio Rygalik, w celu podkreślenia tego samego problemu, zaprezentowało w Wiedniu stoły ze starych bagietek. Ale to, co można zrobić w świecie, niekoniecznie znajdzie zrozumienie w Suwałkach.
Warto wspomnieć także o innym aspekcie wspomnianych akcji. Zwykle były to ekspozycje krótkotrwałe, którym towarzyszyły dyskusje, happeningi lub innego rodzaju akcje performatywne. Na ten fakt zwraca uwagę również Marek Gałązka, zastępca dyrektora Suwalskiego Ośrodka Kultury. – „Termin ważności” trudno było nazwać wystawą albo dziełem sztuki, to raczej akcja socjo-kulturowa. A im dłużej trwają takie działania, tym przekaz traci na wartości – tłumaczy Gałązka. Jeśli można przyzwyczaić się do widoku woskowego papieża przygniecionego meteorytem, zapewne i na chleb w śmietniku można w końcu przestać reagować. Tylko że idei tych projektów w żaden sposób nie można porównywać ze sobą.
Z instalacją „Termin ważności” związany jest nie tylko problem merytoryczny, ale też kwestie cenzury i granic wolności wypowiedzi artystycznej. W Suwałkach wystarczy jeden list, by zdjąć ekspozycję tylko dlatego, że nie była „lekka, łatwa i przyjemna” w odbiorze. Gdzie tu miejsce na dyskusję?
W mieście od lat organizowane są z inicjatywy Federacji Polskich Banków Żywności protesty przeciwko marnowaniu produktów spożywczych. Żadna z dotychczasowych akcji nie wywołała takich emocji jak instalacja „Termin ważności”.










