Władze Suwałk nie rezygnują z planu budowy pasa startowego. Trudności, jakie z realizacją przedsięwzięcia wystąpiły po drodze, próbują rozwiązać w dwojaki sposób.
Pas startowy w Suwałkach ma być oknem Suwalszczyzny na świat. Dostęp do nowego sposobu podróży choćby częściowo powinien rozwiązać problemy komunikacyjne subregionu suwalskiego. Do realizacji inwestycji potrzebne są jednak spore środki. Niedawno okazało się, że zamiana nieruchomości stanowiącej własność skarbu państwa o powierzchni ok. 37 ha na nieruchomość stanowiącą własność gminy wiąże się z koniecznością zapłacenia podatku w wysokości aż 2 mln złotych. Sprawa wniesiona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego zakończyła się w styczniu 2016 roku niekorzystną dla miasta decyzją. Po otrzymaniu uzasadnienia wyroku przedstawiciele suwalskiego samorządu zadziałali dwutorowo.
– Miasto postanowiło złożyć odwołanie do Naczelnego Sądu Administracyjnego, co też już uczyniliśmy – informuje Kamil Sznel z Urzędu Miejskiego w Suwałkach. Asystent prezydenta dodaje, że kolejnym działaniem było ponowne zwrócenie się do nowego wojewody podlaskiego o przekazanie gruntów w formie darowizny. – Od tej czynności nie musielibyśmy płacić podatku – przypomina Sznel.
Decyzja jeszcze nie zapadła. Wojewoda podlaski zwrócił się na razie do prezydenta Suwałk o wskazanie budynków, w których funkcjonują urzędy i instytucje szczebla wojewódzkiego. A takich nieruchomości jest w mieście kilka, m.in. biuro paszportowe czy Straż Pożarna.
Budowa pasa startowego w Suwałkach będzie kosztować około 13 mln zł. Środki na jej realizację mają pochodzić z budżetu miejskiego.









