Zaczęło się od kłótni o biogazownię na granicy podsuwalskich wsi Wychodne i Przebród. Mieszkańcy stwierdzili zgodnie, że takiej inwestycji podnoszącej jakość ich życia absolutnie sobie nie życzą. Innego zdania był sołtys, który ludzi nie poparł. Zapłacił za to słono. Sołtysem już nie jest.
Pod oknami mieszkańców Wychodnego, kilkaset metrów od szkoły miała stanąć biogazownia. O udogodnieniach, które taki obiekt miałby przynieść, rozprawiał i sołtys, i inwestor, naukowcy z Poznania oraz przedstawiciele firmy „Eneco”, budującej biogazownie. Nikt o zdanie nie zapytał ludzi. A ci nie czekali z założonymi rękoma. Po nieudanej wizycie w Niemczech i w Liszkowie, gdzie funkcjonuje biogazownia uznawana powszechnie za niewypał, mieszkańcy wsi zaczęli organizować spotkania i zbierać podpisy przeciwko realizacji inwestycji.
W pewnym momencie powstało nawet stowarzyszenie „Suwalszczyzna bez zagrożeń”, które założyli mieszkańcy Wychodnego, by walczyć o swoje prawa i przy okazji pomagać innym. Pomysł z organizacją nie okazał się nietrafiony, ponieważ choć o biogazowni na razie nic nie słychać, wielu mieszkańców regionu ma coraz większe problemy z wiatrakami. Jak twierdzi Beata Kisłowska, mieszkanka Wychodnego i jedna z założycielek stowarzyszenia, teraz stara się pomóc ludziom ze wsi Korowiec i Korkliny. Walka z wiatrakami do najłatwiejszych nie należy.
Wsie Przebród i Wychodne wywalczyły sobie chwilowy spokój. O biogazowniach ludzie dowiedzieli się właściwie wszystkiego, co było dostępne w sieci. Czytali, sprawdzali, denerwowali się coraz bardziej, tematem próbowali zainteresować media, zaprosili do siebie nawet TVN24. W końcu uznali, że skoro sołtys Stanisław Szwengier ich działań nie wspiera, warto byłoby zakres obowiązków przekazać komuś innemu. Zaczęli zbierać podpisy pod odwołaniem urzędującego sołtysa. Do głosowania nawet nie doszło, bo Stanisław Szwengier sam złożył rezygnację. Nowym sołtysem Wychodnego została Beata Kisłowska. W Przebrodzie z kolei sołtysem od niedawna jest Bogusław Moczulski.









