W kierunku Demokracji 2.0

2
273
W kierunku Demokracji 2.0 Niebywałe Suwałki 6

 

Rozmowa z Wojtkiem Pająkiem z Inicjatywy „Kaczy Dołek”

Mnie się marzy na Kaczym Dołku takie laboratorium Demokracji 2.0, która uwalnia nas wspólnotowo „do czegoś”, a nie tylko „od czegoś”. Inicjatywa Kaczy Dołek to ciągłe próby – zdobywania tej wolności i sprawdzanie, co możemy jeszcze „uwolnić”.

Grono osób tworzących Inicjatywę „Kaczy Dołek” powiększyło się od naszej ostatniej rozmowy. Ile osób tworzy w tej chwili tę nieformalną grupę?

To prawda, grono powiększyło się, ale nie jestem w stanie powiedzieć, ile osób z nami sympatyzuje. Próbowaliśmy na samym początku stworzyć listę kontaktową, jednak pomysł nie wypalił. Członków Inicjatywy można zazwyczaj spotkać w okolicach placu zabaw na Kaczym Dołku, ponieważ tam zawsze coś się dzieje.

Tworzycie całkiem zżytą społeczność. Zaangażowanie młodych rodziców widać podczas pikników rodzinnych. Wasza aktywność była też szczególnie widoczna podczas wyborów do Rady Miasta. Byłeś wtedy moderatorem spotkań z kandydatami na rajców. Jak wspominasz ten cykl debat?

To było niesamowite przeżycie medialne. Przekonałem się, do czego służą media. Teraz widzę, że niektóre z nich są bardzo tradycyjne, nadają tylko w jednym kierunku – do obywatela. Nie nawiązują dyskusji. W demokracji najciekawsze jest jednak właśnie to, by zmienić pogląd z trakcie rozmowy, pod wpływem styczności z innym punktem widzenia. Na ostatnim spotkaniu z cyklu „Radni na kawę, kawa na ławę” padło pytanie o to, kiedy spotkamy się ponownie. To mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło!

 Czy w innych miastach były organizowane podobne inicjatywy?

Tak, były. Takie spotkania w mniejszych miejscowościach organizowały lokalne media. Odbiór był różny. Na tym polu nie sprawdza się zasada, że w dużych miastach jest duże zainteresowanie. Niekiedy na spotkaniach wiejskich – jeśli temat jest ważny – pojawiają się wszyscy mieszkańcy. Może jest nawet trochę tak, że w średnich miastach nie ma instytucji, która zajmowałaby się tą działalnością. W Suwałkach nie funkcjonują kluby dyskusyjne – może poza klubami literackimi, które działają w bibliotece.

Nie chciałbyś do udziału w kolejnej debacie zaprosić posłów?

Na dożynkach widziałem i słyszałem już wielu kandydatów.

Ale oni stali wtedy na scenie.

Właśnie, to był przekaz znów w jedną stronę. Dlatego chętnie porozmawiam z nimi w innych okolicznościach, np. przy piaskownicy. Przecież marketing szeptany to podobno najlepszy sposób promocji. Jeśli mój zaufany sąsiad poleci mi kandydata, to najpewniej na niego zagłosuję.

Inicjatywa „Kaczy Dołek” powstała bardziej w celu promocji dialogu społecznego czy raczej jest to zrzeszenie młodych rodziców?

Młodzi rodzice to po prostu najbliższe mi środowisko. Do Inicjatywy zaproszeni są w takim samym stopniu seniorzy i młodzież, bo celem jest integracja sąsiadów z blokowiska. Natomiast dialog społeczny jest w moim przekonaniu kluczem do osiągnięcia tego celu. Pomysł na Inicjatywę nie narodził się tylko w mojej głowie, nie jest autorskim pomysłem i dziełem Wojtka Pająka. Gdy w Stowarzyszeniu Pastwisko.org zdobywaliśmy doświadczenie w integracji społecznej, to w tym samym czasie Fundacja Miasto poruszała tematy dialogu z kulturą żydowską, a „Nie Po Drodze” robiło kolejne Teatr-Akcje, które są w Suwałkach świętem teatru otwartego. Był to czas, gdy w naszym mieście spotkało się kilkoro ludzi, których myśli szły w podobnym kierunku: dialogu, uczestnictwa w kulturze, wykorzystania miejsc publicznych do spotkań, które wpływają na ludzkie relacje. Myślę tu zwłaszcza o „Nie Po Drodze” i małżeństwie Pogorzelskich. Dla mnie prawdziwym przełomem był udział w programie Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, który realizuje Stowarzyszenie Szkoła Liderów. W trakcie tego programu miałem okazję zastanowić się, w jaki sposób chcę się społecznie realizować. Zaangażowanie najbliższego otoczenia zaczęło się w moim przypadku od stworzenia diagnozy środowiska lokalnego.

Po co była ta diagnoza?

Pytałem ludzi, jak oni widzą to miejsce, jakie nowe działania chcieliby tam przeprowadzać. Bo my tak naprawdę nie znamy potencjału Kaczego Dołka (tym bardziej nie znamy potencjału Suwałk i Suwalszczyzny!). Nie rozmawiamy z ludźmi. Spotkania i ankiety dużo dały.

Ile osób przepytałeś?

Około 25-26.

Jakie wnioski wysnułeś z diagnozy?

Ta diagnoza to była ankieta i wywiad w jednym. Na podstawie badania powstał „Lot nad Kaczym Dołkiem”. Próbowałem obiektywnie pokazać w nim, czym jest Kaczy Dołek i mniej obiektywnie  – czym może być. Napisałem trochę o moich marzeniach, a Krzysiek Dziemian z „Nie Po Drodze” napisał o swoich doświadczeniach. Wyszło z tego bardzo ciekawe opracowanie, które zostało docenione w ogólnopolskich programach fundacyjnych. Na podstawie takiej diagnozy o wiele łatwiej jest prowadzić jakiekolwiek działania.

Czy z diagnozy korzysta ktoś więcej niż członkowie Inicjatywy? Pytam, bo raz po raz pojawiają się w Suwałkach pomysły zagospodarowania tamtej przestrzeni, np. na amfiteatr.

Amfiteatr nie byłby jeszcze najgorszy. Niektórzy radni chcieliby, żeby na Kaczym Dołku stanęły stragany z rękodziełem. Byłem zaskoczony tym pomysłem, bo 3/4 ankietowanych ludzi ceni tam zieleń i przyrodę, a co trzeci chce po prostu ciszy i spokoju.

Czego jeszcze potrzebujecie?

Wydaje się, że w tym momencie ludzie niczego nie potrzebują, ale być może nie pojawił się jeszcze pomysł, pod którym wszyscy by się podpisali. Henry Ford powiedział kiedyś, że gdyby przed skonstruowaniem pierwszego samochodu zapytał, czego ludzie potrzebują do podróżowania, to usłyszałby w odpowiedzi, że szybszych koni. Nie chodzi o to, aby każdą ideę negować, ale trzeba działać bardzo ostrożnie i zaczynać od potrzeb, a nie narzędzi. Weźmy przykład przedszkoli i żłobków – to temat, który nas, młodych rodziców, ostatnio bardzo zajmuje. Potrzebą nie jest nowy żłobek (choć dobrze, że powstał), potrzebą jest opieka nad małymi dziećmi. Taką opiekę zapewnić może według nowych przepisów nie tylko żłobek, ale też opiekunowie dzienni finansowani przez samorząd. O tym rozmawiamy przy piaskownicy, czyli w naszym rodzicielskim „klubie dyskusyjnym”. Często są to sprawy emocjonujące, jak na przykład opłaty za przedszkola.

Są za wysokie?

Nie w tym rzecz. Do tej pory dyrektorzy przedszkoli nie poradzili sobie z problemem nowego sposobu ich rozliczania. Rada Miasta zatwierdziła wysokość opłat, ale zastanawiam się, czy radni konsultowali się przed podjęciem uchwały z radami rodziców. Przecież nowy system miał być uszyty dla rodziców. Można było spotkać się z nami i zapytać, czy mamy jakieś uwagi. Uniknęlibyśmy mnóstwa niedopowiedzeń i złej energii.

Uważasz, że radni nie do końca znają problemy suwalczan?

Znają je wycinkowo i to być może naturalne, każdy funkcjonuje w jakimś ograniczonym środowisku. Nie jest natomiast uczciwe wycinkowe ich rozwiązywanie. Wystarczy spojrzeć na ostatnie interpelacje. Wiele z nich dotyczy spraw tak banalnych, jak jeden konkretny garb spowalniający. To się zgłasza do odpowiednich służb, a nie na sesję rady. Tymczasem właśnie sesje Rady Miasta powinny być sercem dyskusji w mieście. Tego mi bardzo brakuje w Suwałkach – pobudzenia i prowadzenia rzeczowej dyskusji. Wzorce czerpiemy przecież albo z domu (szczęśliwy, u kogo w domu się dyskutuje!), albo w telewizji, ale tam zobaczymy tylko najkrwawsze wycinki debat.

Żaden to wzór do naśladowania. Co więc proponujesz?

Mam pomysł dla odważnych. W mieście nie ma klubów dyskusyjnych. Dlaczego radny nie mógłby takiego klubu poprowadzić. W wielu miastach odbywają się debaty oksfordzkie. Są to krótkie dyskusje na konkretne tematy. Stawia się tezę – 3 osoby wypowiadają się „za” jakimś stanowiskiem i 3 osoby przeciwko. Publiczność głosuje za tymi, którzy logiczniej wypowiadali się w danej kwestii.

Typowa walka na argumenty.

Właśnie. Na pewno przydają się podstawy retoryki, ale logiczne myślenie jest niezastąpione. To świetny trening związany z szanowaniem czasu słuchaczy i dostosowaniem się do tematu.

Jak widzisz rolę Inicjatywy „Kaczy Dołek” w Suwałkach?

Ludzie w naszym regionie często delegują podejmowanie decyzji na urzędników, wójta, prezydenta, burmistrza. Mnie się marzy na Kaczym Dołku takie laboratorium Demokracji 2.0, która uwalnia nas wspólnotowo „do czegoś”, a nie tylko „od czegoś”. Inicjatywa Kaczy Dołek to ciągłe próby – zdobywania tej wolności i sprawdzanie, co możemy jeszcze „uwolnić”.

Za to dostaliście w tym roku statuetkę od wojewody podlaskiego [nagrodę w konkursie – Inicjatywa Społeczna Roku 2010 – red].

Wczytaliśmy się w kryteria konkursowe i okazało się, że tam świetnie pasujemy. Tak też uznała komisja konkursowa. Wojewoda sam ma korzenie w organizacjach społecznych, więc jak widać, rozumie i wyróżnia takie inicjatywy. Zauważono nas w Białymstoku. Było to bardzo miłe.

A gdzie postawiłeś statuetkę?

[śmiech] Statuetkę trzymają moje córki i nie chcą jej oddać. Pewnie dlatego, że ładnie świeci – na niebiesko. Mam nadzieję, że będzie przechodziła z rąk do rąk, jak puchar Mistrzostw Świata.

Jesteś członkiem grupy roboczej ds. utworzenia Centrum Organizacji Pozarządowych w Suwałkach. Na jakim etapie znajdują się jej prace? Jak oceniasz dotychczasową współpracę ratusza z NGO’sami?

Można było przeprowadzić parę spraw bardziej dyplomatycznie. Doszło do kilku zgrzytów przy ustalaniu lokalizacji i funkcjonalności COP-u. Ale myślę, że to dopiero wprawka na polu współpracy suwalskich organizacji społecznych, które bardzo się między sobą różnią, nie wspominając o różnicach z urzędowym trybem, w jakim pracuje ratusz. Dlatego COP to naturalny wulkan, który czasem będzie wybuchał. Mnie to zjawisko fascynuje (jestem geografem), ale rzeczywiście to nie będzie dzieło łatwe, lekkie i spokojne. Musimy wybrać jeszcze organizację, która zajmie się zarządzaniem Centrum. Najpewniej będzie to robiła organizacja albo partnerstwo organizacji. Trzeba przygotować się na to, że dla wszystkich będzie to szkoła dialogu i brania odpowiedzialności. „Mam tyle praw, ile biorę na siebie obowiązków” – tak mogłoby brzmieć motto COP-u w jego początkowej fazie rozwoju. W Suwałkach biuro prowadzone będzie przez organizację, a nie przez samorząd. Taki model przyjął m.in. Ełk. Wiemy stamtąd, że to spore ryzyko, wyzwanie i potencjalnie wielka… frajda.

W jaki sposób chcecie wytypować organizację do prowadzenia COP-u?

Cały czas prowadzimy rozmowy. Według zapewnień prezydenta Czesława Renkiewicza remont kamienicy rozpocząć się może jesienią lub zimą. Późną wiosną pewnie COP mógłby już działać. Wszystko jest w fazie ustaleń z miastem, które zagwarantowało w przyszłorocznym budżecie środki na konkurs na prowadzenie COP-u.

Macie pewność, że w konkursie wystartuje tylko jedna, wybrana przez większość organizacja?

Nie. Według prawa może złożyć w nim ofertę każda organizacja. Ale to komisja konkursowa zdecyduje, kto dostanie kredyt zaufania. Może nikt nie wystartuje w konkursie? Wtedy prowadzeniem COP-u zajmie się urząd, choć to nie byłoby dobre rozwiązanie, co podkreślają też władze Suwałk. Zgodnie z zasadą pomocniczości władza powinna pomagać tyle, ile trzeba, a nie wyręczać kogokolwiek w tym, co może zrobić sam. Albo z przyjaciółmi.

Życzę w takim razie powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Fot. Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl (na zdjęciach rodzinne świętowanie po zdobyciu statuetki Inicjatywa Społeczna Roku 2010).

2 KOMENTARZE

Leave a Reply