Telewizja instant – Takatuka bez cenzury

Telewizja instant – Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki 2
Fot. www.freedigitalphotos.net

Usiądź gospodarzu w swej ulubionej pozycji. Rozgość się w dużym pokoju, salonie. Fotel, kanapę lub wersalki część zajmij. Znajdź przyjaciela rodziny. Frankensteina, którego prąd z dwóch póltorawoltowych baterii, dźwiga do codziennej, katorżniczej pracy. A kiedy znajdziesz go i ciepłem swych spracowanych rąk ogrzejesz, znajdziesz guzik wzbudzenia, szklane oko mrugnie.

Autor: Artur Sawicki

Ukoi i uspokoi? Pozwoli wypić popołudniową kawę, zbliżyć się do kraju i świata, w którym przyszło nam żyć? Tak, ale czy na pewno w ten sposób, którego oczekujemy? Co dziś telewizja serwuje obywatelowi czterdziestomilionowego kraju? W XXI wieku, przy technologiach kosmicznych, zaawansowaniu cywilizacyjnym, które w małych strzykawkach chowa lekarstwo na najgroźniejsze nawet choroby. Gdzie jest nasz umysł, na jakie próby jest wystawiany i dlaczego traktuje się nas jak bezwiedną masę.

Siadamy i włączamy telewizor powiedzmy o 16:00. Mamy już zjedzony w pośpiechu obiad, uprzątnięte naczynia. Pewnie nawet jak Adaś  Miauczyński, zaparzyliśmy sobie kawę z mleczkiem, odkopaliśmy batonika, słodkie zwieńczenie sekcji praca, na dziś. Nowe baterie załadowane – odpalamy. Kineskop powoli nabiera rumieńców, słychać pierwsze glosy. Pojawia się obraz. Pierwszy kanał, czterdziesta powtórka trzy tysiące dwieście jedenastego odcinka telenoweli o perypetiach dwunastopokoleniowej rodziny. Pstryk, może następny cokolwiek lepszego. No, klasa – bloczek reklamowy, czy widziałem już w aptece najnowszy środek na hemoroidy, batonik kęs pierwszy. Teraz dezodorant, powinienem zawsze chodzić w rozpiętej koszuli albo z wystawioną do świata pachą. Popatrzcie, jaka świeżość. Zaraz zaraz, przecież chodząc tak po świecie, trzeba coś jeść, łatwe do ugryzienia, jeszcze łatwiejsze do strawienia. Drugi kęs batonika. Mija około dziesięciu minut. Pojawia się zapowiedź europejskiego kina, czeski film, adaptacja pierwszoligowej rosyjskiej literatury. Będzie dobre popołudnie. Niestety, tylko zapowiedź. Pomyliłem się zdejmując kapcie. Około drugiej w nocy się zacznie. Można by było nagrać. Pobożne życzenie. Gdybyśmy mieli super zmodyfikowane telewizje kablowe, podobno moglibyśmy nagrać to w pamięci czy na dysku. Nie będę teraz czekał do drugiej w nocy na film, bo ani kawy, ani batonika nie wystarczy. Czasu na sen również.

Pstryk, słoneczne popołudnie w słonecznej telewizji, bloczek reklamowy właśnie się skończył. Jestem w supergrupie Polaków, którzy wybrali najbardziej odpowiedni proszek do prania gaci. Może i tak, a może i nie. Gacie są czyste, co za różnica. Czołówka programu, wakacyjne wspomnienia całych rodzin. Rany, program podróżniczy. Zapowiada się publicystyka, reportaże. Kolejne kilka minut miażdżą moje wyobrażenie na temat materiału publicystycznego. O zgrozo! Ludzie opowiadają o swoich sponsorowanych wyjazdach, na które zabierają całą rodzinę, potencjalnych kochanków, znajomych, zwierzęta i ulubione gadżety. Swoje pasje i urojenia. Naturszczyk z naturszczykiem robią kino. Acha, jakiegoś wroga też należy zabrać, żeby urlop nabrał pełnego wymiaru życia. Historie, które powodują natychmiastowe stygnięcie kawy i wszystkich członków. Przecieram oczy ze zdumienia, to naprawdę ludzie sami, dobrowolnie stanęli czy usiedli przed obiektywem? Czy powodujący salwy śmiechu mięsny jeż jest prawdziwą mantrą polskiej rodziny? Produkcja filmowa w tej stacji chyba dość nisko określa potencjalnego widza. Jego potencjał intelektualny nie bywa nawet zachęcony do rozwoju. Nie interesują mnie cudze historie, byle jak opowiedziane, niepoprawną polszczyzną. Opowieści hołdujące niemoralności i zdaje się mylnie rozumianej dobrej zabawie. Dziękuję, pstryk. Batonik… nie… może później. Wracam do poprzedniego kanału, nie mam już uśmiechu na twarzy, zmył mi go głupkowaty program.

Publicystka, prawo? Latająca kamera zmierza ku drzwiom do jakiegoś domu. Dom jest drewniany, trochę zaniedbany, przed domem jest ławka, na której mam ochotę posiedzieć. Dziennikarka puka do drzwi, otwiera jej młoda dziewczyna. Ma poobijaną twarz, posiniaczone ręce. Prosto zadaje pytanie : Od kiedy mąż Panią tak bije? No to pięknie, myślę sobie, spoglądam na zegarek, minęło 40 minut, mam zimną kawę, a mój batonik zaczyna asymilować się z ławą na wysoki połysk.

Spędzam kolejna godzinę, z przerwą na piętnastominutowy program informacyjny, na znalezieniu czegokolwiek do obejrzenia. Program informacyjny, tak kto nagrał kolejną kompromitującą taśmę. Dobrze ludzie wytropili kolejną aferę? Na koniec piosenka o błękicie nieba i kochanku, co przepadł. Serwis zamykają morderstwa i kronika topielca. Co miesiąc obywatele płacą abonament radiowo-telewizyjny. Korzystają z pakietu, który oferuje im państwo.

… czyli…

Proste, zmyślone historie, odgrywane przez amatorów, dla rzekomego podkreślenia realizmu. Powtórzenia tasiemcowych seriali, do znudzenia snujące miłosne intrygi. Historie spraw sądowych, rozwodów, pobić, przemocy w rodzinie i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze. Popołudniowa telewizja nie potrafi przynieść niczego, co byłoby optymistyczne. Publicystyczne w książkowym ujęciu? Sporadycznie natrafiamy na przyrodniczy program, który powoduje jedynie uszkodzenia obudowy pilota. Zasypiamy, rozluźniamy się, ślina nam cieknie na koszulkę, upuszczamy pilot. Ten, zgodnie z prawem fizyki spada na podłogę, my budzimy się. Łapiemy proces wzrastania komosy szlachetnej i jej symbiozy z mszycami. Ziewamy i znów zużywamy baterie na znalezienie czegokolwiek innego w ofercie telewizyjnej. Najczęściej większość czasu spędzamy na pstrykaniu. Dobrze, że pamiętaliśmy o bateriach. Niedobrze, że dyrektorzy programowi karmią nas taką telewizją z proszku. Tanio kosztuje, wystarczy dodać trochę wody. Jakoś się zje. Smakować może nie będzie, ale umysł trochę zapcha.

Kiedy podniesiemy wreszcie rękę, za emerytów, dla których wszystkie te odgrywane na karpia piosenki, mętne historyjki są prawdą, częścią ich życia. Za którą trzymają kciuki, złoszczą się i płaczą. Za ludzi, którym po całodziennej pracy, przydałaby się chwila relaksu, a nie torpedowanie czyimiś problemami. Nie chodzi tu o brak empatii, ale o nieprawdziwe kreowanie modelu społeczeństwa. Młodzi ludzie oczekują intelektualnych potyczek, a nie jednego programu kulturalnego w tygodniu! W starym kinie wyświetlało się setki doskonałych filmów. Telewizja winna mieć to, co dobra zupa. Wywar, treść i okrasę. Proszek niech nam pozostanie tylko do prania gaci.

Więcej: http://takatuka.blog.pl/

Fot. www.freedigitalphotos.net

2 KOMENTARZE

  1. Panie kochany, za dużo Pan spędza czasu przed telewizorem, co rodzi flustrację. Legenda głosi, że czasem jest coś wartego obejrzenia, ale tylko czasem i to tylko legenda. Radzę w ogóle nie włączać pudła – świat od razu jakiś taki … bardziej normalny – powiedziałabym. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz