Przedpremierowo – o najnowszych filmach opowiada Artur Cichmiński

tasma_film9 listopada odbędzie się premiera nowego filmu Władysława Pasikowskiego. O pierwszych wrażeniach z pokazów festiwalowych „Pokłosia” opowiada suwalczanin Artur Cichmiński, dziennikarz, krytyk filmowy i publicysta, gość specjalny w studiach: radiowej Trójki, radiowej Czwórki czy radia Roxy Fm i Tok Fm.

Uwagi Artura Cichmińskiego notowała Iwona Danilewicz.

Rozmową o filmie „Pokłosie” portal „Niebywałe Suwałki” rozpoczyna cykl spotkań z dziesiąta muzą. Swoje refleksje na temat premier polskich i zagranicznych produkcji przedstawiać będzie wspomniany wyżej wieloletni dziennikarz. Bio poniżej.

Artur Cichmiński: Władysław Pasikowski, chcąc dotrzeć do szerokiej publiczności, która prawdopodobnie, znając tematykę, na ten film by się nie wybrała, poszedł w gatunek filmowy i zrobił film, w którym mamy zarówno elementy thrillera, jak i kina sensacyjnego, a momentami nawet kino akcji. „Pokłosie” to historia dwóch braci postawionych w sytuacji ekstremalnej. Pasikowski podkreśla tu nierozliczone zaszłości polsko-żydowskie, a mianowicie udział naszego społeczeństwa w zagładzie Żydów. Nie była to hekatomba w skali drugiej wojny światowej, ale udziału tego nie można pominąć.

To historia związana poniekąd z naszym regionem?

A.C.: Nie ma co ukrywać, że inspiracją dla Pasikowskiego było Jedwabne. Nie jest to jednak opowieść o historii tamtej miejscowości, film co prawda odwołuje się do zdarzeń z 1941 roku, jednak nie ma w nim zbyt wielu retrospektyw. Pasikowski pokazuje to, co dzieje się teraz, analizuje zaszłości, które tkwią w ludziach, wywołują emocje i antagonizmy. W filmie przedstawiona jest próba ukrycia prawdy, potęgująca antysemityzm. Gdy zaczynamy poruszać pewne drażliwe dla ogółu kwestie, wtedy daje o sobie znać wciąż jeszcze zaściankowa mentalność.

Nie trzeba poruszać trudnych tematów, wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w polityce – jak mało trzeba, by rozpętać burzę w szklance wody.

A. C. Podobny schemat wykorzystuje w „Pokłosiu” Pasikowski. Jak to on – robi to absolutnie po mistrzowsku. Jest reżyserem, który potrafi opowiadać, wie, co znaczy narracja w filmie, rozumie, na czym polega zainteresowanie widza. Zdaje sobie sprawę z tego, że film musi mieć swoją energię, tempo, że akcja musi się zawiązywać w logiczny i sensowny sposób.

Czy ta historia nie zrazi już na początku widzów? Czy to na pewno film dla każdego?

A. C.: To jest bardzo trudne pytanie. Myślę, że wszyscy się tego boją, łącznie z twórcami, choć oni pewnie wierzą, że ten film zmusi ludzi do obejrzenia pewnej części naszej historii. Tak jak powiedziałem – trzeba mierzyć się z przeszłością, a nie chować głowę w piasek. Nie bądźmy jednak naiwni – ludzie, którzy zawsze wszystko wiedzą lepiej, nie zmienią zdania ze względu na ten film. Zbojkotują „Pokłosie” właśnie dlatego, że odwołuje się ono do zbrodni dokonanej przez Polaków na Żydach. Co jest ciekawe, ten film wzrusza mówiąc o zbrodni, nie pokazuje jej dosłownie. W „Pokłosiu” jest kapitalna scena odkrywania prawdy przez bohaterów – nie będę jednak wchodził w szczegóły. Odbywa się to nocą, gdy dwaj bracia dokopują się do dowodów. To jest bardzo przejmujący moment. Zastanawia wtedy poziom agresji czy nawet bestialstwa w stosunku do sąsiadów, przyjaciół.

Jak sądzisz, w jakim celu Pasikowski nakręcił ten film, czy to ma być wyłącznie rozliczenie się z przeszłością?

A. C.: Znam odpowiedź, której udzielił reżyser podczas spotkania z publicznością podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Władysław Pasikowski bardzo długo nie mógł znaleźć producenta, który podjąłby się realizacji „Pokłosia”. Przyznał, że scenariusz napisał w poczuciu potrzeby ujawnienia prawdy, oczyszczenie i obnażenia historii. Film jest najlepszym środkiem, najlepszym medium do tego celu. Zarzuca się Pasikowskiemu, że nie zrobił filmu artystycznego. Uważam, że to nie do końca słuszna uwaga. Jeżeli ten film ma zwrócić uwagę na problem w bardzo subiektywny i wyrazisty sposób, to musi mieć charakter kina gatunkowego, które samo w sobie przyciąga szeroką publiczność.

Jak reagowali widzowie po festiwalowej projekcji filmu?

A. C.: Publiczność była poruszona. Ten film ludzie odebrali bardzo emocjonalnie. Po pokazie zapadła cisza, każdy przeżywał historię na swój własny sposób. W tej reakcji na pewno było dużo buntu. Nam, Polakom, nadal bardzo trudno jest spojrzeć na problem z dystansu. Mitu narodowego bohatera nie łączymy z goryczą.

Czy mieszkańcy województwa podlaskiego mogą odebrać ten film w inny sposób niż ludzie z pozostałych części Polski?

A. C.: Pasikowski, odwołując się do miejsc, w których nastąpiły te zdarzenia, mówi o prowincji. O miejscach, do których nie docierają wzorce współczesnego, cywilizowanego świata. Na prowincji ludzie żyją w głęboko zakorzenionej tradycji. Miasta podlaskie od wsi wciąż bardzo się różnią. Na wsiach ludzie w dużej mierze tkwią w pruderii, stereotypach, zaściankowości, a przy okazji kultywują zmowę milczenia. Dlatego wydaje mi się, że dużej części odbiorców ten film nie przekona. Może nawet poczują się obrażeni, jeśli nie pokonają własnych ograniczeń.

Jestem ciekawa, z jakim odbiorem spotka się u nas ten film.

A. C.: Ja również jestem ciekaw reakcji publiczności. Liczę na to, że „Pokłosie” zaistnieje w świadomości widzów, że sprowokuje dyskusje społeczne. Martyrologia do nas nie pasuje. Nie mam złudzeń – ci, którzy myślą inaczej, nie zmienią zdania. Kino nie ma aż takiego działania sprawczego. Ważne, że Pasikowskiemu udało się zrobić film dobry, który warto obejrzeć.

„Pokłosie”: Franciszek Kalina (Ireneusz Czop) po latach emigracji przyjeżdża do Polski, zaalarmowany wiadomością, że jego młodszy brat (Maciej Stuhr) popadł w konflikt z mieszkańcami swojej wsi. Po przyjeździe odkrywa, że przyczyną jest mroczna tajemnica sprzed lat. Skłóceni od lat bracia próbują dojść prawdy. Prowadzone przez nich śledztwo zaostrza konflikt, który przeradza się w otwartą agresję. Ujawniona tajemnica odciśnie tragiczne piętno na życiu braci i ich sąsiadów.

Artur Cichmiński, ur. 1972 w Suwałkach. Ukończył II Liceum Ogólnokształcące. Dziennikarz newsowy, felietonista, komentator wydarzeń branżowych. Przeprowadzał wywiady z kluczowymi postaciami rodzimej sceny oraz ekranu, w tym między innymi z: Robertem Więckiewiczem, Maciejem i Jerzym Stuhrem, Andrzejem Sewerynem, Marcinem Dorocińskim, Markiem Kondratem, Andrzejem Chyrą, Tomaszem Kotem czy Wojciechem Pszoniakiem, a także Agnieszką Grochowską, Sonią Bohosiewicz, Stanisławą Celińską, Magdaleną Cielecką, Joanną Kulig i wieloma innymi. Poza tym wywiadu udzielali mu tacy twórcy polskiego kina jak: Agnieszka Holland, Andrzej Wajda, Wojciech Marczewski, Juliusz Machulski, Janusz Majewski, a także Patryk Vega, Wojciech Smarzowski czy Janusz Morgenstern oraz wielu, wielu innych.

Oprócz poszukiwania i redagowania newsów dotyczących rodzimej branży filmowej, rozmów z jej przedstawicielami, zajmuje się również realizacją reportaży z planów filmowych, uroczystych premier oraz festiwali filmowych. Wśród ostatnio odwiedzonych planów była chociażby „1920. Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana, „Róża” oraz „7 dni” Wojciecha Smarzowskiego, „Lęk wysokości” Bartka Konopki czy „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć” Patryka Vegi, a także „W ciemności” Agnieszki Holland.

Jako ekspert i komentator zapraszany jest do stacji telewizyjnych: Superstacja, Polsat, TVP Info, TVP Kultura. Krytyk w magazynie Qadrans Qltury. Również gość specjalny w studiach: radiowej Trójki, radiowej Czwórki czy radia Roxy Fm i Tok Fm. Oprócz portalu Stopklatka.pl publikował również w takich magazynach, jak Cinema, Machina, ale też Activist oraz Hiro. Obecnie, poza autorskimi publikacjami w Stopklatce.pl, Portalu Filmowym i Onecie, współprowadzi Magazyn Bardzo Filmowy w Programie I Polskiego Radia. Kolejna audycja „Magazynu” już 8 listopada 2012 o godz. 20:19.

Na zdj. Maciej Stuhr – kadr z filmu „Pokłosie”

4 KOMENTARZE

  1. Jaki tam z niego suwalczanin:))) Suwalczaninem to jestem ja czy ty Iwona, bo my tu mieszkaliśmy i nadal mieszkamy od lat, od wielu lat…

Dodaj komentarz