Tomasz Stańko & Orkiestra „Aukso” – wolność, harmonia, improwizacja, melancholia

Tomasz Stańko & Orkiestra

Festiwal Artystyczny Otwarcia, Stanko & AUKSO 26/05/2013Koncert wirtuoza trąbki – artysty światowej klasy, który realizował projekty muzyczne m.in. z Krzysztofem Komedą, Michałem Urbaniakiem, Cecilem Taylorem, Davem Hollandem czy Stu Martinem, to niesamowite przeżycie. A jeśli ten sam muzyk występuje z towarzyszeniem znakomitej orkiestry „Aukso” pod batutą Marka Mosia? Publiczność SOK-u, która miała okazję wysłuchać tego połączenia, już wie, że taka dawka energii wymaga owacji na stojąco.

Niedzielny program w Suwalskim Ośrodku Kultury zdominował ten jeden występ. Kompozycje na trąbkę i orkiestrę, stanowiące bardzo udane połączenie odmiennych stylów, były chyba najbardziej przejmującym doznaniem artystycznym Festiwalu Artystycznego Otwarcia. Jak przed koncertem zaznaczył Tomasz Stańko – projekt muzyczny z orkiestrą „Aukso” nie jest nowy. Nie oznacza to jednak, że nie było w nim subtelnych emocji. Wręcz przeciwnie – strumienie dźwięków wzmocnione zmianami klimatu artystycznego, żywą rytmiką i piękną harmonią nie mogły nikogo pozostawić obojętnym.

Przed koncertem znakomitego trębacza suwalska publiczność wysłuchała Suwalskiej Orkiestry Kameralnej „Camerata dell’Arte”. Muzycy wykonali kompozycje Antonio Vivaldiego, Miłosza Bembinowa, Michała Spisaka i Wojciecha Kilara.

Fot. Niebywałe Suwałki oraz Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

Wrażeniami z koncertu dzieli się Zbigniew Madej:

Cały byłem w SOK-u

Byłem na niedzielnym koncercie Tomasza Stańki i orkiestry Aukso w suwalskim, nowiutkim SOK-u. Nie byłem za to na uroczystym otwarciu w piątek, gdzie miał miejsce incydent nieprzewidziany w scenariuszu. Na scenę wdarł się ksiądz, który nakazał publiczności powstać i odmówić „zdrowaśkę“. Bałem się, że to może nowa suwalska tradycja i tak będzie przed każdą imprezą, ale niedzielny koncert odbył się szczęśliwie i był bardzo udany – mimo braku modlitwy.

Budynek SOK-u (wyjątkowo wdzięczna nazwa) podoba mi się i z zewnątrz, i od środka, szczególnie od środka, jest ciepły, przyjazny dla ludzi. Nie podoba mi się jakość wykończenia. Wygląda to tak, jakby panowie budowlańcy nie znali takich przyrządów jak poziomica, łata murarska czy sznurek do wyznaczania linii prostej. Niedokładnie położone panele ścienne, podłogi, płyty na suficie szczególnie rzucają się w oczy, każda przycięta i położona nierówno. Prawa pionowa krawędź sceny na górze wyraźnie przesunięta o dobrych parę centymetrów względem lewej, a całe obramowanie sceny tworzy linię falistą zamiast prostej. Nie działające krany w toalecie i zepsute żarówki nieprzyjemnie migające w sali głównej to raczej drobiazgi.

Niby-drobiazg to też brak tablic z planem budynku i rozkładem miejsc na widowni. Częściowo zastępują je zabazgrane flamastrem płachty papieru. W efekcie takiego stanu rzeczy, w pospiechu i desperacji szukając toalety, przez pomyłkę wpadłem do damskiej.

Gdy dotarłem do swojego fotela (rząd 7, miejsce 17), okazało się, że jest już zajęty – sprzedano dwa bilety na jedno miejsce. To świetny sposób na poprawienie rentowności zwykle deficytowej działalności kulturalnej. Powiadomione panie z obsługi nie powiedziały słowa „przepraszam“, ale zaproponowały przyniesienie krzesła. Zapowiedziały natomiast, że dostanę rekompensatę w postaci jakiegoś karnetu wstępu. Czekam z niecierpliwością, znaleźć mnie łatwo, bo podpisuję się imieniem i nazwiskiem.

Przed głównym koncertem prezentowała się SOK nr 2, czyli Suwalska Orkiestra Kameralna. Pan prowadzący koncert z wielkim czerwonym notatnikiem, kontrastującym z jasnym odzieniem, przedstawił całą orkiestrę z imienia i nazwiska, widocznie rozkoszując się swoim jedwabistym głosem. Zapomniał tylko powiedzieć, co to za zespół jest na scenie i co będzie grał. Myślałem, że na „Aukso” padł pomór i przyjechał skład rezerwowy.

Wyjaśniło się wszystko, gdy wyszedł dyrygent i orkiestra zaczęła grać. Wiedziałem, że to nie może być „Aukso”. Nikt się rażąco nie mylił, ale wykonanie kilku utworów było raczej bezbarwne, bez dynamiki. Na plus można zaliczyć muzykom, że nie przeszkadzał im bardzo dyrygent, sztywny jakby połknął kij i próbujący machać niezgrabnie rękami w rytm muzyki. Może przyczyną był podest wyglądający jak półka z supermarketu (na dokładkę z daleka widać było brak śruby trzymającej barierkę ochronną, czyli takie zabezpieczenie dyrygenta przed upadkiem).

Chyba szkoda pieniędzy na utrzymanie niby-suwalskiej orkiestry z Białegostoku, która grając dorywczo i w przypadkowym składzie od lat nie robi postępów i chyba nie ma szansy na ich zrobienie. Może lepiej przeznaczyć te pieniądze na współpracę z „Aukso”, która od dawna związana jest z Suwalszczyzną, a prezentuje światowy poziom.

Teraz o przyjemniejszych rzeczach, tzn. o występie Tomasza Stańki.

Pan prowadzący nie przedstawił tym razem całej orkiestry, zapomniał też przedstawić muzyków towarzyszących, czyli Marcin Wasilewski Trio. W oficjalnej informacji o koncercie też o nich zapomniano. Ja chciałbym zapomnieć o człowieku prowadzącym imprezę, bo robił to koszmarnie.

Jest dobrym zwyczajem na koncertach z klasą, że pamięta się o niewidocznych artystach, np. o realizatorze dźwięku, bez którego impreza muzyczna nie może się udać. Tu pochwała dla człowieka zza konsolety, bo dźwięk był naprawdę dobry. Powiem więcej – po raz pierwszy od wielu lat byłem w Suwałkach na imprezie nie zepsutej mniej czy bardziej przez złe nagłośnienie.

Po psioczeniu na szczegóły (a jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach), rzecz najważniejsza i pozytywna. Bardzo dobra akustyka sali i system nagłośnienia. Tu ukłon w stronę pani Bożeny Kamińskiej, która w porę zareagowała na niecne plany głównego wykonawcy zmierzające do zrobienia tego tanio (czytaj źle).

Sam koncert wspaniały. Tomasz Stańko – wiadomo – ekstraklasa światowa. Publiczność świetnie odbierała jego występ, a on grał jak z nut. Przepraszam, grał na ogół bez nut, ale cudownie. Muzycy towarzyszący też znakomici – ze wskazaniem na pianistę, który tworzył jedność z fortepianem. Orkiestra miała dobry dzień, można powiedzieć – jak zwykle, choć widać było, że gra Stańki ich też uskrzydla. Marek Moś, w przeciwieństwie do pana Dąbrowskiego, gibki jak człowiek-guma i panujący nad orkiestrą i całością absolutnie. Genialne porozumienie wszystkich muzyków, wzajemne zgranie zaowocowało widowiskiem, jakiego jeszcze chyba w Suwałkach nie było. Owacja na stojąco i bisy zakończyły niezapomniany koncert. Tu brawa dla dyrekcji – to był strzał w dziesiątkę.

16 KOMENTARZE

  1. Argumenty przytaczane przez Pana publicznie są dobrze znane i dyskutowane. Tylko bardzo proszę wziąć pod uwagę, że nic nie dzieje się od razu, to jest to jest naprawdę długotrwały i żmudny proces. Instrumentalista w odróżnieniu od wokalisty zaczyna kształcenie umiejętności już w wieku zaledwie kilku lat.. W Suwałkach nie ma wyższej uczelni muzycznej, Wychowankowie naszej szkoły jadą do innych uczelni w Polsce lub za granicą i dobrze, jeżeli mają i będą mieli do czego wracać. Najbliższym miastem jest Białystok z Filią UMFC w Warszawie. W perspektywie prawdopodobnie stanie się tak, iż Orkiestra Suwalska będzie Orkiestrą Suwalczan, już tak się dzieje, miejmy nadzieję, przy wsparciu a nie nagonce. Co dziwniejsze, doceniają te działania poza Suwałkami, w środowisku muzycznym w kraju, natomiast u nas jest… jak zwykle! Pozdrawiam serdecznie Pana Zbigniewa!

  2. Nie wiem czy to twórcza krytyka, ale odebrałem wczoraj wiele telefonów i wiadomości i większość z nich zgadzała się z moimi opiniami. Jeszcze raz podkreślam, ja nie jestem przeciw orkiestrze, tylko za stworzeniem jej warunków, które dadzą szansę na jej rozwój. Stan obecny to pozorne działania dla pokazania, że Suwałki mają własną orkiestrę. Ilu jej członków na stałe mieszka i pracuje w Suwałkach ? Orkiestra to nie jest grupa muzyków spędzanych na imprezę od czasu do czasu tylko zespół ludzi codzienną pracą pod kierownictwem bardzo dobrego dyrygenta dochodzący przez lata do celu czyli wysokiego poziomu.
    Przepraszam tych, którym dzisiaj nie mogę odpowiedzieć, nie będę miał dostępu do komputera.
    W całej tej sprawie przynajmniej jedna rzecz jest pozytywna, ludzie dyskutują i to ostro podpisując się. Bez bezimiennego chamstwa i wulgarności.

  3. Tzw. twórcza krytyka – i co dalej? Kiedy brakuje odwagi aby się pod nią podpisać… Proszę się zastanowić – co dobrego możecie Panowie zrobić aby było lepiej? Pozdrawiam najserdeczniej i zapraszam na Koncerty bowiem tak to już jest – jedni pracują drudzy krytykują

  4. Zgadzam się w całej rozciągłości z Panem Zbigniewem Madejem.
    Wreszcie jakaś twórcza krytyka. Tak Trzymać.

  5. ze str internetowej:
    http://zbigniewmadej.pl/: Zbigniew Madej – moje marzenie …

    Dawno, Dawno temu pozazdrościłem kolegom z klubu żeglarskiego przy Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni ich muzycznych talentów. Naszymi gwiazdami pieśni żeglarskich i szant byli m.in. Pestka – Mirek Peszkowski, Waldek Bocianowski, wirtuoz gitary Michał Burakowski i jeszcze kilku innych, a otaczała ich na imprezach spora gromadka ludzi znających piosenki, a przede wszystkim ich teksty – nie tylko pierwsze zwrotki.

    To były niezapomniane, często całonocne śpiewane posiady na jachtach albo w mieszkaniu Ewy i Piotra Legeżyńskich, którzy jako jedyni wtedy właściciele dzielili się swym mieszkankiem z kilkudziesięcioma nieformalnymi współużytkownikami. Ich sąsiedzi na pewno zapamiętali ten trudny dla nich czas.
    Szanty i poezja śpiewana – to może być niebezpieczne …

    W akademiku, który przypominał koszary (8-osobowe pokoje i piętrowe łóżka) rozpocząłem pierwsze próby nauki akordów C-dur, a-mol, G-dur… Omal nie skończyło się to dla mnie tragicznie, gdy mój przyjaciel Czesiu Michalak przerwał jedzenie kolacji i zdesperowany rzucił się na mnie z nożem, żeby zakończyć męki moje i towarzyszy niedoli.

    Niestety nie był dość skuteczny … Poziom mojej twórczości szybko ustalił się, około pięciu akordów wystarczyło na następne trzydzieści lat, żeby po wypiciu odpowiedniej ilości płynu zawierającego nuty zagrać kilka piosenek przy ognisku dla znieczulonych tym samym płynem słuchaczy. Niewiele dały konsultacje udzielane przez radiotelefon na redzie Hanoi przez Pestkę, choć czasu było dużo, bo nasze statki stały tam po kilka miesięcy czekając na rozładunek.
    Dziwny przypadek w Budzie Ruskiej …

    Przełom nastąpił trzy lata temu. Byłem po operacji i nie mogłem wychodzić z domu, wtedy dopadła mnie choroba zwana przez amerykańskich psychiatrów muzykofilią. Choroba ta ma różne objawy i przebieg, ja od trzech lat nie mogę żyć bez gitary. Pech chciał, że w tym czasie dostałem w prezencie płytę Jaromira Nohavicy i to dopełniło nieszczęścia. W Budzie Ruskiej pojawił się Bartek Dzikowski z pięknym instrumentem marki Taylor, który szybko zmienił właściciela. Potem był wzmacniacz akustyczny, mikrofon no tak bez końca…
    Zakochałem się w pieśniach Nohavicy …

    Zauroczyły mnie bez reszty piesniczki Nohavicy, uczyłem się na nich akompaniamentu i śpiewania. Pierwsza była „Kometa” – dla mnie motto twórczości Jaromira Nohavicy i jedna z moich ukochanych pieśni. Jarek Nohavica jest uwielbiany w Czechach, a i w Polsce ma oddanych fanów, którzy głosując na listę przebojów radiowej „Trójki” wywindowali „Minulost” – piosenkę z ostatniej płyty na pierwsze miejsce. To się chyba jeszcze nie zdarzyło. Piosenka poetycka zwyciężyła w boju z Adele, Depeche Mode i innymi.
    Koncert Jaromira Nohavicy pełen magii …

    Kto był na koncercie Nohavicy, ten wie, na czym polega jego siła. Jaromir staje lub siada na scenie z gitarą i po kilku minutach hipnotyzyje publiczność. Daje nam to, co w muzyce najważniejsze – emocje. Najbardziej wirtuozerskie popisy artystycznie niewiele będą warte, jeśli tego zabraknie. No i ten pełen ciepła i magii kontakt z widownią.
    Zbyszek Madej śpiewa piosenki Jaromira Nohawicy …

    Po trzech latach rzetelnej, codziennej pracy postanowiłem dać sobie nagrodę w postaci nagrania moich niestety wciąż niedoskonałych interpretacji piosenek Jaromira Nohavicy i zrobienia sobie trwałej pamiątki z tego etapu mojej choroby. Temu służy ta strona. No może nie tylko temu. Chciałbym, żeby to był portal fanów Nohavicy, którzy znajdą tu od czasu do czasu coś ciekawego dla siebie.

    —————————————————————-

    Pozdrawiamy gorąco Pana Zbigniewa, życzymy dużo zdrowia i zawsze obecnej w Jego Życiu SZTUKI MUZYCZNEJ – w imieniu muzyków klasycznych związanych z regionem Suwałk, niezwykle odpowiedzialnie reprezentujących polską artystyczną kulturę muzyczną zarówno w Kraju i poza Jego granicami –
    Marlena Borowska

    • Pani Marleno, ja nie traktuję swojego śpiewania w kategoriach sztuki, a tylko zabawy. Poza tym bawię się na własny rachunek. Ja doceniam każdego artystę, ale jakoś tak w życiu jest jak zresztą w każdej dziedzinie, że są dobrzy, bardzo dobrzy i słabi. Dużo chodzę na imprezy muzyczne różnej rangi, nawet na amatorskie wystepy, bo wiem ile pracy trzeba włożyć, by stanąć na scenie. Często zresztą poziom wykształcenia czy techniki muzyków nie łączy się z poziomem emocji, które płyną ze sceny, a te są dla mnie ważne. Zbyt ostro potraktowałem dyrygenta, tu mnie trochę poniosło. Konferansjerka była żenująca i tego nie da się obronić.
      Nie chodzi mi o personalne atakowanie muzyków z orkiestry, a o to, że moim zdaniem istnienie i finansowanie takiej orkiestry nie ma sensu, bo jest okazjonalnie zbierana grupa ludzi, po to chyba, by Suwałki mogły pochwalić się własną orkiestrą, która tak naprawdę nie istnieje. Taki sposób działania orkiestry nie daje też szansy na jej rozwój. Nie miałbym nic przeciwko przeznaczeniu z kasy miasta nawet dużo większych pieniędzy, gdyby to była stała orkiestra ze zdolnym dyrygentem potrafiącym pracować z muzykami tak, by robili widoczne postępy. Tak powstała orkiestra Aukso stworzona kiedyś z bardzo młodych ludzi, z których dzięki ich solidnej, wieloletniej pracy i zaangażowaniu Marka Mosia powstał zespół o dużej renomie.
      Podstawą sukcesu jest wieloletnia, systematyczna praca, a tego suwalska orkiestra jest pozbawiona, stąd jej poziom jest jaki jest i nie zmienia się od lat.
      Nie było chyba szczęśliwym pomysłem pokazanie na jednej scenie dwóch orkiestr o tak różnych możliwościach.
      Nie wiem, czy jasno napisałem to co chciałem przekazać.
      Z szacunkiem dla suwalskich muzyków klasycznych i nie tylko klasycznych i pozdrowieniami dla Pani.
      Zbyszek Madej
      PS. Pana Dąbrowskiego przepraszam za zbyt ostre słowa.

      • Panie Zbigniewie – oprócz AUKSO, mamy w Polsce wiele wspaniałych Orkiestr, których Dyrygenci już dawno wyrazili chęć współpracy ze środowiskiem muzyki klasycznej naszego miasta. Natomiast w skład Cameraty wchodzą również wychowankowie naszej szkoły muzycznej po odbyciu wieloletnich studiów. To jest wieloletni proces i z pewnością działania Orkiestry w stałym dążeniu do rozwoju należy wesprzeć. Tak jak Panu pisałam na priv – bardzo łatwo jest zniszczyć – niezwykle trudno jest zbudować! Zapraszamy na Koncerty 🙂

  6. Widać z powyższego, że już się zbliża koniec "Niebywałych Suwałk". Teraz będą "Bywałe Suwałki" 🙂
    Człowieniem się nie przejmujcie – wiadomo, człowień człowieniowi… i do tego jeszcze brzmi dumnie. A ten tutaj, to znajomy albo osoby skrytykowanej (majstra budowlanego? konferansjera?), albo zwolennik wiadomo kogo. I tak nie wygrają 🙂

  7. Dziękujemy za opinie, czytamy je w SOKu z uwagą. Koncert Stańki nagłaśniał Maciek Olejniczak, panie Zbyszku.

    • Dziękuję za odpisanie i za to, że się nie obrażacie. Ja wiem, że część spraw, o których piszę wynika z bólów porodowych. Bardzo się cieszę, że SOK powstał i dużo sobie po nim obiecuję.
      Dzwonią i piszą do mnie ludzie, którzy zgadzają się w dużej części z moimi uwagami, a już na 100 % jeśli chodzi o konferansjerkę. Pozdrawiam, zapraszam za zawody konne do Mikołajewa w najbliższy weekend.

  8. Nasza Orkiestra grała bez nagłośnienia, dzięki temu mogliśmy usłyszeć jakość i wszechstronność sali SOKu. "Mała fantazja" Miłosza , dopiero rozkręciła naszą Orkiestrę powodując u niejednego słuchacza Ciarki.

    • To był chyba najlepszy występ naszej orkiestry, jaki słyszałem, ale nie widzę sensu jej utrzymywania, bo wiemy, że jest działanie pozorne. A może Suwałkom wystarczyłby kwartet smyczkowy, ale na europejskim poziomie.

  9. Na niedociągnięcia budowlane nie zwróciłam uwagi, budynek robi bardzo dobre wrażenie. W braku informacji o rozkładzie miejsc pomogła mi bardzo miła obsługa (można już było sobie darować te kartki przyklejone do ściany). Jeśli chodzi o prowadzącego to ulżyło mi, że nie tylko mnie strasznie raził od stroju, przez żarciki, po pominięcie muzyków trio. Kameralnej faktycznie brakowało energii, lecz repertuar był interesujący, szczególnie utwór p. Miłosza. To co najbardziej raziło to kontrast między nimi a Aukso. Myślę, że lepszym wprowadzeniem byłby jakiś eksperymentalny/ improwizujący skład, który stylem nadganiałby ewentualny brak umiejętności.
    Koncert główny, faktycznie strzał w 10. Brzmienia, które nieraz wywoływały ciarki i wzruszenie. Czekam na więcej takich wydarzeń w soku!

  10. Podzielam uwagi Pana Madeja.
    Koncert … na wysokim poziomie; konferansjer – na powiatowym …
    Support starał się … ostatecznie wybroniła go trochę „Orawa” … ale czy to dobry pomysł był na takie połączenie ? Chyba po to aby edukować publiczność! (ile SOK nr 2 [(c) Z. Madej] odstaje o poziomu AUKSO).
    A Pana Marcina Wasilewskiego proszę zaprosić ponownie!

    Na stronie internetowej SOKu spodziewałem się informacji, komentarzy po koncercie … a jak jest – można zobaczyć.
    Mnie interesuje np. setlista występu głównego bo ‚moja’ ma spore dziury…
    … pomoże ktoś ?

    Już cieszę się na występ Urbaniaka na tej scenie!
    Przyzwoita akustyka, niewygórowane ceny biletów i ‚kultura wyższa’ w zasięgu ręki!
    Nie przestaję się dziwić że to wszystko w … Suwałkach (a SBF za miesiąc – na dokładkę)
    Uszczypnie ktoś?!

    • Oprócz tego co człowień orkiestra pisze, mam uszy, które coś słyszą, pracuję w Stadninie Koni nad Wigrami, gram i śpiewam trochę amatorsko i umiem się podpisać

Dodaj komentarz