Historia – Gabi i Uwe w Krasnogrudzie: Mój dziadek zginął w Auschwitz. A mój był esesmanem (wideo)

0
43
# Gabi Uwe
Na zdj. Gabi i Uwe von Seltmann

 to łącznicy pokoleń. W czasie ubiegłotygodniowego spotkania autorskiego w kawiarni „Piosenka o porcelanie” w Krasnogrudzie przyznali, że książka oparta traumatycznych przeżyciach ich rodzin mogłaby nosić alternatywny tytuł, a brzmiałby on: „Wszystko jest połączone. Nie ma przypadków”.

– Jesteśmy pewni, że nie ma przypadków. Sami jesteśmy tego przykładem – twierdzi małżeństwo. Niemiec i Polka są “potomkami sprawców i ofiar II wojny światowej”. Impulsem do wzajemnego poznania, pracy nad książką “Gabi i Uwe. Mój dziadek zginął w Auschwitz. A mój był esesmanem”, nad własnymi słabościami i ograniczeniami, a także więzami rodzinnymi było poszukiwanie faktów z przeszłości, które rozpoczął Uwe.

Niemiecki pisarz i dziennikarz pierwsze informacje o dziadku zdobył już jako dziecko. Dowiedział się o związku członka jego rodziny z obozami w Oświęcimiu i Majdanku. Z ojcem, wychowanym w rodzinie zastępczej, który urodził się w Krakowie, poszukiwania rodzinnej historii rozpoczął właśnie w tym mieście. Z Krakowa pochodzi też Gabriela. Jednak zanim doszło do spotkania tych dwojga, upłynęło sporo czasu. Połączyło ich pewne miejsce – Singer Café i bardzo konkretne doświadczenia. Właśnie one stały się później kanwą opowieści.

Aby zmieniło się życie Uwe, wystarczył kwadrans – rozmowa z pewnym starszym panem, celnie zadającym pytania. Dotychczas temat tabu – przeszłość dziadka, stał się nieomal obsesją pisarza. Brak odpowiedzi na zadawane rodzinie pytania zaczął mu bardzo ciążyć. W efekcie wieloletniego „przekopywania” archiwów, dopytywania najbliższych, Uwe stworzył pokaźne zbiory informacji, listów, zdjęć. Zdobył fotografię swojego dziadka z Himmlerem, natrafił na zdjęcia, na których zamazane pisakiem były m.in. dystynkcje funkcji na mundurze Lothara von Seltmanna.

Dochodzenie prawdy przez Gabi przebiegało z podobnym trudem: Werchowyna (dawniej Żabie), wioska na Ukrainie. Kiedy w moim domu wymawiano tę nazwę, czuć było w powietrzu ciężar. A w każdym kolejnym słowie – ból. Bo o bólu pamiętano. Pamiętano o gwałtach, mordach, krwi. Pamiętano o moich dziadkach, świadkach tych wydarzeń. Pamiętano o ucieczce, ukrywaniu się i strachu, paraliżującym. Ten strach otrzymała w wianie moja mama, a potem ja. Uprzedzeń i strachu niesionego przez pokolenia Gabriela musiała wyzbyć się sama. – Nie zbudujemy nowego świata, żyjąc w przeświadczeniu, że jesteśmy narodem ofiar – tłumaczy.

Konfrontacja ze strachem – podczas wyjazdu na Ukrainę, do Werchowyny, zmiana wcześniejszego myślenia, zadziałały na Gabrielę oczyszczająco. Dzięki uzyskaniu szerszej perspektywy o trudnej przeszłości i relacjach polsko-niemieckich Gabi i Uwe mogą rozmawiać z młodzieżą – kolejnymi pokoleniami z piętnem ofiar i sprawców. Do tej pory małżeństwo wzięło udział w około 800 spotkaniach i wykładach w kraju i za granicą. Ich projekt „Future of the Past”, czyli „Przyszłość przeszłości” (docelowo organizacja) stanowi dążenie do pojednania, chęć przekonania o tym, że „kolejne pokolenia nie muszą dźwigać grzechów przodków, pod warunkiem, że nie będą ukrywać prawdy”. – Make love – not war! – żartują autorzy książki.

(…) Wspomnienia o jakimś strasznym zdarzeniu zaczynają w czwartym pokoleniu blednąć. Teraz w ławkach szkolnych zasiadają chłopcy i dziewczęta z czwartej generacji po II wojnie światowej. Czy mają stać się „mięsem armatnim następnej wojny”? Wolność i pokój nie są dobrem danym nam raz na zawsze, są stale zagrożone… Aby je podtrzymać, musimy ze sobą rozmawiać, musimy się nawzajem słuchać – ponad granicami, kulturami, językami i religiami. Rozmawiać o przeszłości. A raczej o przeszłościach, bowiem każdy dźwiga bagaż własnej historii: osobistej, własnego kraju, wiary i kultury. Tylko wtedy, kiedy otworzymy się na te historie, możliwy będzie proces wzajemnego zrozumienia, a co za tym idzie – pokojowe współistnienie teraz i w przyszłości. Lepszego podsumowania idei towarzyszącej powstaniu tej książki nie ma. I choć fragment ten znajduje się na samym początku publikacji, znakomicie oddaje intencje, którymi kierowali się autorzy.

Fot. Niebywałe Suwałki

Część I:

Część 2:

 

Dodaj komentarz