Wolność ponad wszystko. „Carmen” zaskoczyła publiczność OiFP (recenzja)

#bialystok #podlasie #carmen #oifp
Fot. Niebywałe Suwałki.

Nie ma chyba innej wartości niż wolność, którą tytułowa Carmen z opery Georges’a Bizeta tak bardzo ceniła. W samej realizacji i zamierzeniach twórców białostockiej wersji nieskrępowanie i swoboda również dają się zauważyć.

Autor: Iwona Danilewicz

Nie chodzi li tylko o skórzane kurtki i opięte spodnie lub szorty, które noszą Carmen i Micaëla, lub współczesne mundury wojskowe, czy też jeepa jeżdżącego po scenie. „Carmen” prosto z Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku umożliwia dowolność interpretacji. Beata Redo-Dobber, reżyser spektaklu operowego, należącego do klasyki światowej opery, od początku zapowiadała, że fundamentem jej „Carmen” będą uniwersalne emocje. Obietnica, że „wszystko dzieje się tu i teraz”, została przez nią spełniona. Jej „Carmen” bazuje na relacjach i różnorodności ludzkich charakterów, jest interesująca w sferze muzycznej i wizualnej, jest też bardzo współczesna.

Podstawą scenografii są olbrzymie, ruchome wachlarze, na których za pomocą projekcji multimedialnych pojawiają się: koszary, brama do fabryki w Sewilli, w której pracuje Carmen, góry, w których ukrywają się przemytnicy, czy arena popisów torreadorów i pikadorów. Odmienny charakter, przywołujący skojarzenia z kabaretem i okresem legendarnych gwiazd kina i piosenki, odnajdziemy w akcie II, w którym Carmen z przyjaciółkami Frasquitą i Mercédès bawią się w towarzystwie oficerów z tawernie Lillasa Pastii. To właśnie w tym akcie zjawia się Don José, wypuszczony już z aresztu, a Carmen namawia go do przyłączenia się do grupy przemytników i porzucenia służby. Śpiewa dla niego i tańczy, bez kastanietów, jak w oryginale, lecz wystukując rytm trzymanymi w rękach czerwonymi szpilkami. To chyba znak czasów…

Odpowiedzialna za choreografię spektaklu Zofia Rudnika jeszcze wielokrotnie zainteresuje publiczność „Carmen” swoimi pomysłami. Warto wspomnieć, że na scenie tańczą zawodowi tancerze. W ruchu scenicznym nie można nie zauważyć najmłodszych uczestników „Carmen”. Najbardziej żywiołowy element spektaklu, czyli kilkudziesięcioosobowy Chór Dziecięcy Opery i Filharmonii Podlaskiej, przygotowany przez Ewę Barbarę Rafałko, pojawia się w dwóch momentach – na placu w Sewilli w I akcie i w akcie IV, przed areną, gdy tłum wita torreadora Escamillo, któremu towarzyszy Carmen. Również scena śmierci głównej bohaterki została zrealizowana w ciekawy sposób, na bazie kontrastu barw, czerwieni i bieli.

Libretto „Carmen”, autorstwa Henri Meilhaca i Ludovic Halevy, powstało na podstawie noweli Prospera Merimee, zatwardziałego antyklerykała. Muzyka, którą napisał Georges Bizet, ilustrująca namiętności Carmencity, nieszczęśliwą miłość kaprala dragonów czy rozpacz Micaëli, od początku była jego wyobrażeniem na temat niezwykłej historii, która dzieje się w Hiszpanii. Co ciekawe, sam Bizet nigdy Hiszpanii nie odwiedził. Stworzył arcydzieło operowe, opierając się na swoich emocjach i wyobraźni. To prawda, że jemu współcześni na początku tego nie docenili, jednak urok Carmen odkryły kolejne pokolenia (paryska premiera opery „Carmen” w 1875 roku była porażką, która podkopała nie tylko pozycję, ale i zdrowie kompozytora). Bizet próbujący najlepiej jak potrafił oddać hiszpańskość tej historii, nie uniknął także typowych dla tamtego czasu rozwiązań muzycznych, wpisanych we francuską kulturę. Nawet to nie pomogło „Carmen”, którą uznano wówczas za ewidentny przejaw „wagneryzmu”.

Białostocka „Carmen” to realizacja, którą warto obejrzeć. Nie jest nudna, szara, nie jest w żadnej mierze kiczowata, czego trudno było uniknąć przy wielu współczesnych próbach odświeżenia tej historii. „Carmen” z OiFP może jednak odbiegać od powszechnego wyobrażenia tej opery i przyzwyczajeń publiczności. Nawet obecny podczas premiery marszałek województwa podlaskiego, Mieczysław Baszko złożył twórcom gratulacje za odważną kreację. Szerokie cygańskie spódnice zastępują spodnie (choć nie we wszystkich scenach), a Carmen jest blondynką – w wykonaniu Agnieszki Rehlis, drugą solistką jest bowiem Joanna Krasuska-Motulewicz. Żałuję, że nie miałam okazji jej usłyszeć, głównie ze względu na „lokalny patriotyzm” – Joanna Krasuska-Motulewicz jest absolwentką Wydziału Wokalnego PSM I i II st. w Suwałkach, wychowanką Marleny Borowskiej. Spośród solistów biorących udział w premierowym wykonaniu „Carmen” moją uwagę zwróciła Ewa Vesin, kreująca Micaëlę. Miło słuchało się i patrzyło również na Rafała Bartmińskiego w roli Don José. Duże brawa należą się także orkiestrze OiFP pod batutą Michała Klauzy.

Do końca 2015 roku spektakl ma zostać wystawiony 20 razy, a na afisz powróci pod koniec sezonu 2015/2016. „Carmen” została sfinansowana z budżetu miasta Białystok. Według oficjalnych informacji brakujące środki pochodziły z rezerwy celowej, a całość pochłonęła ponad 1,3 mln zł. Przybyłych na premierę powitali prezydent Białegostoku, Tadeusz Truskolaski oraz wicemarszałek województwa, Maciej Żywno. Prezydent zapowiedział, że w budżecie Białegostoku nie zabraknie pieniędzy na kolejne premiery, nie zabraknie ich również na przyszłoroczny Halfway Festival.

W premierowej obsadzie wystąpili: Agnieszka Rehlis (Carmen), Rafał Bartmiński (Don José), Adam Woźniak (Escamillo), Ewa Vesin (Micaëla), Remigiusz Łukomski (Zuniga),Łukasz Załęski (Le Dancaïre), Przemysław Borys (Le Remendado), Marta Brzezińska(Frasquita), Anna Bernacka (Mercédès), Maciej Nerkowski (Moralès), Rafał Supiński (Lillas Pastia) oraz Chór Dziecięcy OiFP, Chór OiFP oraz Orkiestra OiFP pod batutą Michała Klauzy. Muzykom towarzyszyli tancerze: Aneta Boćwińska-Bartoszuk, Radosława Bogusławska, Adrianna Kawecka, Iga Karol, Patrycja Kozłowska, Hanna Mocarska, Klaudia Nierodzik, Dagmara Statkiewicz, Tomasz Kaczyński, Jarosław Sołowianowicz i Bartosz Statkiewicz.

Premiera odbyła się w piątek, 25 września.

Na zdj. premierowy spektakl „Carmen”

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz