Opera, seks i papierosy

#bialystok #podlasie #carmen #oifp
Fot. Niebywałe Suwałki.

Przed nami ostatnie tej jesieni spektakle „Carmen” w Operze i Filharmonii Podlaskiej. W piątek i sobotę – 4 i 5 listopada w roli tytułowej usłyszymy Joannę Krasuską-Motulewicz, w niedzielę, 6 listopada – Agnieszkę Rehlis. Jako Don José wystąpią: Rafał Bartmiński (4 i 6 listopada) i David Beucher (5 listopada), Micaëla – Ewa Vesin (4 listopada) i Magdalena Molendowska (5 i 6 listopada), Escamillo – Adam Woźniak.

„Carmen” jest hitem podlaskiej sceny.  W końcu nie bez powodu Brahms wysłuchał jej dwadzieścia razy, Bismarck – dwadzieścia siedem, a Czajkowski opisał ją jako „ jedno z tych nielicznych dzieł, które w najwyższym stopniu odzwierciedlają muzyczne dążenia całej epoki”. I kto  by pomyślał, że po premierze grano ją przy niemal pustej widowni? Krytyka okrzyknęła ją wulgarną, a publiczność wyraziła niezadowolenie z widowiska, w którym główną rolę grają ladacznice i mordercy, a było to w czasach, gdy każdego wieczoru połowę lóż operowych wykupywały pary narzeczeńskie, aby dyskutować o przygotowaniach ślubnych. Jak to określił jeden z dyrektorów teatru, Camille Du Locle: „Cyganki, dziewczyny z fabryki papierosów – w Opéra-Comique, teatrze rodzin i weselnych przyjęć?” – opisują Linda i Michael Hucheon w książce „Dym. Powszechna historia palenia.”

Premiera „Carmen” w Paris Opéra-Comique okazała się porażką, gdyż złamała zbyt dużo tabu. Kobiety nie tylko paliły, ale i biły się między sobą. Carmen była też pierwszą kobietą, która „zginęła” w opéra comique.

Bohaterkami  „Carmen” są pracownice słynnej i historycznie istniejącej fabryki cygar w Sewilli. W XIX wieku ogromny budynek położony na obrzeżach miasta musiał być strzeżony przez uzbrojonych mężczyzn, nie tylko ze względu na wartość towaru, ale i dlatego, że – ze względu na zwinne palce – pracowały w nim wyłącznie kobiety, które podczas nieznośnych upałów zrzucały z siebie część ubrań. Sława tego miejsca i panującej w nim, dusznej pod każdym względem, atmosfery sprawiła, że hiszpańska fabryka stała się miejscem szczególnego rodzaju turystyki mężczyzn z różnych stron Europy, a dzięki takim pisarzom-podróżnikom, jak Théophile Gautier, Pierre Louÿs i Maurice Barrèsfabryczna hala wypełniona niekompletnie odzianymi robotnicami przeniknęła do francuskiej wyobraźni erotycznej.

Ze skojarzeń tych świadomie skorzystali autorzy libretta, Henri Meilhac i Ludovic Halévy, ich Carmen połączyła ulotność dymku z krótkotrwałością miłości, podkreślili też zmysłową przyjemność palenia. Przyjemność ta przekraczała wszelkie bariery klasowe, tworząc aluzyjne tło dla uwodzicielki: kapryśniej, niepokornej, wolnej Cyganki.  Carmen z popularnej noweli Prospera Mérimée, z której skorzystali autorzy libretta, opisana była za pomocą cech zwierzęcych, tak aby uwypuklić jej dziką i oryginalną urodę oraz płomienną i obcą moralności naturę, co było wtedy powszechnym sposobem postrzegania Cyganów. Beata Redo-Dobber uniwersalizuje te cechy, jej Carmen to wolna, niezależna, pełna pasji życia kobieta.

Seksowny rekwizyt z „Carmen”, papieros, uległ delegalizacji. Tymczasem papierosy na podlaskiej scenie palą i żołnierze i Carmen. Uspokójmy jednak widzów, nie poczują dymu, to papierosy elektroniczne.

Jednoaktową operę „Szafa” Giacomo Pucciniego i Giuseppe Adamiego otwiera scena, w której zachód słońca podziwia na łodzi mężczyzna, który trzyma w ręku niezapaloną fajkę. Nadchodzi jego żona i od razu zwraca uwagę, że fajka się nie pali. Mężczyzna w lot pojmuje seksualną aluzję i oświadcza, że wprawdzie fajka się skończyła, ale jego namiętność – nie. I tak jest z podlaską „Carmen”: kipi od uczuć, gorących i aktualnych w każdej epoce, aluzje zastąpiły śmiałe sceny i kostiumy, a piękno muzyki okazało się wieczne.

Na podst. książki „Dym. Powszechna historia palenia” red. Sander L. Gilman, Zhou Xun, przeł. Jagoda Sochoń-Jasnorzewska, Kraków 2004. Informacja prasowa OiFP w Białymstoku.

Dodaj komentarz