Wybita szyba i wóz na dachu. Jak się kiedyś w karnawale bawiono

Ilustr. fot. Natasha Rethke, all-free-download.com

Każdy region ma swoje tradycje, które choć często wydają się już nieco egzotyczne, warto uznać za interesujące i godne zapamiętania. Takie zwyczaje i na Suwalszczyźnie niegdyś kultywowano, gdy nadchodził czas zabawy i radości, kuligów i gdy wręcz wypadało najeść się mięsa „na zapas”.

Autor: Iwona Danilewicz

Karnawał czy to na Suwalszczyźnie, czy w innym regionie kraju, był czasem dobrej i dostatniej zabawy. Z racji dominującej na naszym terenie tradycji katolickiej, jego ramy czasowe nie odbiegały od dzisiejszych. Co do zasady – można było niemal wszystko i w dużych ilościach. – Karnawał był u nas czasem integracji i spotkań. I to spotkań nie tylko w celu wzajemnej pomocy sąsiedzkiej, ale spotkań towarzyskich. Z racji tego, że dawniej na wsiach nie było prądu, a praca po zmroku od Bożego Narodzenia do Nowego Roku była zabroniona, ta sytuacja w sposób naturalny zachęcała do utrzymywania kontaktów – tłumaczy Krzysztof Snarski, kustosz z Muzeum Okręgowego w Suwałkach.

Bogactwo pomysłów karnawałowych, obfitość strawy i napitków (wino, bimber) były charakterystyczne dla tego czasu. Warto pamiętać o tym, że pączki przygotowywane w karnawale były niezwykle tłuste, początkowo nie wypełniano ich marmoladą, lecz skwarkami.

Bale karnawałowe, tak chętnie obecnie organizowane, były dawniej zwykłymi potańcówkami, tzw. guzikami lub guzinami, odbywającymi się w domach, stodołach, wreszcie – w remizach.

– Obok tańców, tradycją był też kulig, organizowany w niedzielę zapustną albo we wtorek – dodaje Snarski. Na kulig wyruszała cała wieś – kto nie miał sań paradnych, doczepiał do nich zwykłe sanki techniczne do przewozu siana lub drewna, zwane na Suwalszczyźnie zajtkami, suczkami lub włóczkami. Uczestnicy kuligu przejeżdżali przez wieś i las, aby obudzić przyrodę, zachęcić ją do odnowy, „postraszyć drzewka” – jak przed Bożym Narodzeniem i zaprosić wiosnę.

Wszystko co dobre, szybko się jednak kończy. Również u starowierów i prawosławnych, po czasie obfitym i pełnym zabawy, następowało zakończenie karnawału, które przybierało jeszcze bardziej surową formę – rygorystycznego wejścia w post. Do tej pory bardzo przestrzeganego.

Tańce, śpiewy, kuligi, śluby i wesela – powszechne w tym okresie – to jedna strona medalu. Karnawał potrafił dać się naprawdę we znaki. Czas figli w dawnym wydaniu mógł przyprawić o gęsią skórkę. Niczym niezwykłym nie było zamykanie sąsiadów w domach (zatykanie drzwi miotłą), wybicie szyby w czyimś oknie, a na koniec jeszcze wrzucenie do domu garnka z popiołem. Zdarzało się, że wywołanemu z domu gospodarzowi narzucano na głowę worek – również z popiołem, a następnie go zawiązywano (sam się musiał oswobodzić). Niektórzy mogli znaleźć wóz na dachu, innym zatykano komin czystą szybą, by dym wypełnił całą izbę.

Potwierdzają to badania terenowe przeprowadzone na przestrzeni lat przez pracowników Muzeum Okręgowego w Suwałkach:

Zapusty to była niedziela zapuśna, poniedziałek zapuśny i zapust. W zapust (wtorek) to była uczta. Trzy razy mięsa trzeba było się w zapust najeść i to dużo, bo to na cały post. (Wieś Jaśki, gm. Raczki)

Na zapusty nic roboty nie ma. Piją, jedzą, gości zapraszają sąsiad sąsiada. Przed północą trzeba koniecznie zdążyć do domu, żeby zjeść kawałek swojego mięsa, bo jutro już jeść nie wolno. (Wieś Kupowo, gm. Szypliszki)

Ani kozy, ani konie, tylko pozamazywać okna byle czym, to wciągnąć samie komu na dach, to komin zatkać. W zapusty i na półpoście to garnek z popiołem wrzucą, jak ktoś otworzy, a najpierw to zamalują okna, belą jaką drzwi podeprzą (Wieś Czarnucha, gm. Augustów)

Kuligi byli. Sanek naczepiają, nieraz to i wywalą się. Mówili – jedziem na kulig. Ojciec nie żałował koni i dawał. (Wieś Frącki, gm. Giby)

Zapusty były jeden dzień, we wtorek. Smażyło się pączki i faworki od tłustego czwartku do zapust. Faworki to nazywali chrusty. (Wieś Smolany-Dąb, gm. Krasnopol)

Kulig to był obowiązkowy. W zapust zakładał konia i dzieci kulika to juz musiał wozić, że to len miał rosnąć. (Wieś Jaśki, gm. Raczki)

W karnawale przewidywało się również pogodę na najbliższe tygodnie i miesiące. W nawrócenie św. Pawła, 25 stycznia obserwowano przyrodę – jeśli dzień był bez słońca, oznaczało to, że trwająca zima szybko ustąpi. Dzień słoneczny był wróżbą mroźnej wciąż trwającej przecież zimy. Obserwacja najbliższej okolicy związana była również z oglądaniem styczniowego lodu, nasłuchiwaniem pszczół.

Zdarzało się również, że podczas karnawału ludzie przebierali się np. za zwierzęta. Na Suwalszczyźnie nie był to zwyczaj szeroko rozpowszechniony. Ze źródeł wynika, że po II wojnie światowej całkowicie został zarzucony.

Dodaj komentarz