Arkadiusz Makowski razem z Misiem UśMichem, suwalską maskotką, Grenlandię odwiedził wiosną tego roku. Na swoim blogu smacznepodroze.com wyprawę opisał, a specjalnie dla naszego portalu odpowiedział na kilka szczegółowych pytań.

Zbliża się czas powitania lata, a to dla kontrastu najlepsza pora, aby sięgnąć wspomnieniami do wyprawy do krainy lodu. Arkadiusz Makowski, mieszkający obecnie za granicą, ale pochodzący ze Starego Folwarku podróżnik i bloger, do wyjazdu starannie się przygotował.

O swoich planach i przygotowaniach wspominał w artykule, który opublikowaliśmy we wrześniu 2017 roku – teraz możemy sprawdzić, czy jego przewidywania sprawdziły się:

Ze Starego Folwarku na Grenlandię, z Misiem Uśmichem

– Myślałem że na Grenlandii będzie ciężko, ale jak do tej pory był to mój najlżejszy i najwygodniejszy wyjazd. W Nepalu, Kirgistanie, czy Filipinach przemieszczanie było bardziej męczące, do tego było więcej stresu. Nie wiedziałem, czy zdążę na prom, czy dojadę przed zmrokiem – nie lubię docierać w miejsce docelowe w nocy. Wyjazd jednak uważam za bardzo udany. Spotkałem masę nowych, ciekawych ludzi. Odwiedziłem interesujące miejsca. Było też sporo nowości kulinarnych, kilka razy jadłem fokę, wieloryba, renifera, był też wół piżmowy – wspomina Arkadiusz Makowski, dodając, że do wyjazdu przygotował się dość dobrze. Przede wszystkim – nie zmarł na kość. – Jedyną rzeczą, na którą się nie przygotowałem, był zapadający się śnieg podczas trekkingów. Nie miałem rakiet śnieżnych. Po pierwszym wyjściu w góry stwierdziłem, że już więcej pójdę na trekking. Nie miałem ich na stanie i nie chciałem wydawać na nie pieniędzy. Ale jak to bywa, przy kolejnych wyjściach na trekking plułem sobie w brodę, że nie zdecydowałem się na ich kupno – dodaje.

Bloger podkreśla, że gdy myśli o wyjeździe z perspektywy czasu, to wie, że Grenlandia od dzisiaj będzie kojarzyć mu się z przestrzenią, lodowatą wodą, psami i halibutem. – Wszędzie było cudownie i każde odwiedzone miejsce kojarzy mi się z czymś lub kimś. Z Nuuk często wracam pamięcią do dwudniowego kempingu na bezludnej wyspie – tylko ja i cisza. Wtedy też pierwszy raz jadłem fokę. Sisimiut to przejażdżka skuterem i psim zaprzęgiem, do tego super ludzie. Ilulissat to dwa dni na kutrze rybackim podczas połowu halibuta, pływając między górami lodowymi. Przez dwa dni wypływałem z rybakami wyciągać sieci – bardzo ciekawe doświadczenie. Na koniec dnia dostawałem też rybę, którą później szykowała mi moja grenlandzka gospodyni. Był też lot widokowy awionetką oraz wyprawa pod lodowiec, niestety widziałem go z bardzo daleka – mały niedosyt – wymienia Arkadiusz Makowski.

Czym może zadziwić Grenlandia? Na pewno wieloma rzeczami. Wystarczy wymienić choćby to, że w sklepach grenlandzkich sprzedaje się bardzo dużo lodów w różnych smakach. Nie jest to też kraina odcięta od świata. – W większych miastach nie ma problemu z internetem. Jeszcze do niedawna dane były w limitowanych pakietach, teraz są już oferty bez limitu i dużo większe prędkości. Niestety, osoby nie posiadające duńskiego numeru ubezpieczenia, dostają gorsze oferty zarówno kart SIM do telefonu, jak i internetu – podkreśla jednak Makowski.

Wyprawa na Grenlandię to raczej nie wyjazd wakacyjno-rekreacyjny (choć to zależy – jak wszystko – od punktu widzenia. Jak zaznacza podróżnik, polecałby Grenlandię ludziom aktywnym. – Zima i wczesna wiosna to czas nart, jazdy skuterem śnieżnym, psim zaprzęgiem oraz zorze polarne. Lato to trekkingi na trasach o długości nawet kilkuset kilometrów, np. Sisimiut – Kangerlussuaq, licząca 160 km – zresztą zimą ludzie pokonują ją też na nartach. Jest to również dobre miejsce dla myśliwych – dodaje.

Arkadiusz Makowski na Grenlandii swoich podróży nie zamierza zakończyć. W tym roku planuje pozwiedzać kraj nad Wisłą, zaś w przyszłym wybiera się do Rumunii. Ciekawe, czy również z Misiem UśMichem?

Więcej informacji i relacje z podróży na Grenlandię: smacznepodroze.com

Fot. archiwum prywatne Arkadiusza Makowskiego

Dodaj komentarz