Dziś rocznica stanu wojennego

Mija 37 lat od wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Tę rocznicę uczcili dziś z samego rana Czesław Renkiewicz, prezydent Suwałk ze Zdzisławem Przełomcem, przewodniczącym Rady Miejskiej oraz Łukaszem Kurzyną, zastępcą prezydenta Suwałk, składając kwiaty pod Dębem Wolności oraz pomnikiem ks. Jerzego Popiełuszki.

Tak po latach pierwsze dni stanu wojennego wspominał jeden z suwalskich urzędników: „Uzbrojone oddziały ZOMO bezustannie krążyły po mieście, terroryzując społeczeństwo. Nie przypuszczałem, że będą mieli tak wielkiego stracha, tak bardzo będą się ubezpieczali. Stąd wniosek, że komuniści nie czują się u nas tak bardzo pewnie”.

Wspomnienie to przywołał Marcin Zwolski w Roczniku Augustowsko- Suwalskim. Tom VI. W materiale „ Represje władz wobec NSZZ „ Solidarność” Regionu „ Pojezierze” w stanie wojennym” tak opisał tamten czas w województwie suwalskim: „W nocy z 12 na 13 grudnia internowano 34 osoby, do końca 1981 roku kolejnych czterdzieści, a w roku 1982 – dziewiętnaście. To dużo, biorąc pod uwagę słaby stan organizacyjny opozycji w województwie. Przyczyną tego mogło być rozdrobnienie aktywnych struktur „Solidarności” w terenie. Wśród 93 internowanych tylko 31 pochodziło z Suwałk. Inną przyczyną mogło być skupienie się władzy na takiej formie represji. Ogółem w stanie wojennym w województwie suwalskim za działalność opozycyjną aresztowano bądź skazano na kary więzienia co najmniej 45 osób. W porównaniu do innych województw jest to niewielka liczba. Można więc odnieść wrażenie, że działania suwalskiego aparatu władzy były ukierunkowane na internowanie, a nie aresztowanie opozycjonistów.

W jednym z pierwszych procesów politycznych stanu wojennego w województwie suwalskim był sądzony Jarosław Słabiński. Proces okazał się porażką aparatu bezpieczeństwa. Rozpatrujący sprawę Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego nie tylko uniewinnił Słabińskiego – oskarżonego o przekazywanie z ośrodka odosobnienia wiadomości szkalujących organa SB i Służby Więziennej – ale przedstawiając uzasadnienie, odczytał fragmenty listów zawierających te wiadomości, wywołując śmiech pięćdziesięciu obecnych na sali widzów. Po ogłoszeniu wyroku, krzyczeli oni „Nasze zwycięstwo”, „Victoria”. Niewykluczone, że właśnie dlatego w Suwalskiem władza skupiła się na internowaniach. Do internowania nie trzeba było przeprowadzać śledztwa, zbierać dowodów, walczyć o wyrok sądowy – wystarczała decyzja podpisana przez komendanta wojewódzkiego milicji na wniosek jego zastępcy do spraw SB.”

Szefem suwalskiego SB był płk. Wiesław Kołodziejski. W 1982 r. Wydział Paszportów KW MO w Suwałkach zezwolił na wyjazd z kraju osiemnastu internowanym i 44 członkom ich rodzin. W KW MO w Suwałkach sporządzono prawie 1800 wniosków o ukaranie za wykroczenia przewidziane w dekrecie o ogłoszeniu stanu wojennego. Na ich podstawie prokuratury województwa wszczęły ogółem 204 postępowania w trybie doraźnym przeciwko 302 osobom.

Dotkliwą represją było wyrzucanie z pracy. Jeden z legendarnych działaczy suwalskiej „Solidarności”, Aleksander Seredyński, nauczyciel historii w Technikum Mechanicznym w Suwałkach, mimo trzydziestosiedmioletniego stażu w zawodzie został zwolniony z pracy. Otrzymał ponadto zakaz podejmowania pracy jako nauczyciel.

4 KOMENTARZE

  1. Oprócz chwalebnych postaci byli między nami również członkowie Zarządu Regionu Pojezierze NSZZ „Solidarność”, którzy dla pieniędzy lub własnych korzyści współpracowali z komunistyczną służba bezpieczeństwa, szpiegując i przekazując informacje o strukturze, działaniach i planach związku, donosząc na kolegów lub podejmując się udziału w akcji poszukiwania ukrywających się działaczy. Należeli do nich między innymi: Mieczysław Kopcych z Giżycka (tw. „Mike”), Wanda Folejewska z Suwałk (tw „Ewa”), Bronisław Raszczyk-Ławski z Piszu (tw „Janek”) i Jarosław Słabiński z Suwałk (tw „Jarski”). Więcej o tym tu: https://regionpojezierze.com/historia/

  2. Był to bardzo trudny okres z punktu widzenia strategii związku. W dyskusji z innymi ukrywającymi się liderami „Solidarności” opowiadałem się wówczas za strategią „długiego marszu”, raczej niż za natychmiastową, frontalną konfrontacją. Byłem przekonany, że wobec masowej mobilizacji wojska, milicji i służby bezpieczeństwa, w siłowej konfrontacji nie mieliśmy żadnych szans, a jej próba mogła spowodować interwencję sowiecką. Stan wojenny nie mógł trwać wiecznie. Po jego zakończeniu potrzebni byli działacze żywi, a nie martwi lub odsiadujący długie wyroki.
    Poza tym, suwalskie było województwem dużym lecz słabo uprzemysłowionym, nie mieliśmy więc strajowej siły przebicia. Zaistniały wprawdzie pojedyńcze akcje małych i odizolowanych od siebie grup młodzieży ale, wobec ogólnego zastraszenia społeczeństwa, skuteczna mobilizacja jego głównych sił była niemożliwa. Wobec nierównych sił, próby w tym kierunku byłyby próbami samobójczymi. Trzeba było przetrwać tą wrogą falę. Dopiero po 1986 roku było wiadomo, że idzie do roztopów. W latach 1981-83 nikt jeszcze tego nie mógł przewidzieć.
    Łatwo jest dziś pisać, że w województwie suwalskim istniał jedynie opór pasywny, informacyjny i symboliczny, a oporu aktywnego nie było. Kiedy od agentów pozujących jako ekipa amerykańskiej telewizji otrzymałem propozycję dostaw broni i pieniędzy, jeśli uda mi się zorganizować oddziały walczące z reżimem Jaruzelskiego, odpowiedziałem, „Nie, obławę augustowską już mieliśmy i drugiej nie potrzebujemy. Przyślijcie własne dzieci żeby ginęły za wasze geopolityczne interesy.”
    Trzeba było od tej rozmowy czekać 36 lat, aby PiS te geopolityczne marzenia Waszyngtonu spełnił, narażając tym samym Polskę i Polaków na ogromne niebezpieczeństwo.

Dodaj komentarz