Dobra passa Wigier trwa – tak podsumować można byłoby przebieg sobotniego (17 kwietnia) spotkania biało-niebieskich z Bytovią. Niegdyś uważani za niewygodnego przeciwnika rywale już przed meczem w typowaniach bukmacherów nie byli obstawiani w roli zwycięzców. Tak też się stało, choć chyba tylko nieliczni przewidywali, że taki festiwal bramek przyjdzie zobaczyć kibicom, którzy za pośrednictwem transmisji internetowej podziwiać mogli wyjątkową skuteczność podopiecznych Dawida Szulczka. Futbolówka do bramki bronionej przez golkipera gości trafiła czterokrotnie, a cały mecz zakończył się wynikiem 4:1.

Nie da się ukryć, że spotkanie rozpoczęło się dla Wigier bardzo fortunnie. Już w czwartej minucie, właściwie w trakcie pierwszej akcji gospodarzy, padł gol. Na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Patryk Mularczyk. Piłka wpadła tuż przy słupku – można było odnieść wrażenie, że bramkarz gości mógł zapobiec temu trafieniu, zatem mieli biało-niebiescy nieco szczęścia w tej sytuacji. Tego szczęścia zabrakło chwilę potem Kamilowi Adamkowi, który miał wspaniałą sytuację do zdobycia bramki, ale zaliczył tylko trafienie w poprzeczkę. Wyrównanie nastąpiło po pół godzinie meczu, a był to swego rodzaju uśmiech losu dla gości – dośrodkowywana z prawej strony piłka trafiła w Pawła Gieracha. Tak nieszczęśliwie, że po odbiciu od obrońcy wylądowała w bramce Wigier, a na tablicy wyników pojawił się remis.

Na przerwę schodzili jednak zawodnicy Wigier w dobrych nastrojach. Tuż przed gwizdkiem arbitra dośrodkował Gojko, piłkę przejął Michał Orzechowski, który niezbyt mocno, ale celnie skierował ją do bramki. Goście zgłaszali zastrzeżenia sugerując zagranie ręką, ale sędzia nie dopatrzył się przewinienia. Podczas pomeczowej konferencji prasowej na pewne sugestie w tym aspekcie  pozwolił sobie Kamil Socha. W tym miejscu warto przypomnieć, iż szkoleniowiec gości trzy sezony temu pracował z drużyną Wigier. Odszedł w listopadzie 2018 roku.

Mecz rozpoczynał się przy pięknej, słonecznej pogodzie, ale kwietniowa kapryśna aura dała o sobie niebawem znać. W czasie przerwy przeszła krótkotrwała, lecz silna ulewa, padało także podczas drugiej połowy, a choć już nie tak intensywnie, to boisko szybko stało się grząskie, zwłaszcza w okolicach bramek.

Od 61. minuty goście musieli grać w dziesiątkę, gdyż drugą żółtą kartką ukarany został Kuba Lizakowski. Była to rzecz jasna sprzyjająca sytuacja dla Wigier. Przeciwnicy grali w osłabieniu, a w drużynie Wigier pole do popisu otrzymali rezerwowi napastnicy. W 85. minucie na prawym skraju pola karnego piłkę otrzymał Michał Żebrakowski, minął obrońcę i lewą nogą strzelił przy prawym słupku. Zdobywca trzeciego gola miał też swój udział przy sytuacji, która doprowadziła do zdobycia ostatniej bramki. Po jego podaniu, na skraju pola bramkowego został sfaulowany Kamil Adamek. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Cezary Sauczek.

Zwycięstwo ugruntowało pozycję suwalskiej drużyny na czwartej pozycji. W dwudziestu sześciu meczach podopieczni Dawida Szulczka zgromadzili 49 punktów. Do miejsca drugiego, które daje pewny awans do I ligi tracą cztery punkty. Należy jednak pamiętać, że zespoły z Polkowic i Katowic mają – z powodów pandemicznych – po dwa mecze zaległe. Szanse na dogonienie pierwszej dwójki nie są zbyt duże, tym niemniej bardzo realny wydaje się choćby udział Wigier w barażach. Nawet jeśli nie uda się awansować do pierwszej dwójki, trzeba walczyć o wysoką lokatę, która zaowocuje dogodniejszą ścieżką barażową. Kolejna okazja do tej walki nadarzy się już niebawem. W najbliższy piątek Wigry czeka bardzo ważny mecz z kontekście potencjalnych baraży, gdyż biało-niebiescy spotkają się w Chojnicach z zajmującą trzecią lokatę Chojniczanką.

Wigry Suwałki – Bytovia Bytów 4:1 (2:1)

Bramki: Patryk Mularczyk (4′), Michał Orzechowski (45′), Michał Żebrakowski (85′), Cezary Sauczek (90′ z karnego) – Paweł Gierach (31′ – samobójcza)

Foto: Wojciech Otłowski

 

Leave a Reply