Jako że możemy zaprezentować fotorelację autorstwa Anna Brzozowskiej z ełckiego koncertu Johna Portera, to niejako przy okazji przedstawmy swoisty rys historyczny związany z tym wydarzeniem

Fot. Anna Brzozowska
Walijczyk wystąpił w Ełckim Centrum Kultury z okazji 45-lecia wydania albumu „Helicopters” grupy Porter Band. Trudno podać dokładną datę ukazania się krążka, albowiem w tamtych ponurych czasach towar „rzucano” do sklepów, a nie przygotowywano głośne premiery. Co ciekawe, na dniach, dokładnie 10-13 grudnia, minie 46 lat od zarejestrowania tego longplaya. W studiu Polskiego Radia Opole liderowi towarzyszyli: gitarzysta Aleksander Mrożek, basista Kazimierz Cwynar oraz perkusista Leszek Chalimoniuk. Pewnie nikt z nich nie spodziewał się, że krążek spotka się z aż takim odzewem. Trudno określić nakład („komuna” to jednak inny świat), ale możliwe, że wyniósł w granicach 150 tysięcy egzemplarzy. Tym samym „Helicopters” przyczynił się do wybuchu polskiego boomu rockowego. Co prawda za punkt zwrotny uważa się występ Maanamu na XVIII Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu (pisałem o tym przy okazji dywagacji na temat inspiracji tekstu „Boskiego Buenos” – link poniżej), ale swoją cegiełkę dołożył właśnie Porter Band. Paradoksalnie cały materiał „Helicopters” nagrano w języku angielskim.

Fot. Anna Brzozowska
Może nie wszyscy wiedzą, że Porter przez jakiś czas wchodził w skład Maanamu – de facto tria Maanam-Elektryczny Prysznic – ale to wówczas był całkiem inny zespół, niźli ten znany z okresu największych triumfów… Tak w ogóle Walijczyk przybył do Polski w 1976 roku i wiąże się z tym późniejsza anegdota. Gdy na początku tego wieku Porter był w związku – nie tylko muzycznym – z Anitą Lipnicką, pewien dziennikarz telewizyjny zadał pytanie, czy jak przybywał do Polski znał ją już! Najwyraźniej koleś – prowadzący obecnie pewien teleturniej telewizyjny – posiadał zerową wiedzę na temat historii polskiego rocka. Gwoli wyjaśnienia pani Lipnicka urodziła się w połowie 1975 roku…

Fot. Anna Brzozowska
Wracając do albumu „Helicopters” po latach brzmi zadziwiająco dobrze. Ktoś powie, że wyziera z niego surowość wynikająca z szybkiej rejestracji materiału w studiu, jak i prostych aranżacji. Tym nie mniej muzyka zachowała świeżość. Widoczne są oczywiście nawiązania do ówczesnej sceny zachodniej – choćby Boba Dylana, Dire Straits czy Thin Lizzy – ale udało się zachować indywidualny sznyt.

Fot. Anna Brzozowska
Postać Johna Portera jeno zarysowałem. Można by długo o niej pisać, choćby o współpracy z Adamem „Nergalem” Darskim.

Fot. Anna Brzozowska
W Ełckim Centrum Kultury publiczność usłyszała, rzecz jasna, nie tylko utwory z „Helicopters” .
Fotorelacja z koncertu Johna Portera w ECK: Anna Brzozowska










