„Wilk z Wall Street” w cyklu „Przedpremierowo”

Martin Scorsese i Leonardo DiCaprio „wzniecili pożar”. „Wilk z Wall Street”, film oparty na historii maklera Jordana Belforta, ledwie pojawił się w kinach, a już wywołał nie lada kontrowersje. Jednych zachwyca, innych bulwersuje. O tym, czy jest to tylko „softporno o ćpunach, luźno osadzone w realiach giełdy”, opowiada Artur Cichmiński.

Powyższy cytat to tylko jedna z opinii, które pojawiły się w sieci tuż po pierwszych pokazach. Czy to opinia zasłużona? Kwestia dyskusyjna. Ale zacznijmy od początku.

Warren Buffett powiedział kiedyś, że Wall Street to jedyne miejsce, do którego przyjeżdżają ludzie w Rolls-Royce’ach po poradę do tych, którzy dojeżdżają tam metrem. I to na pewno nie jest historia Jordana Belforta. „Wilk z Wall Street” to opowieść o wielkich pieniądzach, szalonym życiu i spełnieniu marzeń przez chłopaka z Bronksu, który realizuje swój „amerykański sen”. – Belfort błyskawicznie dorobił się fortuny, naginając i łamiąc prawo. Ale czy można nazwać go oszustem? – zastanawia się Artur Cichmiński. – Został skazany za oszustwa giełdowe, ale warto pamiętać, że zarabiał na spekulacjach, a jego kontrahenci sami dokonywali wyboru, obnażając swoją zachłanność i głupotę – dodaje dziennikarz.

Pozostaje pytanie, czy to działanie etyczne i moralne? Odpowiedź to już zadanie dla widza, który oceni Belforta według własnego sumienia. – Jordan Belfort, gdy go poznajmy, ma dwadzieścia kilka lat i pragnie być bogaty, chce mieć pieniądze dla siebie, nie zajmuje się polityką – podkreśla Cichmiński. Krytyk filmowy dodaje również, że szastający pieniędzmi Belfort nigdy nie dotarł do pierwszej ligi, nie był rekinem finansowym. Historię Belforta charakteryzuje dwoistość. Owszem, to opowieść o budowaniu potęgi, ale i o orgiach kończących tydzień pracy, narkotykach, unikaniu odpowiedzialności.

„Wilk z Wall Street” Martina Scorsese to wyzwanie dla widzów. Faktem jest, że reżyser zrobił ten film sprawną, pewną ręką – z polotem, zrywem, energią i w dobrym tempie. – Nie sposób tego nie podziwiać, ale trzeba zastanowić się, czemu służy warsztat Scorsese. Czy zgadzamy się z tym, co pokazuje reżyser – tu muszę podkreślić – pokazuje, nie uczy – dodaje Artur Cichmiński. Zdaniem dziennikarza nie trzeba takiego filmu, by znaleźć metodę i sposób, by pójść podobną drogą co Belfort. Wszelkie zarzuty „namawiania do złego” są nietrafione.

W dodatku Belfort grany przez Leonardo DiCaprio szybko zaskarbia sympatię widza. Przedstawia barwną i szokującą historię, która absolutnie nie ma nic wspólnego z kinem Disneyowskim. Nie jest to pierwsze spotkanie na planie DiCaprio i Scorsese. Kto oglądał „Wyspę tajemnic”, „Infiltrację”, „Aviatora”, czy „Gangi Nowego Jorku”, może sobie tylko wyobrażać, co ta dwójka stworzyła tym razem. – Pokłóciłem się o ten film z przyjaciółką – mówi Artur Cichmiński, dodając przy tym, że interpretując najnowszą produkcję spod ręki Scorsese, warto rozgraniczyć dwie rzeczy. – Usłyszałem opinię, że ten film to kicz. Nie zgadzam się, ten film tylko pokazuje kiczowate życie – zaznacza dziennikarz. W tym wydaniu to majstersztyk stworzony przez 71-letniego reżysera. – Starsi twórcy często spuszczają z tonu, Martin Scorsese tego nie robi. Nie spodziewałem się rewelacji, idąc na film wyreżyserowany przez niemłodego twórcę, który zjadł zęby na kinie. Okazało się, że nie miałem racji – to „Chłopcy z ferajny” w świecie finansjery. I to powtarzam od początku – podkreśla dziennikarz.

Scorsese prezentuje własne zdanie, swoje spojrzenie na świat i na ludzi, doskonale odnajdując się w nowej fali kina. – Kupuję ten film. Może dlatego, że potrafię złapać do niego dystans – dodaje Artur Cichmiński. A że z łapaniem dystansu bywa różnie, nie każdego bawić będą niewybredne żarty, wyśmiewanie systemu, czy choćby scena w więzieniu przypominającym kurort, gdzie bohater w stroju sportowym gra w tenisa na korcie. – Chciałbym mieć takiego kumpla. Może nawet sam chciałbym przeżyć coś takiego. Nie wstydzę się tego – komentuje Artur Cichmiński. – Scorsese obnaża hipokryzję, mówiąc do widzów – wiem, że to was kręci, ale się do tego nie przyznacie – dodaje dziennikarz.

„Wilk z Wall Street” to jedna z najlepszych ról Leonardo DiCaprio, który ostatnio także zaistniał w roli milionera. „Wielki Gatsby” to jednak zupełnie inna historia. – Jordan Belfort w jego wykonaniu to odważny, bezczelny, przeuroczy facet, który nie jest z natury zły. Nie buduje potęgi na trupach innych, raczej wykorzystuje naiwniaków. DiCaprio dojrzał aktorsko i dojrzał jako mężczyzna do tej roli. Stworzył postać, prezentując przy tym całe spektrum emocji, słabości, doświadczeń. To brawurowa kreacja – ocenia Cichmiński. Na ekranie dzielnie partnerują mu Jonah Hill („Moneyball”, „To już jest koniec”, „Supersamiec”) i piękna Australijka – Margot Robbie, o której męska część widowni na pewno szybko nie zapomni.

O „Wilku z Wall Street” i innych filmach, które warto obejrzeć w 2014 roku Artur Cichmiński opowie podczas piątkowej audycji „Magazyn bardzo filmowy” w Programie I Polskiego Radia, ok. godz. 20.20.

Fot. Materiały promocyjne.

Na zdj. Artur Cichmiński (fot. Wojciech Otłowski).
Na zdj. Artur Cichmiński (fot. Wojciech Otłowski).

Artur Cichmiński, ur. 1972 w Suwałkach. Dziennikarz newsowy, felietonista, komentator wydarzeń branżowych. Przeprowadzał wywiady z kluczowymi postaciami rodzimej sceny oraz ekranu, w tym między innymi z: Robertem Więckiewiczem, Maciejem i Jerzym Stuhrem, Andrzejem Sewerynem, Marcinem Dorocińskim, Markiem Kondratem, Andrzejem Chyrą, Tomaszem Kotem czy Wojciechem Pszoniakiem, a także Agnieszką Grochowską, Sonią Bohosiewicz, Stanisławą Celińską, Magdaleną Cielecką, Joanną Kulig i wieloma innymi. Poza tym wywiadu udzielali mu tacy twórcy polskiego kina jak: Agnieszka Holland, Andrzej Wajda, Wojciech Marczewski, Juliusz Machulski, Janusz Majewski, a także Patryk Vega, Wojciech Smarzowski czy Janusz Morgenstern oraz wielu, wielu innych.

Oprócz poszukiwania i redagowania newsów dotyczących rodzimej branży filmowej, rozmów z jej przedstawicielami, zajmuje się również realizacją reportaży z planów filmowych, uroczystych premier oraz festiwali filmowych. Wśród ostatnio odwiedzonych planów była chociażby „1920. Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana, „Róża” oraz „7 dni” Wojciecha Smarzowskiego, „Lęk wysokości” Bartka Konopki czy „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć” Patryka Vegi, a także „W ciemności” Agnieszki Holland.

Jako ekspert i komentator zapraszany jest do stacji telewizyjnych: Superstacja, Polsat, TVP Info, TVP Kultura. Krytyk w magazynie Qadrans Qltury. Również gość specjalny w studiach: radiowej Trójki, radiowej Czwórki czy radia Roxy Fm i Tok Fm. Oprócz portalu Stopklatka.pl publikował również w takich magazynach, jak Cinema, Machina, ale też Activist oraz Hiro.

Dodaj komentarz