Co robi „Żubr w Naturze”? Wywiad z Karolem Zubrzyckim

Karol Zubrzycki


arol Zubrzycki jest suwalczaninem, który mieszka obecnie w Gdańsku. Na przełomie 2013 i 2014 roku odbył dwumiesięczną podróż po kilku krajach Azji. Pieszo i autostopem pokonał ponad 10 tys. km. Taką wyprawę poleca każdemu, kto chciałby popracować nad swoim charakterem i przekonać się, że realizacja marzeń jest łatwiejsza niż można sądzić.

21 lipca Karol Zubrzycki rozpoczyna bieg charytatywny z Gdańska do Suwałk. O szczegółach wyprawy można przeczytać w wywiadzie oraz na stronie: zubrwnaturze.weebly.com

Z Karolem Zubrzyckim rozmawiała Iwona Danilewicz.

Pochodzisz z Suwałk, ale obecnie mieszkasz w Gdańsku. Wyjechałeś na studia, jak znakomita większość młodych suwalczan. Jaką drogę pokonałeś od rozpoczęcia studiów do samotnego wyjazdu do Azji?

Karol Zubrzycki: Skończyłem w Suwałkach V LO w ZST, już nieistniejące. Kierunek studiów wybrałem na podstawie tego, co robiłem wcześniej. Ruch zawsze był mi bliski, trenowałem brazylijską sztukę walki – Capoeira. Po konsultacji z kilkoma znajomymi zdecydowałem, że chcę rozszerzać moje zainteresowania. Wybrałem AWF w Gdańsku. Złożyłem tam dokumenty i zostałem przyjęty.

Wszystko inne potoczyło się samo. W trakcie studiów zmieniły się moje zainteresowania. Przestałem trenować, zacząłem udzielać się w szeroko pojętej rekreacji oraz zwiedzać Europę. Odbywałem krótkie podróże, korzystając z nadarzających się możliwości. Pierwszym dłuższym wyjazdem był wyjazd do Kanady. W okolicach Toronto, w pobliżu wodospadu Niagara spędziłem miesiąc. Nie zwiedziłem Kanady, bo jest to kraj dość drogi dla Polaków, co więcej, tuż przed wjazdem okradziono mnie – straciłem paszport i musiałem przebukować bilety, a to kosztuje. Mój budżet ucierpiał na tym, więc musiałem gospodarować oszczędnościami skromnie. Ale to skromne podróżowanie bardzo mi się spodobało.

DCIM100GOPROOd Kanady do Azji daleka droga. Nie tylko w sensie geograficznym. Skąd pomysł, by odwiedzić Tajlandię, Laos, dawną Birmę?

Taka podróż była moim marzeniem z dzieciństwa, gdy oglądałem programy przyrodnicze z egzotycznymi wodami, dżunglą. Okazja nadarzyła się rok temu, przeżyłem wtedy przełom w życiu. Stwierdziłem, że nie chcę tylko marzyć, chcę spełniać swoje marzenia, a w swoim 25-letnim życiu nie przeżyłem niczego interesującego.

Jak długo trwała podróż?

Dwa miesiące. Można powiedzieć, że decyzję o wyjeździe podjąłem z dnia na dzień. Kupiłem bilety. Kolejne 6 tygodni spędziłem na przygotowaniach. Wszystkich postawiłem przed faktem dokonanym.

Jak przygotowywałeś się do wyjazdu?

Najtrudniejszym zadaniem było pakowanie. Zdecydowałem się zabrać ze sobą bagaż podręczny. Ważący 7 kg plecak miał mi wystarczyć na kolejne 2 miesiące. Świetnie dałem sobie radę, teraz sądzę, że mogłem zabrać jeszcze mniej rzeczy. Pomyślałem też do dobrym ubezpieczeniu. To jest podstawa. W tych krajach nie ma sprawnie działającej służby publicznej, nie mogłem liczyć, że ktoś mi pomoże w razie wypadku. Zaszczepiłem się też przeciwko żółtaczce i wirusowemu zapaleniu wątroby. Hmm, czy coś jeszcze…

A trasa podróży – jak ją wytyczyłeś?

Nie do końca ją wytyczyłem. Zawsze chciałem odwiedzić Tajlandię, przy okazji stwierdziłem, że zajrzę też do Birmy, Laosu, Malezji oraz Singapuru. Kraje niby bliskie, ale odmienne kulturowo. Starałem się unikać atrakcji turystycznych i metropolii. Wolałem podróżować autostopem, spotykając zwykłych ludzi, odwiedzając wsie. Chciałem przekonać się „od środka”, jak wygląda tam codzienne życie.

Masz jakieś niezwykłe wspomnienia z odwiedzonych miejsc?

Byłem w podróży 62 dni i każdy dzień był dla mnie niezwykły, każdy traktowałem jak przygodę. Prowadziłem dziennik podróży. Zapisałem wtedy 90 stron. To dużo jak na mnie, ponieważ zwykle nie piszę.

Co zamierzasz zrobić z tym materiałem?

Na razie nie wiem. To głównie pojedyncze kartki, ponumerowane, ale znajdujące się teraz w totalnym chaosie. Może upublicznię to, co spisałem.

DCIM100GOPROCo zwróciło Twoją uwagę w czasie podróży po Azji?

Ludzie, których spotkałem na swojej drodze, są skromniejsi, mniej potrzebują od życia. Ci, z którymi rozmawiałem, byli bardzo otwarci. Zapytani o to, dlaczego nie starają się poprawić swojej sytuacji odpowiadali, że gdyby więcej zarabiali, mieliby więcej kłopotów, musieliby myśleć o pieniądzach. Mają niewiele, wyłączając mieszkańców wielkich miast, ale są szczęśliwi, gościnni.

Nie mogli też zrozumieć takiego pojęcia jak autostop. W którymś momencie przestałem tłumaczyć, co ono oznacza, ponieważ na każdym kroku spotykałem się z reakcjami, że skoro biały turysta jeździ na gapę, musi być bardzo biedny, więc należy mu pomóc.

Tym razem dla nich było to zbyt egzotyczne.

Tak. Widząc mnie podróżującego autostopem, zapraszali mnie do domów, częstowali obiadem, dawali to, co najlepsze, czyli swoje towarzystwo. Z niektórymi napotkanymi osobami utrzymuję kontakt do dziś. Cieszę się, że poznałem tych ludzi.

Nie miałeś obaw przed wyjazdem? Byłeś tam zupełnie sam.

Trochę miałem, ale były to obawy spowodowane tym, że robię coś zupełnie nowego. Relaksowała mnie myśl, że nie jestem od nikogo zależny, nie musiałem z nikim konsultować kierunku podróży i swoich planów.

DCIM100GOPROCo zmieniła ta podróż w Twoim życiu?

Dzięki niej zyskałem dystans do siebie, do innych i do samego życia. Jestem bardziej otwarty, wiem, że stać mnie na dużo więcej, niż dotychczas sądziłem. Staram się nakłaniać innych do tego, by myśleli pozytywnie, nie narzekali, widzieli dobre strony.

Podróż o działaniu terapeutycznym… Każdemu poleciłbyś taki wyjazd?

Każdemu, ale kobietom nie polecałbym autostopu. Nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. Ja miałem dużo szczęścia, ale niektórych podróżników, z którymi rozmawiałem, spotykały problemy. Ja miałem tylko przygody.

A czy o którejś z tych przygód możesz powiedzieć, że była groźna?

To zależy, co dla kogo wydaje się groźne. Podczas podróży po Birmie zatrzymało mnie wojsko. Żołnierze byli pijani, zarządzili kontrolę dla rozrywki. Nie byłem wtedy świadomy, co birmańskie wojsko robi z ludźmi. W tamtej chwili nie czułem stresu, dopiero potem dotarło do mnie, co mogło się wydarzyć.

DCIM100GOPROO czym warto pomyśleć, planując podróż niskobudżetową? Ile pieniędzy potrzeba na taki wyjazd?

Wszystko zależy od tego, jaki mamy na siebie pomysł. Niektórzy wyruszają autostopem, nie mając żadnych oszczędności, pracują dorywczo na żywność i dalszą podróż. To jest jednak trochę czasochłonne rozwiązanie. Moja podróż kosztowała tyle, co normalne życie w Gdańsku. Zakładałem, że będzie to 5-6 tys. zł, wyszło prawie 7 tysięcy. W krajach, które odwiedziłem, porządny obiad można zjeść już za 3-4 zł, w motelu można przenocować za 20 zł. Choć w moim przypadku z noclegami bywało różnie. Czasami musiałem nocować „na dziko”. Raz spędziłem noc w dżungli, było to najgorsze, najbardziej przerażające, a zarazem najmocniejsze z moich przeżyć, spałem też na budowie i na egzotycznej plaży, podczas tropikalnej burzy.

DCIM100GOPROJak długo prowadzisz swój blog – Żubr w Naturze?

Prawie rok, od kiedy postawiłem na samorealizację. Robię dużo rzeczy, pływam kajakiem, biegam, również na orientację i brakowało mi miejsca, by spisywać, to, co się dzieje. Początkowo blog miał być tylko dla mnie, ale okazało się, że liczba jego czytelników cały czas rośnie. Moje losy śledzi do 500 osób dziennie. To dla mnie naprawdę dużo.

W planach masz kolejne projekty – podróż za granicę i nazwijmy to – projekt lokalny. Opowiedz, proszę, o kolejnych przedsięwzięciach.

W lipcu przebiegnę trasę z Gdańska do Suwałk.

To jesteś też ultramaratończykiem?

Nie do końca. Chciałem kiedyś przejść symbolicznie tę trasę z plecakiem i namiotem, ale po wyjeździe do Azji stwierdziłem, że to będzie zbyt proste. Skoro i tak biegam, uznałem że bieg będzie lepszy. Gdy wróciłem w styczniu do Polski, zacząłem przygotowywać się do realizacji tego planu. Nie będzie to taki bieg dla samego biegania, chcę nadać tej akcji wymiar charytatywny, pomagając dziecku moich przyjaciół, które jest wcześniakiem z porażeniem mózgowym i zespołem Westa. Chciałbym zebrać pieniądze na leczenie i rehabilitacje, oraz pokazać, że takie dziecko też może być szczęśliwe

Zubr_w_Naturze_0002Jak długo będzie biegł?

Nigdy nie przebiegłem zwykłego maratonu, czyli 42 km na raz. Jestem jednak w stanie przebiec 50-60 kilometrów w ciągu dnia. Z moich wyliczeń wynika, że pokonanie trasy z Gdańska do Suwałk zajmie mi tydzień.

Spotkałeś kiedyś Piotra Kuryło?

Nie znamy się osobiście, ale rozmawiałem z nim wielokrotnie. Mam z nim kontakt od czasu, gdy usłyszałem w radiu wywiad z nim. Właśnie wtedy wpadłem na pomysł, że przebiegnę z Gdańska do Suwałk. Przyznaję, wzoruję się na nim, jest moim idolem.

Może go odwiedzisz?

Planuję. Mam masę pytań do niego. Mieszka pod Augustowem, więc raptem 30 km od Suwałk.

Zubr_w_Naturze_0004A drugi wyjazd?

W lutym 2015 roku wyruszę do Indii. Z 5 osobami przez 3 miesiące będę zwiedzał ten kraj. Wiem, że 30-letniego Volkswagena Transportera czeka tam sporo problemów. Są tam kiepskie drogi, a my zamierzamy objechać całe Indie. W mojej głowie pojawiają się same czarne scenariusze i na samą myśl o czekających tam wyzwaniach się cieszę.

Wróćmy na chwilę do Twojego bloga. Znalazłam na nim „listę marzeń”, z kilkoma punktami zrealizowanymi i wieloma wpisami na przyszłość. Wśród tych zrealizowanych znalazłam punkt: zjedzenia robaków w różnej postaci. Jak, gdzie, po co?

Azjaci jedzą robaki jak my chipsy, popcorn, czy paluszki. Na targach można kupić tam chrząszcze, larwy, świerszcze, karaczany.

Pyszności, mniam…

Lubię nowe rzeczy, chciałem więc spróbować też robaków. W Tajlandii trafiłem na wieczorny bazar. Tak jak u nas na stoisku z żelkami, tam znalazłem bogaty wybór robaków. Nie mogłem zdecydować się, które wybrać, więc sprzedawczyni zapakowała mi wszystkie rodzaje po trochu. Robaki same w sobie są bez smaku, do takiej przekąski pasowałby jakiś sos.

Skoro już jesteśmy przy kuchni, to kuchnia jakiego kraju najbardziej Ci smakowała?

W Malezji mieszka wielu Hindusów i to właśnie na punkcie ich dań oszalałem. Nie mogłem doczekać się kolejnego posiłku. Poznałem wtedy wiele nowych smaków.

Zubr_w_Naturze_0005Wyjazd do Indii jest więc spełnieniem marzeń.

O tak. Zawiodłem się za to na kuchni tajskiej, tak u nas rozreklamowanej. Spodziewałem się czegoś więcej. Pozytywnie zaskoczyła mnie kuchnia birmańska. W lokalnych knajpach, do których nie zaglądają turyści, nie ma menu. Można wybrać kilka rodzajów mięsa, do tego ryż i kilka półmisków warzyw i sosów. Ale mimo pewnej jednorodności, to właśnie w Birmie poznałem nowe smaki, nie wiedziałem nawet, że takie smaki w ogóle istnieją. Uważam, że ta kuchnia jest niesamowita, tania, ale niektórym może nie smakować, bo jest też specyficzna.

Czy prócz kuchni, to właśnie Birma zrobiła na Tobie szczególne wrażenie?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. W każdym kraju znalazłem coś innego. Birma jest ciekawym krajem, jest tu wiele do poznania. Byłem tam za krótko. To, co zauważyłem, to ogromny problem społeczny. W kraju bardzo długo toczyła się wojna domowa, wciąż trudno tam podróżować, ale nie znaczy to, że nie jest to możliwe. Wojskowi czasem przetrzymują turytów, sprawdzając kilkakrotnie paszporty. Część kraju jest demokratyczna, a część wojskowa, przy czym podział nie jest jasny. Wskazana jest tam ostrożność.

Zubr_w_Naturze_0003Co byś poradził początkującemu podróżnikowi? Czy jest jakiś kierunek, od którego mógłby zacząć zwiedzanie świata?

Przede wszystkim – nie blokować się, nie powtarzać sobie: nie dam rady, uwierzyć w siebie. To na początek. Nie można bać się nieznanego, podejście asekuracyjne nie jest dobrym rozwiązaniem. Wyjście poza bezpieczną strefę opłaca się. W moim przypadku okazało się, że najbardziej pouczające było radzenie sobie z prostymi problemami, jak jedzenie, nocleg, transport, kontakty bez znajomości języka. Uważam, że w Polakach jest za dużo przerażenia i skromności. Jesteśmy zdolnym narodem, damy sobie radę w większości sytuacji.

A co do kierunku, to wszystko zależy od preferencji. Ja polecam Laos z pięknymi widokami i otwartymi, przyjaznymi ludźmi. Miałem spędzić tam tydzień, zostałem na trzy tygodnie.

Dziękuję za rozmowę. Powodzenia!

Opowieści o wyprawie do Azji suwalczanie mogli posłuchać 8 czerwca w restauracji „Open Suwalszczyzna”.

Dodaj komentarz