Radny musi być trochę jak superbohater. Rozmowa z Wojciechem Pająkiem, kandydatem do Rady Miejskiej w Suwałkach

Na zdj. Wojciech Pająk (archiwum prywatne).

Kampania trwa, a wraz z nią „plakatowe wojny” na słupach ogłoszeniowych. Nad główną ulicą miasta pojawiły się ogromne banery. Kandydaci zaczynają być coraz bardziej widoczni. Jeden z nich korzysta nawet z pomocy superbohatera…

Z Wojciechem Pająkiem, kandydatem do Rady Miejskiej (okręg 3, pozycja 9) rozmawiała: Agata Włodarczyk

Wywiad sponsorowany. Materiał sfinansowany przez KWW „Z Renkiewiczem dla Suwałk”.

Jakie cechy ma superbohater?

Wojciech Pająk: Superbohater, taki w amerykańskim stylu, musi oczywiście mieć nadprzyrodzone zdolności – jakiś talent, musi ten talent wykorzystywać dla dobra ludzi; no i musi być też rozpoznawalny. To takie trzy cechy superbohatera.

A Człowiek Pająk taki jest?

Tak, Spiderman ma te wszystkie cechy – pokolenia Amerykanów wychowały się na historiach o Człowieku Pająku. Mnie Spiderman zainspirował podczas mojej ostatniej podróży do Stanów, kiedy wybierając prezent dla dzieci spędziłem cztery godziny w sklepie z zabawkami. Kogo tam spotkałem? Było tam oczywiście kilkoro dzieci, ale spotkałem też dorosłych, którzy z rozrzewnieniem patrzyli na bohaterów swojego dzieciństwa. I to jest właśnie to. Poprzez Spidermana można prowadzić dialog i z młodzieżą i z dorosłymi.

A co cię łączy z Człowiekiem Pająkiem?

Jakieś odległe pokrewieństwo, być może Spiderman to mój daleki kuzyn? (śmiech). Dlatego postanowiłem, choćby w sferze fantazji, zaprosić go do Suwałk.

Skąd pomysł, by Człowiek Pająk stał się twarzą twojej kampanii?

Twarz kampanii to dobre słowo… bo przecież jego twarz jest schowana. Tak jak każdy superbohater, Spiderman ukrywa swoją tożsamość. To się dzieje po to, by każdy mógł się z tym superbohaterem utożsamić. Człowiek Pająk jest takim przykładem do naśladowania. A pomysł, by „zaprosić” Spidermana do Suwałk? Nie ukrywam, że moje nazwisko miało tu duże znaczenie.

Fot. Archiwum prywatne.
Fot. Archiwum prywatne.

Czy myślisz, że taki sposób prowadzenie kampanii zostanie dobrze przyjęty w Suwałkach? Czy mieszkańcy naszego miasta są gotowi na przyjęcie superbohatera?

Wydaje mi się, że większość ludzi, którzy spotykają Spidermana, a więc spotykają się też z tą akcją, wiedzą, że jest to rodzaj żartu, ale jednocześnie sposób, by powiedzieć coś ważnego o wyborach samorządowych – że wybory to taki czas poszukiwania superbohaterów, a jednocześnie czas przyglądania się potrzebom lokalnej społeczności. Radni tak naprawdę przez cztery lata dokładnie tym się zajmują – nasłuchują, dowiadują się, jakie są potrzeby mieszkańców. Najczęściej mówią o palących sprawach, na przykład o tym, co się dzieje w szpitalu i instytucjach podległych miastu. W pewnym sensie kontrolują działanie urzędu miasta i prezydenta, zgłaszając interpelacje. Może na pierwszy rzut oka nie wygląda to na „superbohaterstwo”, ale na pewno wymaga czujności.

A jak mieszkańcy Suwałk reagują, gdy na ich drodze pojawia się Spiderman?

Akcja rozkręca się dopiero od tygodnia. Spiderman, który pojawił się na ulicach Suwałk, jednych odstraszał, bo na przykład spieszyli się do pracy, czy mieli coś innego do roboty, inni – głównie młodzież, bardzo chętnie robili sobie zdjęcia ze Spidermanem. Te zdjęcia pojawiły się potem na stronie internetowej, bo wystarczy je odpowiednio podpisać: #spidermandarede i one są widoczne w wielu miejscach w Internecie. Akcja będzie trwała aż do wyborów. Jej głównym celem jest zachęcenie młodych ludzi do dyskutowania o mieście i udziału w debatach, które będą się toczyły w Suwałkach.

No właśnie, poprzez stronę spidermandarade komunikujesz młodzieży, że ich głos się liczy nawet wtedy, gdy nie mają jeszcze prawa do głosowania.

Tak, nawet jeśli ktoś nie skończył jeszcze 18 lat, powinien pójść na debatę, lub obejrzeć ją w telewizji, posłuchać w radiu i sprawdzić, co każdy z kandydatów ma do powiedzenia, czy kandydaci dostrzegają jego potrzeby w mieście. Bo nawet niepełnoletni mieszkańcy miasta mają pełne prawo do korzystania z tego, co miasto im oferuje: w takich miejscach jak ich szkoła, ich podwórko, skateparki; sposób działania SOK-u, czy aquaparku.

A mają realny wpływ?

Ich głos ma szczególny wpływ w czasie kampanii, kiedy składane są obietnice, kiedy ustalany jest sposób działania na kolejne cztery lata – te obietnice mogą i są modyfikowane. W tym roku, równolegle z kampanią wyborczą, trwa projektowanie budżetu obywatelskiego, dyskusji na co wydamy wspólne pieniądze.

Fot. Archiwum prywatne.
Fot. Archiwum prywatne.

Czy Suwałki potrzebują superbohatera?

Cała siła superbohatera polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się stanie jutro, gdzie taki superbohater będzie potrzebny. Nagle może okazać się, że Spiderman będzie się musiał pojawić w którejś z suwalskich szkół, bo dzieje się tam coś złego… W ostatni weekend Spidermana widziano na Kaczym Dołku. Pojawił się tam nie tylko po to, by spotkać się z dzieciakami, ale również w związku z bezdomnymi, którzy tam spali. Na szczęście ktoś go ubiegł i zadzwonił pod numer 112. Przyjechała Straż Miejska i zabrała bezdomnych w bezpieczne, ciepłe miejsce. W ten sposób ktoś okazał się superbohaterem, ratując ludzkie życie. Trzeba pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy noce stały się naprawdę zimne, że alkohol plus mróz oznacza śmierć. Często przypominamy sobie o tym dopiero, gdy jest za późno. W tym wypadku na szczęście ktoś wykręcił numer. Czasami tylko tyle trzeba.

Czyli Spiderman namawia też suwalczan do bycia superbohaterami na co dzień?

Tak, i do tego samego będą namawiać radni przez kolejne cztery lata. Radny, który nie ma kontaktu z mieszkańcami, nie słucha ich – jest bezradny.

A czy radni po wyborach nadal będę chcieli słuchać swoich wyborców?

Tak, mam nadzieję, że tak. Natomiast wyborcy powinni też tego pilnować. Wiadomo, że najłatwiej wyrazić swoje żale w gronie rodzinnym na przykład – przy obiedzie, czy wśród przyjaciół . Ale nie o to chodzi… To nie przynosi korzyści, nie prowadzi do zmiany. Dlatego radni muszą mieć kontakt z mieszkańcami miasta. I w komitecie prezydenta Renkiewicza, z ramienia którego staruję w wyborach, jest już plan wyjścia radnych do mieszkańców. Chcemy organizować spotkania radnych z suwalczanami w poszczególnych okręgach, na przykład na Kaczym Dołku. Tak, by nie tylko mieszkańcy chcący zgłosić swoje potrzeby czy pomysły musieli przyjeżdżać z Północy do Ratusza, ale aby radni wychodzili do mieszkańców.

W ten sposób płynnie przeszliśmy do Twojego programu wyborczego. Dlaczego Komitet Wyborczy „Z Renkiewiczem dla Suwałk”?

W tym programie są takie punkty, na których bardzo mi zależy. Mamy sporo wspólnych tematów. Dotyczy to zwłaszcza polityki społecznej, streetworkingu, pracy z młodzieżą czy tworzenia czegoś, co nazywamy „pogodnymi miejscami”. Chcemy, aby miejsca takie jak Kaczy Dołek powstawały też w innych częściach naszego miasta. Wierzę, że z taką intencją pan prezydent mnie zaprosił do swojego komitetu – aby uzgadniać z mieszkańcami i pilotować wątki społeczne w mieście.

Pajak_stronaPrawica, lewica, centrum?

W samorządzie taki podział nie ma dużego znaczenia. Światopoglądowo bliżej mi do prawicy, ale podział widoczny w dużych miastach polegający na tym, że ruchy społeczne, inicjatywy obywatelskie związane są z lewicą, traci na wyrazistości tym bardziej, im bardziej się od miast oddalamy. Na wsiach tego podziału w ogóle nie widać. Organizacje pozarządowe czy Ochotnicze Straże Pożarne nie są zorientowane lewicowo czy prawicowo.

Rozmownie, kreatywnie, rodzinnie. To hasła twojej kampanii. Brzmi bardzo dobrze. Ale porozmawiajmy o konkretach… Zacznijmy od wspomnianych wyżej organizacji pozarządowych. Co masz na myśli, mówiąc, że porażka jest OK?

Zdaję sobie sprawę, że działania NGO-sów w Suwałkach to trudny kawałek chleba, zwłaszcza organizacje, które rozpoczynają swoje działanie napotykają trudności formalne i organizacyjne. Po to, by je wspierać w tym początkowym, najtrudniejszym momencie, powstało w Suwałkach Centrum Trójki. Uważam, że aby ułatwić im start, należy jeszcze uprościć obowiązujące procedury. Co w praktyce oznacza niestwarzanie dodatkowych wymagań formalnych do tych, które już istnieją w ministerstwach. Pomagać znaczy nie utrudniać. Często to wystarczy. A do tego – pozwolić na porażkę. Pozwolić na realizację projektów, które mogą wydawać się zbyt odważne na Suwałki. To, co często „nie przystoi” instytucjom miejskim, powinno być wypróbowywane właśnie w działaniach NGO-sów. I dlatego, że organizacje pozarządowe często podejmują się bardzo poważnych działań, nie powinno się od nich wymagać stuprocentowego osiągnięcia zakładanych rezultatów – używając terminologii projektowej. Nawet jeśli się coś się nie uda, to może sama lekcja, jaką organizacja wyciągnęła z sytuacji porażki – jest ważnym owocem dotacji. W czasie realizacji projektu ktoś musiał wydrukować ulotki, ktoś inny – dogadać się ze społecznością lokalną, namówić młodzież do udziału w jakichś działaniach. To dla tej organizacji jest najważniejsze. To właśnie w ten sposób buduje się kapitał wiedzy tych organizacji i kapitał społeczny. Aktywność jest wartością samą w sobie. Wartością, która przyniesie owoce w przyszłości – przekładając się nawet na frekwencję wyborczą.

A jak w praktyce – odnosząc się do kolejnego punktu z twojego programu – wyobrażasz sobie usuwanie barier w prowadzeniu własnego biznesu? Przecież jako radny nie zmniejszysz podatków…

Komitet „Z Renkiewiczem dla Suwałk” ma w swoim programie niepodwyższanie podatku, na który ma wpływ, czyli podatku od nieruchomości. To jest podatek ustalany przez samorząd, inne – takie jak np. podatek dochodowy, PIT, CIT, itp. – ustalane są centralnie. Podstawowa zasada we wspieraniu lokalnego biznesu brzmi: nie przeszkadzać. Istnieje w Suwałkach coś, co nazywa się: Strategia Rozwoju Przedsiębiorczości, która zawiera wiele pomysłów na wspieranie przedsiębiorczości do roku 2020. Strategię pilotuje wiceprezydent Łukasz Kurzyna.

A czy uważasz, że dokument ten jest zrozumiały dla każdego mieszkańca Suwałk? Zapis o języku dokumentów również znajduje się w twoim programie.

Komunikowanie się z mieszkańcami językiem dla nich zrozumiałym nie dotyczy tylko Strategii, ale wielu innych dokumentów urzędowych. Moim zdaniem powinno się je przekładać na rodzaj obrazków, prostych, zrozumiałych dla wszystkich komunikatów – jak najmniej urzędowego języka. Ostatnio modne wśród samorządów stało się tworzenie infografik. Na przykład w Gdańsku powstała infografika, która pokazuje, ile kosztuje położenie metra asfaltu, czy miesięczne utrzymanie jednej lampy ulicznej. Pokazuje konkretne elementy budżetu w obrazkach, uświadamia mieszkańcom, że każda inwestycja to wydatek i pokazuje skalę. Gdyby to była tabelka, nikt by do tego nie zajrzał. Jeśli zostanę radnym, to taką infografikę na pewno przygotuję. Jeśli dostanę się do Rady Miasta, nie wyobrażam sobie milczenia. Na pewno będę prowadził bloga, na którym znajdą się również infografiki. Lubię pisać i przekładać język dokumentów na prostszy. Bardzo zależy mi na takim pokazaniu budżetu, by mieszkańcy dokładnie widzieli, skąd samorząd posiada pieniądze i na co je wydaje. Zwłaszcza teraz, w czasie kampanii pojawi się mnóstwo zarzutów, że taka a taka inwestycja jest „do bani”. A prawda jest taka, że biuletyn BIP-u jest bardzo nieprzyjazny dla użytkownika, większość czytających miałoby problem nawet ze znalezieniem konkretnej informacji. Zadaniem władz samorządu jest przekazywanie informacji w sposób czytelny dla każdego. Jeśli to wspólnota ma rządzić się sama – a samorząd jest właśnie wspólnotą, musi dokładnie wiedzieć, czym rządzi, co to jest budżet i jakie ma składniki. Tak jak w domu muszę wiedzieć, ile zarabiam, żeby wiedzieć, ile mogę wydać.

Przejdźmy do kolejnego hasła z twojego programu wyborczego. „Rodzinnie” – co się pod nim kryje?

Prywatnie rodzina jest tym, co mnie najbardziej w życiu cieszy. Szerzej – uważam, że Suwałki mają potencjał, żeby przyciągać rodziny z dziećmi.

To dlatego wróciłeś do Suwałk?

Nie, wróciłem jeszcze zanim założyłem rodzinę. Męczyło mnie duże miasto, męczył mnie Wrocław, w którym przepracowałem już parę lat. I tak, na którychś wakacjach, kiedy przyjechałem na Suwalszczyznę na rower, pomyślałem, że gdybym miał tu pracę, to chętnie bym wrócił. Następnego dnia byłem już umówiony na spotkanie w ROKiS-ie. I to była moja pierwsza praca w Suwałkach. Taki piękny powrót do domu po długiej podróży.

Mówisz, że Suwałki to miasto przyjazne życiu rodzinnemu, miejsce, gdzie można się rozwijać. Co masz na myśli?

Wystarczy spojrzeć na rodzinny grafik przywożenia i odwożenia dzieci do szkół i przedszkoli w dużych miastach. Sam mam trójkę dzieci, ale nie dziwi mnie, że w dużych aglomeracjach ludzie decydują się najwyżej na jedno dziecko, jeśli samo przywożenie i odwożenie dzieci trwa dwie godziny, a jeszcze trzeba dojechać do pracy… Dziecko widzi się tylko rano i zanim pójdzie spać.

A co z rozwojem, dostępem do edukacji i kultury. W większych miastach poziom edukacji nie jest wyższy?

Każdy ma swoją motywację do mieszkania w danym miejscu. Jeśli jednak mam porównać dostęp do edukacji w Suwałkach i dużych miastach, to nie widzę dużej różnicy. My naprawdę mamy dobre szkoły! Mamy „olimpijczyków”, młodzież, która kończy tutaj podstawówki i gimnazja, idzie do liceów i wygrywa olimpiady. Wiem, że w prestiżowej dziesiątce najlepszych szkół w kraju mieszczą się szkoły z wielkich miast, ale jest to efekt skali. Nasi wybitni uczniowie uczą się w suwalskich szkołach ponadgimnazjalnych, nie mamy specjalnego Batorego, a i tak mamy wyniki.

Jeśli chodzi o dostęp do kultury, byłem sceptycznie nastawiony do inwestycji w budowę Suwalskiego Ośrodka Kultury, ale potem – zostałem jego klientem i to zadowolonym klientem. Nie mam nic do zarzucenia ofercie SOK-u, każdy tam znajdzie coś dla siebie, a jeśli do tej pory nie znalazł, znaczy, że nie szukał.

FBPajakMożesz skomentować zarzut naruszenia dyscypliny finansowej w SOK-u?

To, co mnie najbardziej uderza w tej całej sprawie, to szafowanie kontrolą jako hasłem, kiedy jest to rutynowa czynność. Mam dużo zaufania do tego, jak prowadzona jest polityka finansowa SOK-u, ale równocześnie wierzę w dobre intencje urzędników i kiedy nagle radny Gorlo „wymachuje” kontrolą, jest to raczej próba skłócenia dwóch komitetów, niż wynik dbania o dobro ośrodka i mieszkańców Suwałk.

Czy kultura powinna na siebie zarabiać?

Nie – nauczyłem się tego w pracy w ROKiS-ie. Oczywiści, są imprezy komercyjne, które mają przynieść dochód, ale są też działania, które same z siebie nie przynoszą zysku, bo są elementem edukacji kulturalnej. I takie inwestycje przyniosą zysk w przyszłości, kiedy ci wyedukowani będą pracować w biznesach kreatywnych, będą grafikami czy projektantami. Nie da się tego zysku łatwo ocenić, że np. za rok zysk wyniesie 5 procent od sprzedanych biletów. To nie tak.

Przejdźmy do kolejnego pytania o twój program. Jak stworzyć przestrzeń przyjazną dla osób niepełnosprawnych i rodzin z małymi dziećmi?

Mam tu na myśli takie projektowanie przestrzeni miejskiej, żeby wszędzie można było dojechać z wózkiem inwalidzkim lub wózkiem, w którym siedzi dziecko. Moim zdaniem inne projektowanie przestrzeni miejskiej jest po prostu wykluczające. Jeśli pytasz, czy mam na myśli coś więcej, niż tylko obniżenie krawężników, odpowiedź brzmi: tak. Oczywiście, chodzi również o takie rozwiązania, jak podjazdy, windy, odpowiednie klatki schodowe, ale jestem przekonany, że nowe projekty przestrzeni publicznych przede wszystkim powinny uwzględniać ich przyszłe funkcje. Mówiąc przykładami. Na ulicy Kowalskiego mamy nową fontannę, jest tam też plac zabaw, cukiernia, pizzeria, szkoła. To miejsce spełnia więc kilka funkcji, można tam usiąść, niedaleko – coś zjeść, pobawić się. Teoretycy od przestrzeni publicznej mówią, że aby takie publiczne miejsce było przyjazne i włączające, musi spełniać 10 takich funkcji. Kilka spełnia, ale pytanie brzmi, jak mieszkańcy chcą tam spędzać czas. Czy chcą na przykład czytać książki, siedząc na ławce, czy jest to niemożliwe ze względu na hałasy dochodzące z pobliskiej ulicy, jeśli nie – co chcieliby robić innego? Chodzi o to, by razem z mieszkańcami wypracować wygodne dla nich miejsce, a nie jakiś pomysł, który ktoś narysował, miasto zbudowało, a teraz wy się bawcie… Wiadomo, że w Suwałkach nie mamy zwyczaju konsultacji społecznych i będzie to powolny proces, kiedy będzie się to wypracowywało. Jednak konsultacje to mój konik i wiem, że w ratuszu jest jeszcze kilka osób zainteresowanych tym tematem. Jeśli zostanę radnym, na pewno zajmę się organizacją konsultacji społecznych. Nieważne, gdzie się one odbędą – w ratuszu, w okręgach, czy w Centrum Trójki.

Jak wypracować w mieszkańcach potrzebę konsultacji społecznych?

Przede wszystkim trzeba ich zapewnić, że ich głos ma znaczenie, że takie konsultacje to nie strata czasu.

A ma znaczenie?

Dla mnie ma. Uważam, że taki wspólnie powstający pomysł jest nie tylko lepszy, ale ma już swojego klienta. Gdyby myśleć o miejscu, jako produkcie do sprzedania, to takie wspólnie stworzone miejsce – jest już kupione.

A realnie, miasto na to pójdzie?

Na pewno każdy projekt będzie konsultowany pod względem technicznym, wykonalności z inżynierami, z ludźmi, którzy będą się potem zajmować realizacją takiego projektu. Natomiast to właśnie teraz jest czas na rozpoczęcie dialogu społeczników i inżynierów, żeby się nie gryźć, ale zrozumieć wzajemne potrzeby i motywacje.

Jak wspierać rodziców z małymi dziećmi na rynku pracy?

To świetne pytanie… Jak obserwuję relacje prezydenta miasta z przedsiębiorcami, to te relacje wydają się coraz lepsze, przedsiębiorcy liczą się z głosem prezydenta. I to jest jedna płaszczyzna do zachęcania przedsiębiorców do dobrego traktowania pracujących rodziców, matek powracających na rynek pracy i w ogóle traktowania życia rodzinnego jako ważnego etapu w życiu każdego pracownika. Wiadomo, że wiążą się z tym urlopy macierzyńskie, choroby dzieci, na które trzeba dać zwolnienie, ale wiadomo też, że pracownik mający na utrzymaniu dzieci, jest bardziej odpowiedzialny i tak łatwo nie odejdzie z pracy, bo właśnie ma rodzinę na utrzymaniu. Wiadomo też, że czasy się zmieniają, kultura rodzicielska też się zmienia i nie zawsze z mniejszymi dziećmi zostają w domu tylko mamy, które kulturowo wtłoczone są w tę rolę, wszystko odbywa się bardziej na zasadzie negocjacji. Często rodzina podejmuje decyzję, że to mama wraca do pracy, a w domu zostaje tata. To też trzeba uszanować, żeby móc mówić o równouprawnieniu na rynku pracy.

Gdzie w najbliższym czasie, na terenie Suwałk, można będzie spotkać Spidermana?

To niespodzianka. Spiderman będzie się pojawiał w różnych miejscach miasta i namawiał do wzięcia udziału w wyborach i w samej akacji – do sfotografowania się z Człowiekiem Pająkiem i wrzucenia zdjęcia na FB czy Instagram. Można z nim też porozmawiać poprzez platformę ask.fm – do czego serdecznie zachęcam.

Dziękuję za rozmowę.

Wojciech Pająk w mediach społecznościowych:

wojciechpajak.org/category/program

www.facebook.com/WojciechPajakSuwalki

ask.fm/WojciechPajak

5 KOMENTARZE

  1. Zmiany w mieście i regionie dobre dla III sektora są efektem działania głównie stowarzyszenia Pryzmat i szeregu organizacji zrzeszonych w Suwalskiej Federacji Organizacji Pozarządowych RAZEM. Na pewno ten pan i jego stowarzyszenie w tych ostatnich zmianach nie uczestniczyło. Co można uznać niestety za szkodę, ale jak się czyta te jego narzekanie nieoparte na faktach to lepiej niech się W.P. jednak może nie udziela LUB się dowie jak wygląda działalność społeczna aktualnie w praktyce. Ostatnimi czasy III sektor się świetnie rozwija i konsultacje także. Bez udziału tego pana, więc nie ma potrzeby by się Pan Wojtek angażował.

  2. Świetny program, śmiały. Życzę dla Wojciecha, by udało się go wdrożyć. Co do konsultacji to zgodzę się z przedmówcą, że wiele się już odbywało. Uważam, że zainteresowanie ogólne jest jeszcze średnie. Trochę już III sektor wywalczył i osiągnął; szkoda tylko, że mało organizacji się tym interesuje. Na pewno takim motorem napędowym jest niedawno powstała Federacja Organizacji Pozarządowych.

  3. Mówi Pan, że konsultacje społeczne w Suwałkach nie istnieją i gdy Pana wybiorą na radnego, to Pan będzie takie konsultacje organizował i promował. Jak wynika z KRS jest Pan prezesem stowarzyszenia pastwisko.org. Pytanie – w ilu konsultacjach społecznych przeprowadzanych przez Prezydenta a skierowanych do organizacji pozarządowych w sprawach ważnych dla tego miasta uczestniczyło czynnie Pana stowarzyszenie lub też Pan sam? Jak wynika z informacji po konsultacjach zamieszczonych ba http://www.konsultacje.suwalki.eu, nigdzie nie pojawia się pańskie stowarzyszenie, czyli nie brało w ogóle w nich żadnego udziału. W przeciwieństwie do innych organizacji, dzięki którym dokonano wielu pożytecznych zmian w tym mieście. Skoro do tej pory nie był Pan zainteresowany zgłaszaniem swoich uwag czy propozycji, to po co Pan teraz w wywiadzie opowiada jakie to dla Pana ważne jest pytanie mieszkańców o zdanie? Po co to gołosłowie?

  4. Konsultacje społeczne istnieją od lat, a od roku są bardzo rozbudowane i szeroko prowadzone w tym mieście. Wystarczy zaglądnąć na dokumenty z konsultacji, jakie były prowadzone przez aktywne suwalskie organizacje pozarządowe – o których to jak wskazuje kandydat ma rzekomo wielką wiedzę a które to realnie od roku szeroko uczestniczą w formułowaniu nowych planów i dokumentów. Niestety jak czytam ten wywiad to kandydat tego nawet nie wie, nie wykazuje wiedzy i powtarza wytarte slogany. Tymczasem zmiany w budżecie obywatelskim, strategii rozwoju miasta, powołanie rady seniorów, dopłaty do niepublicznych żłobków, zmiany w programach współpracy itd. – są wymiernym efektem konsultacji i udziału III sektora…W których to konsultacjach te jego stowarzyszenie ani razu nie uczestniczyło. Czy dieta dla tego Pana spowoduje, że będzie coś robić?….Czyli realizm a bajki wyborcze..

Dodaj komentarz