W połowie października ub. r. wydawało się, że będzie to najgorszy sezon Ślepska Suwałki w I lidze siatkówki mężczyzn. Ba, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że zespół czeka dramatyczna walka o utrzymanie, no bo przecież w czterech pierwszych kolejkach zdobył… jeden punkt.
Autor: Wojciech Otłowski
Przedsięwzięto nerwowy – jak się wydawało – plan naprawczy. Do Ślepska wrócił rozgrywający Łukasz Makowski, z kolei kadrę trenerską wspomógł Dima Skorij. Zespół nie od razu „zaskoczył”, jednakże jak już do tego doszło, to od 8 listopada do wczoraj przegrał tylko… dwa spotkania! W tym jedno w Pucharze Polski, po niezwykle zaciekłym pojedynku z plusligowym Cuprum Lubin. Dwie serie ligowych wygranych (odpowiednio dziesięcio- i siedmiomeczowe – przedzielone przegraną w Spale) wywindowały Ślepsk prawie na szczyt ligowej tabeli. Prawie, bo do swoistego ukoronowania zabrakło zwycięstwa we wczorajszym meczu z Wartą Zawiercie. Suwalczanie przystąpili do pojedynku na poły w rezerwowym składzie. Przegrana 1:3 oznacza zajęcie drugiego miejsca w sezonie zasadniczym.
Niebawem nastąpią Play-offy. W pierwszej rundzie suwalczanie zagrają z wymarzonym (cóż, nie marzyła się z kolei podróż do Szczecina) Pekpolem Ostrołęka. Oczywiście staną do tej rywalizacji w roli faworyta. Musimy jednak zaznaczyć, iż w przypadku Ślepska nawet wygranie Play-offów nie będzie absolutnie równoznaczne z awansem do Plus Ligi. Po prostu Suwałki ani pod względem finansowym, ani – infrastrukturalnym, nie są w stanie sprostać rygorystycznym wymaganiom licencyjnym najwyższej klasy rozgrywkowej.
Fot. Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl










