#PANdaRADE: Czarna Hańcza rzeką roku. I co dalej?

Czarna Hańcza, fot. Klub Gaja
Czarna Hańcza, fot. Klub Gaja, Tomek Pikuła.

#pandarade – rozpoczynamy nowy cykl na portalu „Niebywałe Suwałki” – felietonów, myśli luźnych, komentarzy dotyczących rozmaitych tematów, kwestii aktualnych, wymagających uwagi. Autor tekstów pozostanie anonimowy, ale na pytania i uwagi chętnie odpowie za naszym pośrednictwem: redakcja@niebywalesuwalki.pl

Chaotyczna kampania

Przyznam szczerze, że parę dni przed końcem głosowania straciłem wiarę w zwycięstwo. Przewaga Wisły-Bydgoszcz urosła do blisko 400 głosów. Ale wydarzył się cud. Choć może „cud” to niewłaściwe słowo, bo na zwycięstwo Czarnej Hańczy mocno pracowało wiele osób i środowisk. Wielka mobilizacja miała miejsce szczególnie w tych paru ostatnich dniach, a nawet godzinach głosowania. Na fejsbukowych tablicach liczne „przypominajki”. Paru moich znajomych wysyłało nawet prywatne wiadomości, prosząc o głosy.

A jednak, choć samo zwycięstwo cieszy, trudno jest oprzeć się wrażeniu, że kampania na rzecz głosowania na Czarną Hańczę przebiegała chaotycznie. Zabrakło spójnej wizji, pomysłu na reklamę całego przedsięwzięcia. A przecież aż prosiło się o zorganizowanie kampanii przez władze lokalne i o zaangażowanie w nią na przykład lokalnych fotografików i filmowców. Z całą pewnością zgodziliby się pomóc pro bono. Przecież faktycznie to zrobili — że wspomnę świetną robotę Huberta Stojanowskiego czy klip promocyjny autorstwa 3FILM.

Jeszcze bardziej zabrakło mi zaangażowania lokalnej społeczności. A przecież mieszkańcy Suwalszczyzny doskonale wiedzą, że mieszkają w naprawdę magicznej krainie. Kto z nas nie bywa w Smolnikach, na Górze Cisowej czy nad Wigrami? Kto z nas choć raz nie płynął kajakiem wodami Czarnej Hańczy?

Inicjatywa znana jako „Czarna Hańcza challenge” potwierdza, że mamy na Suwalszczyźnie zaangażowaną społeczność, która chętnie włącza się w akcje promujące nasz malowniczy region. Szkoda, że zabrakło spójnego pomysłu na wykorzystanie tego ogromnego potencjału. A pogoda we wrześniu aż prosiła się o wykorzystanie (a’propos, jaki jest rekordowy spływ kajakowy, mierzony liczbą kajaków?).

Co dalej?

– A co my z tego mamy? — zapytał mnie znajomy, gdy dowiedział się, że Czarna Hańcza wygrała konkurs na rzekę roku. Doskonałe pytanie. Na czym polega nagroda? Promocja regionu? Prestiż? Powód do dumy dla mieszkańców Suwalszczyzny? Skoro brakuje konkretnych profitów, o sukcesie nie ma mowy — można by pomyśleć — bo sam tytuł niewiele znaczy. Ale przecież może znaczyć, nieprawdaż?

Raz do roku rozgrywane są piłkarskie rozgrywki o tytuł najlepszego klubowego zespołu świata. Każdy kontynent ma swego reprezentanta. Zwykle zwycięża przedstawiciel Europy albo Ameryki Południowej. Same rozgrywki nie cieszę się zbytnim prestiżem, ale zwycięzca przez cały rok może „paradować” z emblematem klubowej drużyny globu na koszulce, a to coś naprawdę wielkiego. Bycie numer jeden to nie tylko powód do dumy dla kibiców, ale także coś, czym chętnie pochwalą się sponsorzy klubu.

Zmierzam do tego, że mamy tytuł rzeki roku. Ale najważniejsza rozgrywka dopiero się rozpoczyna. Możemy albo „przypiąć herb numeru jeden na koszulkę naszego klubu”, albo nie robić nic — tylko że w tej drugiej sytuacji tytuł rzeki roku stanie się niczym.

Co dalej? — oto jest pytanie

Byłoby dobrze, gdyby tę kwestię na poważnie rozważono w gabinetach lokalnych władz. Wystarczy naprawdę dobry pomysł, bo z całą pewnością nie brakuje ludzi, którzy byliby w stanie przekuć ów pomysł w sukces Suwałk i całego regionu. Mamy świetne ekipy Wigierskiego Parku Narodowego oraz Suwalskiego Parku Krajobrazowego — oni robią naprawdę wspaniałą robotę (niestety, czasami wysiłki przechodzą bez echa). Mamy lokalne i regionalne organizacje turystyczne. A skoro o nich mowa.

Jednym z tegorocznych laureatów Włóczni Jaćwingów została pani Elżbieta Niedziejko z Suwalskiej Izby Rolniczo-Turystycznej. To jedna z osób, które rozumieją, jak bardzo potrzebna jest szeroko zakrojona współpraca władz lokalnych całego regionu. Potencjał turystyczny Suwalszczyzny jest przeogromny. A rozwinięta turystyka to idealne warunki dla rozwoju aktywnej agroturystyki czy ekologicznego rolnictwa. Problemem jest brak jednej marki, która kojarzyłaby się nawet mieszkańcom przeciwległych krańców Polski z wieloma atrakcjami.

Jaką marką jest Suwalszczyzna? — to znakomite pytanie. Czy obecnie jest marką na miarę posiadanego potencjału?

Czarna Hańcza rzeką roku — być może trafił się nam wielki diament. Diament, który wymaga oszlifowania, by stać się pięknym brylantem cieszącym nasze oczy i budzącym zazdrość innych ludzi.

Czarna Hańcza przepływa przez niemal całą Suwalszczyznę. Czy istnieje lepszy „czynnik łączący” Suwalski Park Krajobrazowy, Suwałki, Wigierski Park Narodowy oraz Puszczę Augustowską? Może właśnie tędy droga? Może warto postawić na „krwiobieg” całego regionu? Może już czas, by przypiąć „emblemat rzeki roku” do „koszulki” naszego zespołu — Suwalszczyzny?

Dodaj komentarz