#PANdaRADE: Gdy duzi chłopcy bawią się pluszakami, czyli na co miejskim spółkom maskotki?

Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo.

#PANdaRADE – cykl anonimowych felietonów publikowanych na portalu „Niebywałe Suwałki”. W tej odsłonie autor pochyla się nad pluszową zarazą, która dopadła miejskie spółki.

PEC, czyli Pomysł Epicko Celny?

Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej (PEC) w Suwałkach będzie miało swoją maskotkę. GigaJulek, czyli „giga dżulek”, choć jego nazwa brzmi prawie jak „giga żulek”, z tanim alkoholem nie ma nic wspólnego. To sympatyczny płomyczek (patrz Radio 5). Czy PEC, jak „nazwa wskazuje” wykazał się pomysłem epicko celnym? Czy może raczej kolejna spółka miejska strzela sobie w stopę? (Zamieszanie wokół PGK wciąż trwa. O strzale w stopę w wykonaniu miejskich decydentów od komunikacji pisałem TUTAJ).

Okazuje się, że PEC to nie jedyna miejska spółka, która ma własną maskotkę. Pierwsza to Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (PWiK) w Suwałkach. Muszę jednak przyznać, że o Hydrofrożce PWiK (patrz Radio 5) dowiedziałem się dopiero przy okazji Giga Żulka… pardon… GigaJulka. To znamienne, swoją drogą. Bo nasuwa się pytanie, po co miejskim spółkom maskotki, o których mało kto słyszał. Jaki marketingowy pomysł stoi za pluszakami dla dorosłych ludzi? A może tym pomysłem jest po prostu bezsens?

Szanowni decydenci, aby działanie marketingowe było skuteczne, samo stworzenie maskotki nie wystarczy. Albo jest częścią spójnej strategii marketingowej i wynikającej z niej strategii komunikacji, albo nie jest. Czyli albo od początku ma czemuś służyć, albo jest co najwyżej sztuką dla sztuki. Niestety, w przypadku suwalskich spółek nawet sztuką dla sztuki nie jest, bo i GigaJulek i Hydrofrożka swoim wyglądem nie powalają na kolana.

Ale kto bogatemu zabroni marnować pieniądze? Nawet duzi chłopcy lubią kupować zabawki: ekskluzywne zegarki, sportowe samochody, wypasione jachty. Ale czy bawią się pluszowymi zabawkami? Że już nie wspomnę o kwestii relacji miejskie spółki – podatnicy. Czy aby na pewno godzi się marnowanie pieniędzy na cokolwiek, nie tylko maskotki?

Miś Uśmich daje przykład?

Miś Uśmich
Miś UśMich i zimą, i latem uczestniczy w miejskich wydarzeniach (fot. arch. NS).

Zastanawiam się, czy źródłem problemu nie jest przypadkiem maskotka marki „Pogodne Suwałki” – Miś UśMich. Być może osoby zarządzające miejskimi spółkami uznały, że skoro miasto ma własną maskotkę, to każdy powinien?

Sytuacje są zgoła różne. Przynajmniej w teorii. Miasto, budując własną markę, przynajmniej w teorii prowadzi komunikację z jej odbiorcami, zarówno obecnymi, jak i potencjalnymi. Przyznaję, w teorii maskotka marki „Pogodne Suwałki” ma sens. Gorzej z wykonaniem. Marnowany jest wielki potencjał. No chyba, że rzeczywistym celem władz nie było stworzenie skutecznego i fajnego dla odbiorcy (szczególnie spoza miasta) narzędzia komunikacji swojej marki, a pozorowanie działań, czyli pokazanie mieszkańcom, że władza coś robi. Do wygrania kolejnych wyborów wystarczy.

Verba docent, exempla trahunt – mawiali antyczni Rzymianie – „Słowa uczą, przykłady pociągają”.

Problem w tym, że pociągają WSZYSTKIE przykłady, także te złe. Nie wiem, czy pomysłodawcy maskotek z PWiK i PEC podążali ścieżką władz miasta, tworząc „wyszukaną” nazwę, ale z całą pewnością wspólnym mianownikiem dla wszystkich trzech maskotek jest fatalna nazwa. Niby te nazwy coś mówią, ale co tak naprawdę? Jakie skojarzenie budzą po „pierwszym usłyszeniu”?

Jeszcze bardziej martwi mnie to, że nie istnieje żaden spójny pomysł na marketingową komunikację. Maskotki PWiK (czy ona w ogóle jeszcze żyje?) i PEC, jak w przypadku Misia UśMicha. Problem w tym, że Miś UśMich ma większy potencjał, bo wystarczy, że pokręci się to tu, to tam. Choć z drugiej strony może lepiej nie mieć potencjału niż go marnować?

Milczenie naprawdę bywa złotem

Podobno lepiej jest milczeć, uchodząc za głupca, niż odezwawszy się, rozwiać wszelkie wątpliwości. Przy czym chodzi nie o samo zamknięcie ust, ale w ogóle o zaniechanie działań poza – ujmijmy to – oczekiwanymi i spodziewanymi.

Kto nic nie robi, nie grzeszy – mawiają. I choć to nie do końca prawda, bo przeczą temu lenistwo i zaniechanie, to są one problemem mniejszego kalibru niż niejeden „debilizm” w dobrej wierze. Nie da się zagasić pożaru benzyną. Szkoda tylko, że decydenci każdego szczebla w Polsce starają się obalić tę oczywistość.

Na zakończenie mam apel do Was, Szanowni Decydenci.

Proszę, nie idźcie tą drogą! Unikajcie wizerunkowych „wtop”, nie podejmujcie się takich inwestycji jak pogodny termometr, któremu za chwilę skończy się skala – nadal wisi na słońcu, a najlepiej do samorządowych wyborów nie róbcie niczego. Na pewno jakieś rozpoczęte inwestycje zostaną zakończone przed wyborami, więc uda się przeciąć wstęgę, notując wizerunkowy sukces. Wyborcy będą zadowoleni.

A jeśli lubią Państwo bawić się zabawkami, to zalecam prywatny zakup pluszowych maskotek, najlepiej przez Internet, żeby przypadkiem ktoś tego nie zobaczył. Oby do wyborów. A potem hulaj dusza, piekła nie ma, czyli za hajs podatnika baluj.

Dodaj komentarz