#PANdaRADE: Przeminęło z wiatrem, czyli co z tymi wiatrakami?

#PANdaRADE – cykl anonimowych felietonów publikowanych na portalu „Niebywałe Suwałki”. W tym tekście autor roztrząsa eko-inwestycje, które miały przynieść duże pieniądze i liczne miejsca pracy na Suwalszczyźnie.

Wszelkie uwagi można zgłaszać na adres: redakcja@niebywalesuwalki.pl, przekażemy autorowi.

Wiatraki są passé?

70% farm wiatrowych w Polsce przyniosło straty – informuje portal WysokieNapięcie.pl (TUTAJ http://wysokienapiecie.pl/oze/2337-70-farm-wiatrowych-przyniosla-straty). W 2016 roku straty właścicieli wiatraków wyniosły blisko 3 mld złotych. A zanosi się na to, że będzie jeszcze gorzej. Ceny tzw. zielonych certyfikatów spadają, zmienia się też struktura produkcji energii w Polsce (więcej tutaj: http://wysokienapiecie.pl/oze/2307-w-2017-wiecej-pradu-z-wegla-mniej-z-oze). Czyżby wiatrakowe Eldorado przeminęło z nomen omen wiatrem?

Oczywiście to w dużej, a nawet w przeważającej mierze polityka. I ta polska, i ta europejska (wymagania Unii Europejskie względem państw członkowskich, jeśli chodzi o procentowy udział odnawialnych źródeł energii (OZE) w całościowej produkcji). Nowy rząd – nowa strategia energetyczna dla państwa.

Przed paroma laty witaliśmy wiatraki z dużymi nadziejami. Pewnie, że było sporo obaw. To naturalne, gdy człowiek „wypływa na nieznane wody”. Ale przecież obiecywano nam kokosy, gruszki na wierzbie i śliwki na sośnie. Rzeczywistość – jak to zwykle bywa – okazała się zupełnie inna.

Pamiętasz głośną sprawę sprzed paru lat, gdy gmina Suwałki musiała zwrócić aż 6,4 mln zł firmie RWE (właściciel Parku Wiatrowego Suwałki)? To ogrom pieniędzy dla wiejskiej gminy, której roczny dochód wynosił ok. 24 mln zł (więcej o tej sprawie TUTAJ http://www.niebywalesuwalki.pl/2012/01/gmina-zwrocila-rwe-64-mln-zlotych/).

Raport Najwyższej Izby Kontroli „Lokalizacja i budowa lądowych farm wiatrowych” wykazał, że przy realizacji inwestycji były różne nieprawidłowości, np. nie brano pod uwagę dobra wspólnoty lokalnej. (Ale to chyba w Polsce standard, że nikt nie słucha obywateli. Znamy to w Suwałkach doskonale. Nasi włodarze nawet wprost przyznają, że branie pod uwagę woli mieszkańców to dla nich innowacja. Może mentalnie wciąż tkwią w czasach gospodarki centralnie sterowanej?).

Ale to dopiero początek. Wiatraki stały się problemem dla mieszkańców. Być może porównanie do kredytów we frankach jest nie do końca trafne, ale takie właśnie nasuwa mi się skojarzenie. Ludzie zaufali rzekomym fachowcom. To naturalne, prawda? Kiedy idziemy do mechanika samochodowego, mamy prawo oczekiwać, że jest rzetelnym i uczciwym fachowcem. Podobnie rzecz się ma z każdą inną profesją. Niestety, banki okazały się albo słabymi fachowcami, albo nieuczciwymi ludźmi. Szkoda tylko, że koszty ponoszą zwykli obywatele.

Problem z wiatrakami widzi mi się podobnie. Ludziom sprzedano produkt, który miał być „och!” i „ach!”. Dopiero po fakcie okazało się, że zapomniano poinformować ludzi o konsekwencjach „małym drukiem”. Jakich? Na przykład o infradźwiękach. W dokumencie białostockiej delegatury NIK z 2013 roku czytamy: „Na zlecenie NIK24, w październiku 2013 r., Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przeprowadził m.in. w miejscowości Taciewo gm. Suwałki badanie (w porze nocnej) poziomu hałasu wytwarzanego przez turbiny Zespołu Elektrowni Wiatrowych „Taciewo”. Wykonane pomiary (przy średniej prędkości wiatru w okresie pomiarowym 7,0 m/s – 9,3 m/s) nie wykazały przekroczeń wartości dopuszczalnych norm hałasu określonych w powołanym rozporządzeniu w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku. Podlaski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska nie prowadził natomiast badań poziomu infradźwięków, migotania cienia ani oddziaływania turbin na roślinność i świat zwierząt, ponieważ jak zauważył, brak jest metodyki tego typu badań oraz wartości wskaźników dopuszczalnych w polskim prawie. Zaznaczył, iż nie badano wpływu pola magnetycznego na środowisko i zdrowie ludzi, gdyż z opracowanej dokumentacji oddziaływania na środowisko nie wynikało występowanie szkodliwości w tym zakresie oraz nie było to uwzględnione w decyzjach związanych z budową i użytkowaniem elektrowni, szczególnie w decyzjach środowiskowych.”
(źródło: https://www.nik.gov.pl/kontrole/wyniki-kontroli-nik/pobierz,lbi~p_13_189_201403141108181394795298~id1~01,typ,kj.pdf; UWAGA! Plik do pobrania, a nie do przeglądania w przeglądarce)

Ciekawe, nieprawdaż? A jeszcze ciekawiej jest w innym fragmencie tego samego dokumentu: „Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Suwałkach poinformował NIK25, że „na chwilę obecną kontrola elektrowni wiatrowych nie leży w kompetencji Inspekcji Sanitarnej i brak jest podstaw do takich działań”. Wskazał, że PPIS wydaje – stosownie do wymogów ustaw – opinie w sprawach związanych z oddziaływaniem planowanego przedsięwzięcia na środowisko. Zaznaczył, że w żadnym raporcie nie wskazano na możliwość
przekroczenia hałasu, a Państwowa Inspekcja Sanitarna, jest organem administracji, a nie instytutem naukowo-badawczym i nie może być uznawana jako biegły przy wydawaniu jednoznacznych opinii o zagrożeniu dla zdrowia lub życia ludzi. Dodał, że kwestia infradźwięków nie jest unormowana żadnymi przepisami.” Skoro kwestia infradźwięków nie jest unormowana, to hulaj dusza, prawda?

Suwalszczyzna z wiatrakami, czyli co my z tego mamy?

Pamiętasz sceny z filmów czy książek, gdy przybysze ze Starego Świata docierają do nowego lądu? Podobno szklane paciorki robiły furorę. Kiedyś śmieszyło mnie to. Za młodu nie potrafiłem pojąć, jak można było oddać np. kość słoniową za garść „badziewia” (szczególnie, że trzeba było zabić to piękne i ogromne zwierzę). Ale czy my przypadkiem nie uczyniliśmy tego samego?

Kojarzysz edukacyjny Power Box – dar dla Suwalszczyzny od RWE? „Zestaw doświadczalny Power Box to ciekawa forma nauki przez eksperyment, która może być wykorzystana podczas zajęć przyrodniczych, matematycznych, technicznych. Jak podkreśliła Anna Dziama, zastępca kierownika ds. edukacji w Centrum Nauki Kopernik – Power Box można potraktować jako nowy program edukacyjny w Suwałkach, stworzony na bazie wiedzy nauczycieli-edukatorów. Główną motywacją uczniów do nauki ma być w tym przypadku ciekawość.”
(http://www.niebywalesuwalki.pl/2013/10/edukacyjny-power-box-za-wiatraki/)

Firma RWE zrobiła genialny interes. Sprzedać ludziom ideę wiatrowego Eldorado za garść Power Boxów to wyczyn chyba nawet większy niż wciśnięcie niecywilizowanym ludom szklanych paciorków w zamian za coś naprawdę cennego. Dlaczego? Ponieważ niecywilizowany lud był, no właśnie, niecywilizowany. Wiódł proste życie w harmonii z naturą. Co innego współczesny człowiek – rzekomo taki mądry i światły. A jednak dał się zrobić jak dziecko.

MY daliśmy się zrobić jak dzieci.

Bo co Suwalszczyzna zyskała na wiatrowym interesie? Poważnie pytam. CO? Obawiam się, że największy dar, który otrzymała nasza magiczna kraina, to bezpowrotnie zeszpecony krajobraz. Dar, którego nie powstydziliby się Grecy pod Troją. Nie sądzę, by w RWE pracował potomek mitycznego Odyseusza, ale – jak mawiają – los sprzyja gotowości umysłu, a gotowy umysł poparcie Ateny, bogini mądrości, ma w pakiecie.

Za PRL-u było bardzo blisko otwarcia kopalni, która z całą pewnością zmieniłaby nie do poznania krajobraz Suwalszczyzny (krajobraz rozumiany jako system, a więc nie tylko wygląd, ale też np. obieg wód powierzchniowych i podziemnych, pokrywę glebową czy szatę roślinną). Tak naprawdę nie wiemy, jaki byłby wpływ takiej kopalni na środowisko. Znając życie, znowu okazałoby się, że jesteśmy głupi po szkodzie.

Na szczęście, bo krajobraz Suwalszczyzny jest naprawdę unikalny. Szkoda, że już nie tak niezwykły, jak w erze bez wiatraków.

Żeby przynajmniej ten wiatrowy złoty biznes przyniósł naszemu regionowi realne korzyści. Niestety wygląda na to, że całe złoto przeminęło z wiatrem. Choć zaryzykowałbym twierdzenie, że nie tyle przeminęło, ile popłynęło – na Zachód. Bo w przyrodzie nic nie ginie. Przemieszcza się, zmienia stan, ale nie ginie. To truizm, ale naprawdę warto podążać tropem pieniądza.

Dodaj komentarz