Tak właśnie bywa z wszystkimi dobrymi rzeczami: szybko się kończą… „Chwilę” temu odsłaniana była szesnasta tablica na ulicy Chłodnej, witaliśmy na scenie w hali Suwałki Arena pierwszy zespół, a tu już osiemnasta edycja suwalskiego bluesowiska przeszła do historii. Sobota upływała bardzo szybko, bo koncerty były emocjonujące, elektryzujące, pełne energii, ewokujące gorące reakcje publiczności.

© 2025 Wojciech Otłowskiki
Największe gwiazdy wystąpiły na scenach głównych, a pierwszym akordem sobotniego popołudnia był koncert młodego zdolnego Brytyjczyka. Toby Lee zachwycał odbiorców i znawców już dekadę temu, a przecież ma raptem… dwadzieścia lat! Nazywany przyszłością bluesa artysta jest znakomitym gitarzystą i świetnym wokalistą. Śpiewa lekko, barwnie, intrygująco. Jego dokonania docenił sam Joe Bonamassa (wystąpił podczas drugiej edycji SBF), a jest to wiele znacząca rekomendacja.

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski
Następny koncert to ciekawy patent, który od paru lat sprawdza się jako jeden z najbardziej intrygujących projektów sceny bluesowej. W ramach Blues Caravan 2025 trójka wykonawców łączy swe siły, by po solowych prezentacjach zagrać wspólny set. Owe trio stanowili: Serbka Katarina Pejak oraz Amerykanie – Katie Henry i Eric Johanson. Grano własne utwory oraz covery, goście prezentowali się pojedynczo i wspólnie. Ze sceny płynęły dźwięki, które publiczność przyjmowała z entuzjazmem.

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski
Był w sobotę także polski akcent – i to na wielką skalę. Przestrzeń przy scenie w parku nie pomieściła fanów Kultu. Stali też na chodnikach, trawnikach, niemal wypełnili cały dostępny teren. Nic dziwnego – Kult to – nomen omen – zespół kultowy. W wykonaniu Kazika Staszewskiego i jego grupy zabrzmiały znane doskonale kawałki, zatem śpiewano razem z wokalistą „Celinę”, „Ręce do góry”, „Królową życia”, „Wódkę”, „Idę prosto”, „Arahję”, „Do Ani”, „Lewe lewe loff”, „Brooklińską radę Żydów”, „Madryt”, „Gdy nie ma dzieci”, „Hej, czy nie wiecie” czy też „Polskę”.

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski
Kazik śpiewał piosenki autorstwa swojego taty, na scenie pojawił się także jego syn, zatem można powiedzieć, że zrobiło się bardzo rodzinnie – również wśród publiczności, bo przekrój wiekowy odbiorców tego koncertu był wyjątkowo szeroki i wspólnie doskonale bawiono się przy utworach znanych i lubianych.

© 2025 Wojciech Otłowski
Ostatnia gwiazda osiemnastej edycji SBF to Uriah Heep. Powstała w roku 1969 grupa jest legendą światowego hard-rocka, acz niektórzy „podpinają” twórczość formacji także pod rock progresywny. To pewnie ze względu na klimatyczne ballady, które (choćby „Lady in Black”) podczas sobotniego koncertu zabrzmiały nieco później. Najpierw zespół prezentował swoje ostrzejsze oblicze. A choć muzycy to nestorzy, energią mogliby dzielić się z innymi. Zwłaszcza wokalista Bernie Shaw, który wchodzi w skład w legendarnej grupie od prawie czterdziestu lat. Zresztą tak samo jak klawiszowiec Phil Lanzon. Z oryginalnego składu pozostał jeno gitarzysta Mick BoX, ale band wciąż brzmi imponująco.

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski

© 2025 Wojciech Otłowski
Żywioł na scenie i żywy odbiór publiczności – taki był finał koncertów na scenach głównych.
Zapowiadając ostatnią z gwiazd Jan Chojnacki zapewnił, że kolejna edycja już za rok. Zatem czekamy i odliczamy!
Fotografie w postaci pokazu slajdów: Wojciech Otłowski










