Andrzeja Stasiuka gra z czytelnikami (wideo)

1
376
#stasiuk
Na zdj. Andrzej Stasiuk na Targach Książki w Białymstoku.

Każde spotkanie autorskie to gra, handel prywatnymi opowieściami, obnażanie się. Tak twierdzi Andrzej Stasiuk. Pisarz, który pierwszą powieść wydał 21 lat, nadal czuje się nieswojo podczas spotkań z czytelnikami. – Przecież widać, że strzelam oczami po podłodze. Tłum mnie trochę onieśmiela. To są obcy ludzie – mówił w Białymstoku, podczas 4. Targów Książki.

Andrzej Stasiuk przyjechał do Białegostoku, by wraz z Dorotą Wodecką promować najnowszą książkę „Życie to jednak strata jest”. Ta książka to nie powieść. Ma raczej formę wywiadu – rzeki, choć ani Stasiuk, ani Wodecka nie planowali takiego finału. Tak po prostu wyszło.

O szczegóły powstania „Życia…” i znajomości między dziennikarką „Gazety Wyborczej” a pisarzem czytelnicy mogli dopytać sami – Dorota Wodecka niemal natychmiast po rozpoczęciu spotkania przekazała głos publiczności, tylko od czasu do czasu dodając coś od siebie. A pytań było sporo. Z racji, że Andrzej Stasiuk nie lubi udzielać wywiadów, ceni bardziej umiejętność i możliwość luźnej rozmowy, taką też formułę przybrało spotkanie.

Zaczęło się bynajmniej nie niewinnie, bo od pytania o fenomen popularności pisarza. Za gościa spotkania głos zabrała w odpowiedzi jedna z czytelniczek, która stwierdziła, że ten „po prostu dobrze pisze”. Andrzej Stasiuk nie stracił rezonu, wręcz rozbawiony odrzekł, że całkowicie podziela tę opinię, a do przepisu na sukces dodał od siebie jeszcze: szczęście, splot wielu okoliczności i przypadek.

Andrzej Stasiuk w trakcie spotkań z Dorotą Wodecką wpadł na pomysł nowej książki – samochodowo-drogowej. Ma to być opowieść o ojczyźnie widzianej zza okien auta. Ciekawe, jaka będzie to opowieść… Pisarz podróżuje samochodem, słuchając głośnej muzyki – dobrego, starego, amerykańskiego rocka, czasem muzyki barokowej, czasem folkowej. Na jego samochodowej playliście są też: Grechuta, Demarczyk, Kabaret Starszych Panów i Armia…

Okazało się, że sentyment do pewnych gatunków muzyki przekłada się też na sentyment w innych dziedzinach. Andrzej Stasiuk, który zwykle pracuje w swojej „szopie”, zbiera w niej także prezenty od czytelników. A co człowiek, to inna historia i inny upominek. Czasem ktoś bimber wręczy, ktoś inny kaczkę drewnianą z jabłkami przyniesie, jeszcze inny rybę drewnianą zrobi własnoręcznie. Niezwykła „zwykłość”. Tak jak i stado baranów, które zamiast kosiarki miało być używane na wsi Stasiuka.

Podczas spotkania autorskiego pisarz opowiadał także o ekranizacjach swoich książek, ale też o pracy codziennej, o zawodach, które kiedyś wykonywał i o tych, których nigdy wykonywać by nie mógł.

Pytania czytelników przerwał limit czasu spotkania. Kto chciałby wiedzieć więcej o pisarzu i jego świecie, musi poczekać do 8 maja. To oficjalna data premiery książki „Życie to jednak strata jest”.

– A dlaczego strata? – zapytała jedna z czytelniczek. – A co? Zysk? – odpowiedział pytaniem Andrzej Stasiuk.

Fragment książki „Życie to jednak strata jest”. Andrzej Stasiuk w rozmowach z Dorotą Wodecką:

(…) Czy dwadzieścia pięć lat życia w wolnej Polsce zmieniło pana definicję wolności?

No, ja właściwie nie wiem, jak to jest z tą wolnością. Każdy ma inną. Jeden – że sobie może największy telewizor kupić i mieć tysiąc kanałów, a drugi – że sobie tatuaże wszędzie zrobi i go do psychiatryka nie zamkną, co za komuny zapewne by się stało.

Ale to są wolności cząstkowe, swobody obywatelskie. Więc nie ma się co tak ekscytować wolnością, bo stać nas tylko na taką, na jaką nam pozwolą. Reszta to gadanina. Ludowi trzeba coś dać, to mu się daje ten telewizor i to, że się tatuować może, i się mówi, że to wolność, a wcześniej były kajdany.

Na pewno uczyniła nas głupszymi, bo dziś wszystko jest tak samo ważne jak nieważne. Może trzeba opresji, żebyśmy byli mądrzejsi? Wybieramy głupców, żeby nami rządzili, takich samych jak my, bo przy mądrych czujemy się nieswojo. Bo przy mądrych trzeba się starać, a my wolimy tych, przy których rozum i duch mogą spać. No, to też jest wolność, że niejako samych siebie możemy wybierać i sami sobą rządzić.

Z drugiej strony wolność zmusiła nas do ostrych działań. Ludzie walczą, by się utrzymać na powierzchni. Wolność innych ludzi, jakkolwiek na to patrzeć, robi nam przecież konkurencję. 

O to warto walczyć? O utrzymanie się na powierzchni?

Warto walczyć o to samo co zawsze. O siebie. Żeby się nie dać sformatować, że trzeba zwyciężać, zarabiać, kupować. Nie dać się przerobić na szczura, tylko znaleźć niszę i dzięki niej nie dać się wrobić w cały ten śmietnik, który sączy w nas popkultura, żeby przerabiać na konsumentów, na pożeraczy badziewia. Pawiańscy i papuzi jak zwykle jesteśmy. Nie braliśmy udziału w budowie tej postnowoczesnej rzeczywistości i zbieramy resztki z jej stołu. Machamy ogonem, kiedy możemy kupić nowego iPhone’a, jakby o to w tej wolności chodziło. Wzięliśmy z taniego supermarketu gotowe stroje oraz zachowania i małpujemy jakieś globalne plemiona z telewizji. Natychmiast weszliśmy w cudze buty. Nie my jedni. Trudno się z tego wydobyć. Całe to gadanie, że Zachód jest cywilizacją indywidualistów, to ściema. Odgrywamy parę ról, i tyle. Tracimy tożsamość. (…)

Fot. Niebywałe Suwałki

Andrzej Stasiuk w Białymstoku:

1 KOMENTARZ

  1. Spotkania autorskie ze Stasiukiem – mistrzostwo świata. Tak było zawsze. Jak nie przepadam za spotkaniami autorskimi…

Leave a Reply