Reklama

Piłkarski finał Pucharu Polski

Data:

- Reklama -

Cudowna przygoda suwalskich Wigier w Pucharze Polski miała swój smutny finał w Gdyni. Co prawda „biało-niebiescy” w pięknym stylu wygrali rewanżowe spotkanie z Arką, jednak zła postawa na własnym boisku sprawiła, że 2 maja na PGE Narodowym podopiecznych Dominika Nowaka nie oglądaliśmy. Ta historia ma jednak swój epilog – ostatecznie suwalczanie przegrali przecież ze zdobywcą Pucharu Polski.

Autor: Mats Rosłaniec

Spotkanie w Warszawie można by określić jako typowy mecz walki na boisku i święto przyjaźni gdyńsko-poznańskiej na trybunach. Arkowcy znaleźli się w finale po raz drugi w historii, ich przeciwnicy – Lech Poznań – po raz trzeci z rzędu. W poprzednich dwóch finałach Kolejorz musiał uznać wyższość Legii Warszawa, więc tegoroczna rywalizacja z Arką wydawała się być zdecydowanie łatwiejszym wyzwaniem i idealną szansą na przełamanie złej passy. Gdynianie z kolei wracali do finału Pucharu Polski po 38 latach przerwy. 9 maja 1979 w Lublinie „żółto-niebiescy” pokonali Wisłę Kraków 2:1, co było największym sukcesem w historii tego klubu.

Spotkanie rozpoczęło się od efektownego i bardzo głośnego pokazu fajerwerków i rac wniesionych na stadion przez kibiców z Gdyni. Na fajerwerki na boisku musieliśmy jednak sporo poczekać. Co prawda niemal przez cały mecz to Lech prowadził grę i zdecydowanie przeważał, jednak dobrze dysponowana była defensywa Arki, przede wszystkim w osobie Pāvelsa Šteinborsa, ale cała linia obrony zespołu znad Bałtyku spisywała się bardzo solidnie. A przede wszystkim szczęśliwie, gdy Lechici łapali się za głowy po słupkach i poprzeczkach. Groźni byli Jevtić i Robak, kompletnie niewidoczny Kownacki, zastąpiony w końcu przez Macieja Makuszewskiego. Piłkarze Arki nie mieli wielu argumentów pod bramką rywala, poza strzałem Trytki na początku meczu i próbą Warcholaka w drugiej połowie. Najlepszą okazję w regulaminowym czasie gry miał Radosław Majewski. Pomocnik Lecha, mając dużo czasu i miejsca, kilka metrów przed bramką rywala strzelił obok słupka, marnując wysiłek Makuszewskiego. Były zawodnik Wigier popisał się genialnym rajdem przez pół boiska i świetnie odnalazł w polu karnym nabiegającego Majewskiego. Była to 90. minuta i tak zmarnowana sytuacja musiała się na Kolejorzu zemścić.

I się zemściła na początku drugiej połowy dogrywki. W odstępie kilku minut Lecha ukąsiło dwóch rezerwowych – Rafał Siemaszko i Luka Zarandia. Filigranowy Siemaszko wygrał walkę o pozycję ze znacznie wyższym Lasse Nielsenem i strzałem głową pokonał nieporadnie interweniującego Buricia. Zarandia z kolei niemalże skopiował rajd Makuszewskiego. Niemalże, ponieważ Gruzin, zamiast szukać lepiej ustawionych partnerów, precyzyjnym strzałem podwyższył wynik. Lecha stać było jedynie na odpowiedź golem Łukasza Trałki, ale na więcej już im rywal nie pozwolił. Pogromcy suwalskich Wigier po 120 minutach walki oszaleli ze szczęścia.

„W ligowych meczach też czasem jesteśmy faworytem i potrafimy wygrywać te mecze, też jak są ważne, więc nie patrzyłbym na to, że graliśmy pod presją. Myślę, że nie graliśmy złego meczu, tylko nie byliśmy skuteczni. Oni tam stali gdzieś z tyłu i z tego mieliśmy wiele okazji. Tylko pod tą bramką nam czegoś brakowało. Szkoda trofeum, naprawdę chcieliśmy to wygrać, ale teraz wiemy, że pod koniec sezonu będzie bardzo ciężko. Będziemy walczyć o mistrzostwo, jeśli tak do tego podejdziemy, to na pewno zagramy w pucharach” — Darko Jevtić, pomocnik Lecha Poznań.

„Puchar miał być dla nas trampoliną do kolejnych meczów i nikt nie zakładał, że przegramy to spotkanie. Zobaczymy, jak to się ułoży w meczach ligowych. Na pewno przegrana w Pucharze nas nie podłamie, wciąż mamy szansę na zdobycie mistrzostwa, więc musimy jak najszybciej zresetować głowy i już myśleć o kolejnych spotkaniach” — Marcin Robak, napastnik Lecha Poznań.

„Cieszymy się niezmiernie, tym bardziej, że mamy ten drugi cel i mocno wierzymy, że ten mecz nam pomoże w jego osiągnięciu. O tym też myślimy. Bo potrzebujemy zwycięstwa. Wszyscy widzieli, jak ten mecz się rozwijał i jak wyglądał, ani nie byliśmy faworytem, ani nie prowadziliśmy mega-gry, ale los nam dzisiaj sprzyjał. Ze szczęściem dla nas, my też mieliśmy swoje sytuacje, Lech przeważał, ale puchar jest w naszej szatni, więc cieszymy się bardzo” — Przemysław Trytko, napastnik Arki Gdynia.

Lech Poznań – Arka Gdynia 1:2 po dogrywce (0:0, 0:0)

Bramki: Łukasz Trałka 119 – Rafał Siemaszko 107, Luka Zarandia 111

Lech Poznań: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Lasse Nielsen (110. Mihai Răduț), Wołodymyr Kostewycz – Dawid Kownacki (74. Maciej Makuszewski), Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski, Darko Jevtić (85. Szymon Pawłowski) – Marcin Robak

Arka Gdynia: Pāvels Šteinbors – Tadeusz Socha, Michał Marcjanik, Krzysztof Sobieraj, Marcin Warcholak – Marcus Vinícius (55. Rafał Siemaszko), Antoni Łukasiewicz, Adam Marciniak, Mateusz Szwoch, Miroslav Božok (83. Dominik Hofbauer) – Przemysław Trytko (71. Luka Zarandia)

Żółte kartki: Robak – Szwoch, Marcus Vinícius, Łukasiewicz, Zarandia

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Widzów: 43 760

Fot. Mats Rosłaniec

Leave a Reply

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Udana inauguracja czwartej ligi: Wigry pokonały MOSP Białystok 3:2

W inauguracyjnym meczu IV ligi podlaskiej Wigry pokonały MOSP...

Wigry odpadły z Pucharu Polski. Przegrana z KKS Kalisz 0:4

Wigry zakończyły swój udział w Pucharze Polski. Mecz z...

Radni zagłosowali za udzieleniem pomocy Wigrom. W ostatnich latach klub otrzymał ponad 9,2 mln zł z budżetu

A dokładnie zagłosowali za zmianą dotycząca przyznawania stypendiów sportowych...

W środę mecz rundy wstępnej Pucharu Polski Wigry Suwałki – KKS Kalisz

Wigry Suwałki w Pucharze Polski na szczeblu centralnym występowały...
%d bloggers like this: