Reklama

Przed promocją książki „W krainie jezior i rzek…”. Wywiad z autorem, Marcinem Halickim

Data:

- Reklama -

We wtorek, 21 marca w Muzeum Okręgowym w Suwałkach odbędzie się prezentacja książki „W KRAINIE JEZIOR I RZEK. Z DZIEJÓW RYBOŁÓWSTWA I WĘDKARSTWA SUWALSZCZYZNY” z udziałem autora, Marcina Halickiego (na zdj. głównym). Postanowiliśmy sprawdzić, jakie ciekawostki zawarł w tej publikacji społecznik – organizator Akcji Czysta Rospuda, założyciel „Niesamowitej Suwalszczyzny”.

Z Marcinem Halickim rozmawiała Iwona Danilewicz.

Iwona Danilewicz: W „Słowie od autora” piszesz, że treść książki jest wynikiem wieloletnich zainteresowań tematyką wędkarstwa i historii. Sam jesteś zapalonym wędkarzem. Jak „wkręciłeś się” w to hobby? Jakie są Twoje ulubione miejsca, w których wędkujesz?

Marcin Halicki: Choć może to za dużo powiedziane, czuję się pasjonatem, zarówno w temacie historii, jak i wędkarstwa. Nie fachowcem, a właśnie hobbystą – pasjonatem. Wydaje mi się, że moje zainteresowania wędkarstwem wykiełkowały we mnie w dzieciństwie. Miałem nie więcej niż 5, góra 6 lat. Moim przewodnikiem, mentorem w tym temacie był ojciec. To z nim stawiałem pierwsze kroki nad wodą. W Dowspudzie, nad ukochaną rzeką Rospudą. Tu się wychowałem, dorastałem i mieszkam tu do dziś. Z punktu widzenia wędkarza, Rospudzie poświęciłem najwięcej czasu i uwagi, więc mogę powiedzieć, że rzeka ta jest moim ulubionym łowiskiem. Aczkolwiek w Rospudzie nie tylko wędkuję. Od wielu lat czynnie angażuję się w promowanie działań prospołecznych i obywatelskich, organizując między innymi Akcję Czysta Rospuda. Mogę więc rzec, że ratuję to, co jest bliskie memu sercu od zawsze. Zauważyłem też, jak przez te lata rzeka się zmieniła. Niestety, nie mogę powiedzieć, że na lepsze. Dodatkowo angażowałem się także w prace społeczne związane z wędkarstwem, przez kilka lat będąc skarbnikiem, a następnie sekretarzem koła wędkarskiego w Raczkach. A jak wkręciłem się w wędkarstwo na dobre? Sadzę, że to kwestia charakteru, osobowości, samozaparcia i rozpalenia kwitnącej pasji. Z drugiej strony to uważna nauka, wielowymiarowa obserwacja przyrody, analizowanie pogody oraz zjawisk meteorologicznych. Nowoczesne wędkarstwo, to również głęboka, wielowarstwowa wiedza. Ważna jest też cierpliwość i pokora. Oraz porażki. Bez porażek nie ma wędkarskich sukcesów.

Spotkanie promujące książkę odbędzie się 21 marca o godz. 18.00 w Muzeum Okręgowym w Suwałkach.

Na końcu książki znajduje się między innymi słowniczek. A w nim wiele interesujących pojęć. Moją uwagę zwrócił „złodziej” – dawniej tak rybacy zwali wędkarzy; obecnie wędkarze nazywają tak rybaków. Jak to z tymi złodziejami było? Książka traktuje o bardzo długim okresie w dziejach rybołówstwa i wędkarstwa na Suwalszczyźnie – od średniowiecza do II wojny światowej.

Słowniczek, który jest dodatkiem do treści książki, opracowałem sam, choć wymaga on stosownego poszerzenia haseł oraz ich dopracowania. Właściwie to można pokusić się o stworzenie słowniczka gwarowego związanego z wieloma profesjami, nie tylko związanymi z zawodem rybaka, czy z wędkarstwem.

Co do wspomnianego „złodzieja”, również byłem wielce zdumiony, odnajdując w krajowej prasie z drugiej połowy XIX wieku kilka niezbyt pochlebnych wzmianek o dawnych wędkarzach. Mimo iż niegdyś każdy wędkarz był uważany za rybaka, w dodatku nie do końca tolerowanego, to nie każdy rybak był wędkarzem. Najkrócej rzecz ujmując, wędkarze dla rybaków byli „złodziejami wędkowymi”, czyli kimś pokroju panoszącej się, przez nikogo niekontrolowanej, szerzącej się „zarazy”, która bezmyślnie wybija wszystko to, co połknie haczyk. To się jednak zmieniło. Odkąd powstały towarzystwa wędkarskie, a następnie wędkarze zrzeszyli się wokół ogólnopolskiego stowarzyszenia, coraz częściej słyszało się o utarczkach rybaków z wędkarzami i to właśnie brać wędkarska zaczęła nazywać rybaków „złodziejami”. Czy słusznie? Nie mnie to osądzać. Sam lubię zjeść smażoną lub wędzoną rybkę i uważam, że zawód rybaka jest niezbędny, a ryby ze sztucznych hodowli nie wypełnią ludzkich potrzeb. Jednak rybak rybakowi nierówny, a wiele zależy od tego, jakim się jest człowiekiem. Czy jest się dobrym gospodarzem, czy też nie. To samo tyczy się wędkarzy. Bez wyjątku. Są wędkarze etyczni, przestrzegający zasad, a są wędkarze, którzy z prawdziwym wędkarstwem nie mają nic wspólnego. Osobiście, z łowiska bardzo rzadko zabieram ryby, stosując zasadę „No kill”, albo jak kto woli „Catch and realease”. Niektórych, cennych dla ekosystemu gatunków ryb, z zasady nie zabijam. Stosuję się też do obowiązujących norm, okresów ochronnych i regulaminów. To chyba kwestia sumienia i wpajanych przez lata wartości. I chęci poszerzania horyzontów wiedzy oraz wielkiego szacunku dla środowiska. Bez tego ani rusz.

„W krainie jezior i rzek” – wbrew pozorom – to publikacja uniwersalna, która może przypaść do gustu szerokiej grupie czytelników. Myślę, że z łatwością zainteresujesz nią nie tylko „ludzi z branży”. Jak udało Ci się osiągnąć ten „poziom otwarcia na wszystkich”?

Niezmiernie mnie to cieszy, gdyż było to moim zamysłem. Nie jestem historykiem, ni badaczem, a pokusiłem się o napisanie książki bazującej na historii regionu. Mimo to nie jest to publikacja historyczna. Nie ma też w niej szczegółów choćby z biologii ryb, lecz występują skromne podstawy, że się tak określę, nauk przyrodniczych. Nie jest to też w stu procentach pozycja popularnonaukowa, gdyż ucieka się bardziej ku otwartej literaturze, aczkolwiek bez wyskoków artystycznych, jednocześnie zbaczając z toru utartego przez świat nauki. Moja pierwsza, pełnowymiarowa autorska publikacja bez wątpienia jest wynikiem wielkiej pasji i miłości do Suwalszczyzny, której poświęciłem całe dotychczasowe życie. A jak mi się to udało? Sam nie wiem! Nie lubię tego określenia, ale bywa, że jedynym wyjściem i zarazem wejściem, jest znalezienie złotego środka oraz pójście na pewne kompromisy. Czasem tylko to przynosi mniej lub bardziej zamierzone efekty.

Dawne dzieje, o których piszesz, to również podania i wierzenia ludowe. Niektóre z nich przetrwały do tej pory. Które z tych podań lub wierzeń spodobały się Tobie najbardziej?

Nie mam ulubionych historii opartych na wierzeniach i podaniach, gdyż każda z nich jest szczególna. Muszę się też przyznać, że rozdział pisało mi się gładko, gdyż temat ten od lat mnie interesuje. Jednakże był to tekst wymagający znacznego wyszczuplenia i mówiąc wprost, gruntownego przesiewu. Finalnie przytoczyłem mniej niż jedną piątą historii zawartych w zebranych materiałach. I sądzę, że to tylko skromny ułamek tego, co jeszcze można wyszperać w archiwaliach. Przeszła mnie nawet myśl, że warto zagłębić się szczegółowiej w poszukiwania i napisać na ten temat oddzielną publikację. Może się o to kiedyś pokuszę? Kto wie?

Jak z tą sieją naprawdę było? Wszyscy wiedzą, że diabeł ją to przyniósł… A Ty piszesz, że ona w Wigrach była „od zawsze”.

Ach, ta diabelska sieja! Któż to wie, jak było naprawdę? Mówiąc serio, występowanie siei, ale też sielawy w wodach jeziora Wigry, jest dość szczegółowo zbadane, a sięga czasów ostatniego zlodowacenia zwanego bałtyckim. Mnie bardziej ciekawi, jak sieje dostosowały się do życia w innych zbiornikach Suwalszczyzny? Czy ich występowanie jest naturalne, czy jest wynikiem introdukcji? Ostatnio słyszałem, że w minionych latach te interesujące ryby poławiane były przez wędkarzy w niektórych jeziorach filipowskich. Oczywiście zimą. Z lodu. Na błystki podlodowe zwane u nas oblankami.

Dużo miejsca w publikacji poświęcasz hodowli i połowom raków. W książce można znaleźć nawet przepisy na dania z rakiem w roli głównej. Jak bardzo rozwinięta była ta gałąź biznesu na dawnej Suwalszczyźnie?

Hodowla raków na Suwalszczyźnie była niegdyś marginalna, nieco eksperymentalna. Przed wieloma laty nie było takich potrzeb, gdyż raki występowały w zbiornikach i ciekach naturalnych powszechnie. Za to gałąź raczego biznesu była rozwinięta nadto. Były okresy, w których eksport raków był tak dochodowy, że znacznie przewyższał cały razem wzięty rybny biznes prowadzony na Suwalszczyźnie. Odkąd otwarto połączenie kolejowe z Prusami Wschodnimi, transport raków liczono w tonach i w wagonach. Dosłownie. By poznać szczegóły i smaczki, a także zapoznać się ze smutnym żwywotem raka szlachetnego, czytelników zapraszam do zapoznania się z treścią podrozdziału „Raki w dziejach pojezierza”.

„W krainie jezior i rzek…” pojawia się również Dowspuda. Jakie znaczenie miał majątek hr. Paca dla tematu Twojej publikacji?

Wyłącznie osobisty, gdyż życie Ludwika Michała Paca interesuje mnie od dziecka. I nic poza tym. Oprócz wprowadzenia przez hrabiego nowinek technologicznych związanych bezpośrednio i pośrednio z rzeką Rospudą, nieznane mi są źródła, ani szersze opracowania tyczące się podjętego przeze mnie tematu. Wiadomym też jest, że Pac założył w Dowspudzie stawy hodowlane. I właściwie chyba tyle. Z drugiej strony nie można wykluczyć, iż Pac nie był wędkarzem. Jako zagorzały angloman, hrabia mógł interesować się wędkarstwem – w XIX wieku bardzo popularnym wśród elit. Szczególnie na Wyspach Brytyjskich, które uznaje się za kolebkę nowoczesnego, sportowego wędkarstwa.

Wspominasz także o Alfredzie Lityńskim i pierwszych próbach ochrony jezior Suwalszczyzny. Jakie są Twoim zdaniem największe problemy w tym obszarze? Czy jest możliwa równowaga między ochroną, turystyką wraz z budową kwater a rybactwem?

Problemy od kilku dziesięcioleci pozostają niezmienne. Wiadomym jest, że środowisku szkodzi nieracjonalna gospodarka wodna, w tym intensyfikacja odłowów. Rozwijające się rolnictwo i przemysł bezpośrednio przyczyniają się do degradacji wód, a co za tym idzie do wymierania całych populacji ryb i wszelkich innych gatunków zwierząt. Problemem, z którym nie radzi sobie ludzkość, są wszelkie zanieczyszczenia wód. To problem w skali globalnej. Uważam też, że żyjemy przed ostatnim gwizdkiem, by zachować tak istotną równowagę. O ile już nie jest za późno. Tyczy się to zarówno zrównoważonego rybactwa, jak i podjęcia przemyślanych, oddolnych działań ochronnych, także w sferze turystyki.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również.


Od redakcji: Książka „W krainie jezior i rzek. Z dziejów rybołówstwa i wędkarstwa Suwalszczyzny” została opracowana na zlecenie Stowarzyszenia Lokalna Grupa Rybacka „Pojezierze Suwalsko-Augustowskie”. Poruszone w wywiadzie wątki to zaledwie niewielki wybór tematów zawartych w tej publikacji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Konwencja Trzeciej Drogi: PSL i Polska 2050 liczą na Sejmik, powiat suwalski i stery w gminach

W sobotę, 2 marca, w Parku Naukowo-Technologicznym w Suwałkach...

Czuję wiatr zmian. Rozmowa z Cezarym Cieślukowskim, kandydatem do Senatu

Cezary Cieślukowski to były wojewoda suwalski, były wiceminister zdrowia,...

Sezon na Wigrach rozpocznie się za kilka dni. Sprawdź, z jakich atrakcji skorzystasz w trakcie majówki

Wigierski Park Narodowy to jedno z miejsc na Suwalszczyźnie,...