Reklama

Recenzja książki Ewy Zwierzyńskiej „Podlaska mozaika. Reportaże z raju – krainy błota i mgły”

Data:

- Reklama -

Przyzwyczailiśmy się, że wydawnictwo Paśny Buriat regularnie wprowadza na rynek wydawniczy – dedykowany przede wszystkim mieszkańcom i sympatykom Podlasia i Suwalszczyzny, kolejne interesujące pozycje. Nie inaczej jest i tym razem. Prezentowana książka autorstwa Ewy Zwierzyńskiej zatytułowana jest Podlaska mozaika. Reportaże z raju – krainy błota i mgły.

Już sam tytuł zwiastuje nam model treściowy i formalny oraz sposób jego realizacji. Książka podzielona jest na czterdzieści dwa kilkustronicowe rozdziały, z których każdy niczym pojedynczy element mozaiki stanowi oddzielną opowieść. Poszczególne niewiele wnoszą, jednakże scalone w książkę rysują bardzo unikalny treściowo, literacki obraz pogranicza polsko-białoruskiego, przesiąknięty dźwiękiem i obrazem, słowem i milczeniem; światłem i cieniem.

Nie od dziś wiadomo, że każdy człowiek widzi świat takim, jakim pozwolą mu zobaczyć jego oczy. Spojrzenie jednych jest przepełnione duchem romantyzmu, rozkwieconych łąk czy pachnącego lasu. Inni w otaczającym nas świecie szybciej zobaczą zmęczone bo spracowane ręce człowieka czy czoło ze zmartwień pokryte głębokimi bruzdami. Im bliżej siebie się rozglądamy, tym bardziej dostrzegamy przecinające się nici wątku i osnowy, tworzące niezwykłą mozaikę. Mozaikę przestrzeni pogranicza.

Jaki jest zatem świat widziany oczami autorki? Co widziała Ewa Zwierzyńska gromadząc materiał do swej książki? W tekście zamieszczonym na pierwszym skrzydełku okładki możemy odnaleźć takie słowa: Książka ta powstała w ciągu dekady moich wędrówek po Podlasiu. Odwiedzałam miejsca obowiązkowe dla każdego podróżnika docierającego na Podlasie […] Pozornie zwykłe „morze trzcin” czy „stara lipa” urastały w moich oczach do rangi mitycznych odległych oceanów i egzotycznych lądów, w których szukałam duszy Podlasia, ukrytej pod dostrzegalną dla każdego powierzchnią.

Już w przytoczonym fragmencie można dostrzec niejako metodologiczną konsekwencję pracy autorki, w tym obserwacji longotemporalnej i wieloaspektowej. Nic dziwnego. Autorka pochodzi z Podlasia i z Podlasiem związała swoje życie, będąc aktywną zawodowo lekarką i pasjonatką lokalnej kultury i przyrody. W rezultacie opisuje i fotografuje wszystko to, co jest jej bliskie, według własnego pomysłu, nadając wywoływanym treściom jej własne wartościowanie.

Pierwszy element mozaiki zatytułowany został jednym słowem – Raj. Już czytając pierwsze zdania nie można powstrzymać szerokiego uśmiechu.

Wysiadł z samochodu i nagle zaczął krzyczeć: „Raj”, „Raj”. Zbiegli się mieszkańcy wioski, żeby zobaczyć, co się dzieje. Czy ktoś rozum postradał zaczadzony nadmiarem świeżego powietrza, czy ktoś kogoś morduje, że tamten świat pozagrobowy zobaczył? Okazało się, że krzyczał turysta z Warszawy, który przejeżdżając przez wioskę, nie zdołał opanować ogarniających go emocji.

Ten typ narracji, na poły osobistej, pełnej uczuć i rozterek zachowany jest w całej książce. Nie ma tu miejsca na spojrzenie antropologiczne czy kulturoznawcze. Prym wiodą impresje i ich twórczy choć nieskomplikowany zapis. Zaprezentowany w ten sposób krajobraz kulturowy mimowolnie wypełnia znamiona ujęcia stereotypowego, tak popularnego w odniesieniu do przestrzeni pogranicz i osób je zamieszkujących. Mimo wszystko autorka bezpiecznie dobiera słowa, by nie skrzywdzić (sprofanować?) opisywanej przez siebie krainy.

Każdy rozdział ma swoją specyfikę zarówno w zakresie treści, jak i prowadzenia narracji. Interesujące jest na przykład jej autorskie spojrzenie na wydarzenia związane ze świętem Przemienienia Pańskiego – Spasa (w kalendarzu juliańskim 19 sierpnia), które w bardzo uroczysty sposób obchodzone jest przez społeczność prawosławną na Grabarce. Tu autorka w ciekawy sposób próbuje zrekonstruować strukturę obrzędu. Robi to jednak w bardzo naturalny sposób, nadając znaczenie i charakteryzując – może nawet prześmiewczo, treści z ostatnich planów znaczeniowych. Jak pisze: Aby dotrzeć na Świętą Górę Grabarkę, najpierw trzeba przejść przez kręgi piekielne. Krąg pierwszy – gmatwanina polnych dróg. […] następny krąg znajduje się tuż za parkingami. Na drodze do Świętej Góry wyrastają dziesiątki straganów […] z watą cukrową, biżuterią z koralików, pistoletami na kapiszony i perukami w każdym możliwym kolorze. Uważna obserwacja wydarzeń towarzyszących omawianemu świętu, w tym grup pątników kroczących bądź sunących na kolanach pozwala autorce na nutę samokrytycyzmu (?) zawartego w słowach: To właśnie wędrujący na kolanach stają się głównym celem fotoreporterów. Wokół słychać pstrykanie migawek, szczególnie gdy pojawi się malownicza postać starca. Najlepiej na zdjęciach wypadają mężczyźnie w typie „jurodiwych” – bożych szaleńców z długimi włosami i brodami.

Bardzo ciekawy z perspektywy poznania historii lokalnych jest rozdział zatytułowany Wierszalin – stolica świata. Ta część podlaskiej mozaiki dotyka fenomenu społeczno-religijnego zapoczątkowanego przez Eliasza Klimowicza – samozwańczego proroka i przywódcę społeczności wiejskiej z początków XX wieku. O ile sam temat budowy Nowego Świata nieopodal wsi Grzybowszczyzna został dosyć dobrze opisany przez wybitnego socjologa Włodzimierza Pawluczuka przede wszystkim w książce Wierszalin. Reportaż o końcu świata (Warszawa 1983). O tyle współczesne nawiązania, a może nawet baza autobiograficzna nie zostały dotychczas należycie przedstawione. Autorka dociera do jednego z ostatnich, którzy widzieli proroka Ilię i słów jego słuchali – pana Pawła Wołoszyna. Dotarcie do ostatniego autentycznego, nieskalanego ideologią i filozofią źródła, stanowi – w mojej ocenie – o odwadze Ewy Zwierzyńskiej, a materiał terenowy przez nią pozyskany z czasem z pewnością zostanie bardzo dobrze oceniony. Faktem jest, że historia sekty ze wsi Grzybowszczyzna staje się tłem rozmaitych działań artystycznych, w tym supraskiego teatru – Wierszalin.

Z perspektywy zaangażowanego kulturowo czytelnika interesujące są podobne w treści cząstki dotyczące konkretnych miejsc, rzek, wsi, miasteczek. Wybrane przez autorkę według jakiegoś klucza prezentują się w książce bardzo atrakcyjnie. Samodzielności udzieliła autorka następującym przestrzeniom, wymieniając w kolejności: Rzym, rzekę Białą, Krynki, Wierszalin, Odrynki, Różanystok, Kostomłoty, Jabłeczną i rzekę Świsłocz. Wydaje się, że każda z tych lokalizacji ma przypisaną konkretną rolę do odegrania w podlaskim krajobrazie. Nawet wymieniony na pierwszym miejscu Rzym nosi znamiona swojskości, które nabył poprzez delikatną konfrontację z sanktuarium w Sokółce. Poprzez porównanie – zgrabny manewr stylistyczno-literacki, od razu widać poziom fascynacji autorki tak bliską jej lokalnością. Malowniczy, osadzony na bagnach i według założeń niedostępny skit (pustelnia) w Odrynkach to miejsce, które dzięki opisowi autorki nabiera innych barw. Przyznam, że prowadząc własne penetracje terenowe, kilkakrotnie byłem w Odrynkach i w pełni rozumiem zachwyt Ewy Zwierzyńskiej nad tym miejscem. Czytając dalej, niejako z rozpędu wpadamy na strony poświęcone Różanemustokowi. Już z pierwszych zdań można wyczuć pewną przekorę autorki względem historii pisanej przez wielkie H. Różanystok jawi się w książce jako coś pomiędzy: miastem i wsią; czymś swoim i obcym; katolickim i prawosławnym; czymś co jest tu i teraz i tym niedostępnym, odległym, mitycznym. Słowa autorki zapadają w pamięć i nie dają wytchnienia. Zachęcają do dalszej lektury, oglądania ilustracji, zadumy.

Rozkład akcentów tematycznych w recenzowanej pozycji jest narastający. Począwszy od opisu euforii warszawskiego turysty, poprzez osoby, miejsca, emocje, uczucia, na ostatniej drodze doczesnych szczątków człowieka kończąc. Autorka specjalnie prowadzi narrację w sposób nieoczywisty, bardzo lokalny i nadal nieustępujący widocznym coraz bardziej zmianom. Czytamy miedzy innymi takie słowa:

– Jak oni mogli położyć Helenkę w tym miejscu? Przecież ona chciała leżeć gdzie indziej, razem ze swoimi. Zrobić coś takiego własnej matce! […]

– Wala, pomagaj mnie. Wyciągajcie z toreb, co tam macie.

Na obrusie lądują kiełbasa, wędliny, chrzani jajka z wielkanocnego stołu. Do tego butelka wódki. […]

– Ot i pośpiewaliśmy naszej Helence. Może choć trochę ją rozweseliliśmy.

Ogromnym atutem recenzowanej publikacji jest warstwa graficzna, zawierająca kilkadziesiąt fotografii autorstwa Ewy Zwierzyńskiej. Część ujęć dotyczy wprost opisywanego elementu mozaiki. Inne są impresją, spojrzeniem oczami wyobraźni na coś trudnego do opisania. Niewątpliwie fotografie są bardzo pomocne w lekturze. Utrzymują nastrój.

Książka Ewy Zwierzyńskiej układa się w biblioteczce regionalnej niczym ręka w odpowiednio dobranej rękawiczce. Jest to opowieść, a właściwie cykl minireportaży, które – jak myślę trafią do wrażliwego na piękno pogranicza czytelnika. Uprzejmie zachęcam do przeczytania i odbycia własnej podróży po podlaskich bezkresach.

Ewa Zwierzyńska

Podlaska mozaika. Reportaże z raju – krainy błota i mgły

Wydanie I

Kielce 2022

Wydawnictwo Paśny Buriat

ISBN: 798-83-963496-1-3

ss. 307

Leave a Reply

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

O tym, jak to dawniej świętowano

Obowiązkowo karp na stole, jako jedna z dwunastu potraw,...

Pierwszy dzień SuwGenePedii, czyli genealogii suwalczan w Muzeum Okręgowym

W piątkowe (21 października) popołudnie w Muzeum Okręgowym odbył...

Obrzędy ocalone od zapomnienia

Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ulicznej “Engram” podsumowało realizację projektu “Wody...
%d bloggers like this: